Michał Doliński: Największą wadą GTPS jest zawieranie wirtualnych umów

autor: Magdalena Gajek | 2012-01-23, 11:15 | źródło: inf. własna |

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Kary finansowe, egzekucja komornicza, proszenie o pensje wypłacane po terminie - tak byli zawodnicy podsumowują przygodę z GTPS Gorzów. Krzysztof Śmigiel, gracz lubuskiej drużyny w latach 2006-2009, obecnie wiceprezes klubu, nie odpowiedział na nasze pytania.

Michał Doliński (Morze Bałtyk Szczecin, w GTPS w sezonie 2004/2005 oraz 2007/2008): W obu sezonach, w których reprezentowałem GTPS, pieniądze klubowe pochodziły głównie z miejskich dotacji. Kiedy pierwszy raz rozstawałem się z zespołem, nie było większych problemów, głównie dzięki interwencjom trenera Waldemara Wspaniałego. W sezonie 2007/2008 budżet był okazalszy, stąd klub reprezentowali tacy zawodnicy jak Borczyński, Gulczyński czy Śmigiel i ten czas stał się koszmarem. Skierowałem sprawę o zaległości finansowe do sądu, wygrałem ją i historia skończyła się egzekucją komorniczą w klubie. Największą wadą organizacyjną GTPS jest zawieranie z zawodnikami wirtualnych umów. Kontrakty nigdy nie miały pokrycia. Nie wiem, jakim cudem działaczom co roku udaje się zbierać niezłych graczy i czym kierują się zawodnicy, przyjeżdżając do Gorzowa. Obecna sytuacja jest dobitnym dowodem na to, że władze klubu bezczelnie i z premedytacją oszukują swoich potencjalnych graczy przy podpisywaniu umów, przedstawiając wirtualny budżet.

Marcin Kudłacik (Siatkarz Wieluń, w GTPS w sezonie 2008/2009): W grudniu włodarze obcięli nam zarobki rzekomo za brak wyników sportowych, ale renegocjacje kontraktów nie miały miejsca. Atmosfera w drużynie nie była toksyczna, choć cały czas w szatni przewijał się temat pieniędzy. Musieliśmy prosić się o nasze wypłaty, bo nikt nie potrafił powiedzieć, kiedy one będą. Nie chciałem kontynuować pracy w takim klubie, mnie zarząd również nie widział w składzie, więc odszedłem po roku. Drużyny sportowe nie mogą liczyć tylko na pieniądze z miasta, a w GTPS włodarze podpisują kontrakty, nie mając zagwarantowanych funduszy. Jak działacze mogą patrzeć w oczy zawodnikom, informując ich o budżecie, kiedy nie mają nawet połowy z tych pieniędzy?

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Powiązane artykuły

Dodaj swój komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz

Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się. Zajmie to pół minuty.


Dowiedz się jak umieszczać linki do tagów, pogrubiać tekst, itp.

Ostatnie komentarze

Sortuj:
Senti

Nie rozumiem płaczu tych zawodników. Jeżeli każdy doskonale wiedział jaka jest sytuacja w tym zespole to po co tam się pchali? Powinni mieć pretensje do siebie, że związali się z śmiesznym i nieodpowiedzialnym klubem

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 1
chieri

zastanawia mnie jak skonstruowane są umowy siatkarzy, skoro jednostronną decyzją zarządu można obciąć im pensje. bardzo mi się to nie podoba.

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 1
Stercel

Do puki nie będzie wymiany całego zarządu, do póty nie będzie siatkówki w Gorzowie.Kibicuję całemu sportowi w Gorzowie, czasy siatkówki pamiętam z lat 50-tych za czasów Unii. Najlepiej w klubie działo się za Lecha Skrzypka. A takiego dziadostwa jakie jest teraz to nie widziałem.Tak się składa że mieszkam od hali 50m ale o tym że ma być mecz raz na sezon może dwa,pojawia się afisz informujący o zawodach, a później lament że 50-100 osób na meczu.

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj -3