Marcin Kurowski: Przespaliśmy pierwszą połowę

autor: Kamil Kołsut | 2012-02-08, 11:24 | źródło: inf. własna |

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Od porażki w Orlen Arenie tegoroczne zmagania w PGNiG Superlidze rozpoczęli szczypiorniści Azotów Puławy. Rywale grali przeciętnie, podopieczni Marcina Kurowskiego kompletnie zawalili jednak pierwsze minuty meczu.

Jesienią w Puławach gospodarze potrafili wyrwać mistrzom Polski remis, do Płocka jechali więc z nadzieją na sprawienie kolejnej niespodzianki i utarcie nosa wyżej notowanemu rywalowi. Parkiet zapędy drużyny Kurowskiego zweryfikował jednak błyskawicznie, już po kwadransie przegrywała bowiem różnicą sześciu bramek.

- Pierwszą połowę generalnie przespaliśmy i w ataku, i w obronie. Dość powiedzieć, że przez pół godziny nie mieliśmy żadnego wykluczenia - wyjaśnia szkoleniowiec puławskiej siódemki. Jego zespół przed przerwą stracił trzynaście bramek, w dużej mierze wynikało to jednak z nieudolności płocczan i wybornej dyspozycji doświadczonego Macieja Stęczniewskiego.

- Wiadomo, że bez obrony i w ataku gra się bojaźliwie. Nie ma komfortu, że jak podejmę ryzyko i nie wyjdzie, to później można nadrobić z tyłu. Graliśmy na stojąco, zwłaszcza nasi boczni rozgrywający, wszystko zaczynaliśmy z miejsca. To napędzało rywala, robiliśmy dużo prostych błędów technicznych, z tego Wisła wyprowadzała kontry i dzięki temu odskoczyła - nie ma wątpliwości Kurowski.

Na kwadrans przed końcem gospodarze prowadzili już nawet 20:12, w pewnym momencie kompletnie jednak stanęli. - Być może ta duża przewaga ich uśpiła, a my walczyliśmy do końca - mówi trener Azotów. Na dwie minuty przed finałową syreną przewagę rywala udało się zniwelować do dwóch trafień, najpierw jednak Dmitrij Afanasjev zgubił piłkę w kontrze, a gdy błąd popełnili przeciwnicy i puławianom udało się wyprowadzić kolejną akcję, Litwin w sytuacji sam na sam rzucił prosto w Marcina Wicharego.

Puławianie w samej końcówce mogli więc jeszcze rywala solidnie postraszyć, zabrakło jednak szczęścia i umiejętności. - Grając troszeczkę spokojniej, mogliśmy doprowadzić do jednej bramki różnicy, a wtedy wiadomo: ręce się przeciwnikowi trzęsą. Doskonale pamiętamy nasz mecz w Lubinie i wiemy, że wtedy wszystko może się zdarzyć. Trochę szkoda, ale na wszystkim zaważyła pierwsza połowa - nie ma wątpliwości Kurowski.

Azoty wciąż są w tabeli na piątym miejscu, strata do zajmującej najniższy stopień ligowego podium Stali wzrosła jednak do trzech oczek. Do końca rundy zasadniczej pozostało sześć kolejek, na więcej wpadek w najbliższym czasie puławianie nie mogą więc sobie już pozwolić. W sobotę na własnym parkiecie zespół Kurowskiego zagra z Chrobrym, a w Walentynki podejmie Nielbę.

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Powiązane wydarzenia

Powiązane artykuły

Dodaj swój komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz

Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się. Zajmie to pół minuty.


Dowiedz się jak umieszczać linki do tagów, pogrubiać tekst, itp.

Ostatnie komentarze

Sortuj:
PiłaI

Z całym szacunkiem dla płocka, ale z taką grą to w LM nie macie czego szukać. Gracie piach jakiego dawno nie widziałem.

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0
pulawiak20

Równie dobrze można powiedzieć, że gdy Puławy się spinały to od razu goniły Wisłe i mecz się robił wyrównany. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia :-)

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0
Boss

Ojj pan trener zbłazinił się troszkę. Azoty grały tylko wtedy, gdy Wisła stawała i pozwalała rywalom na więcej. Gdy Nafciarze się spinali to bez większych problemów odjeżdżali, ale niestety wynik tego nie odzwieciedla. Szczkoda, bo mecz mozna bylo spokojnie wygrac dużo wyżej, tylko wydaje sie, że niektórym sie nie chciało... I to jest przykre

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0
wislander

"wybornej dyspozycji doświadczonego Macieja Stęczniewskiego"
Czy ja oglądałem inny mecz? Wyborną dyspozycje to miał Wichary a nie Stęczniewski.

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0
pulawiak20

Następnym razem jeśli Zinchuk i Szyba zaczną mecz tak bznadziejnie jak ten to może warto wpuścić wcześniej Łyżwe? Poza tym na ławce są jeszcze Tylutki i Gowin. Może oni będą mniej senni niż koledzy. Najgorsze co można zrobić to to co stało się w Płocku. Pozwolić grać tak słabo dysponowanym zawodnikom prawie cały mecz a potem narzekać.

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0