Piotr Tomasik: Czekamy na sukces pełną gębą

autor: Piotr Tomasik | 2008-01-29, 15:30 | źródło: inf. własna |

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Chyba każdy z nas w ostatnich tygodniach kilka razy poczuł dumę. Dumę z bycia Polakiem. A wszystko to dzięki takim postaciom, jak Radwańska, Bielecki czy Barańska. To właśnie oni, i nie tylko oni, sprawili, że 2008 rok rozpoczynamy z nadziejami na wielkie sportowe sukcesy biało-czerwonych.

Choć od przegranej z Danielą Hantuchową minęło już kilka dni, do dziś wszyscy analizują przyczyny porażki ze Słowaczką, wspominając z zachwytem wygrane nad Kuznietcową i Pietrową. Nic w tym dziwnego, bo Radwańska grała z polotem, fantazją i ogromnym sercem do walki, co poniosło ją aż do ćwierćfinału, a nas wszystkich ogarnęła wielka Tenisomania. Problemu nie stanowił fakt, że Isia rozgrywała swoje mecze w samym środku nocy. Nikomu nie przeszkadzało również to, iż jedyną nadzieją na obejrzenie jakiekolwiek jej spotkania na żywo w wielkim turnieju jest kosztowny wyjazd w nieznane. Co piąty Polak brał w zaparte, zasiadał przed kwadratowym ekranem, zajadał się chipsami i ściskał z całych sił kciuki za 18-letnią krakowiankę. Efekt? Agnieszka wyrównała wynik Wojciecha Fibaka sprzed 28 lat, kiedy to nasz wybitny tenisista trzykrotnie stawał przed szansą awansu do półfinału w Wielkim Szlemie.

Emocje - i to nawet większe - towarzyszyły Polakom podczas turnieju siatkarek, rozgrywanego w Halle. Przystępne godziny meczów, większa promocja tej dyscypliny, a także bardziej przejrzyste zasady sprawiły, że podopieczne Marco Bonitty zgromadziły przed telewizorami znacznie liczniejszą publikę, niż Radwańska. Chyba każdy, kto o sporcie wie mniej więcej tyle, że piłka jest okrągła, emocjonował się zmaganiem Polek z Rosjankami. Każdy z wielką uwagą przyglądał się rozgrywanym piłkom przez Milenę Sadurek, atakom Katarzyny Skowrońskiej, niemożliwej do zatrzymania Gamowej, aż wreszcie atomowym serwisom Anny Barańskiej. Siatkarki, która przecież w kadrze wcześniej grać nie chciała, choć mogła. I to niejednokrotnie.

Po raz kolejny w ostatnich miesiącach nasz kraj zaatakowała piłkarska mania. Nie chodzi jednak o futbolówkę kopaną, a rzucaną. Niedawne wicemistrzostwo świata osiągnięte przez drużynę Bogdana Wenty sprawiło, że uwierzyliśmy, iż jesteśmy handballową potęgą. VII miejsce wywalczone w Norwegii na mistrzostwach Europy to rezultat - patrząc obiektywnie - przyzwoity. Nie ma wątpliwości, że nadzieje były znacznie większe, ale warto zaznaczyć, że owa lokata to najlepszy wynik w historii naszych występów na tej imprezie.

Martwi jednak atmosfera, która pojawiła się wokół kadry. Popadanie z skrajności w skrajność zdążyło już chyba wyrosnąć na główną cechę każdego Polaka i znów dało o sobie znać. Medialna krytyka zespołu trenera Wenty zupełnie nie przypadła do gustu naszym handballistom. Na łamach prasy swoje żale wylewał i Marcin Lijewski, i Karol Bielecki, którzy rozpętali wojnę na linii dziennikarze-zawodnicy. Czy taki spór może przynieść jakiekolwiek pozytywne skutki?

Niewątpliwie wspaniałe występy Agnieszki Radwańskiej na Australian Open, dramatyczny mecz Polek z Rosjankami, w którym biało-czerwone pokazały wielką ambicję, a także historyczny sukces piłkarzy ręcznych na mistrzostwach Europy pozwalają nam spoglądać w przyszłość z wielkimi nadziejami. Nadziejami na sukces pełną gębą, bo właśnie na taki każdy z nas czeka. Na nową Małyszomanię, która wtargnie w nasze domowe ognisko i stanie się symbolem narodowym przez najbliższe lata...

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Powiązane artykuły

Dodaj swój komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz

Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się. Zajmie to pół minuty.


Dowiedz się jak umieszczać linki do tagów, pogrubiać tekst, itp.