Mateusz Jach: Antal Kocso - gorzowski bratanek z Węgier

autor: Mateusz Jach | 2011-05-22, 17:30 | źródło: inf. własna |

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Lata osiemdziesiąte były dla czarnego sportu, szczególnie dla tego rozwijającego się za żelazną kurtyną, bardzo ciężkim okresem. Brak pieniędzy i przepaść sprzętowa, jaka dzieliła zawodników z Wysp Brytyjskich i Skandynawii oraz pozostałych sprawiała, że w finałach światowych z zawodników z Polski, Czech czy Węgier na arenie zaistnieli tylko ci najbardziej zdeterminowani.

Dziś trudno sobie wyobrazić, ale w światowych finałach obok zawodników z Nowej Zelandii, Włoch czy Finlandii startowali bardzo waleczni Węgrzy. Zoltan Adorjan, Sandor Tihanyi, Laszlo Bodi, Zoltan Hajdu, Zoltan Kovacs, Robert Nagy czy Antal Kocso byli nieobliczalni i w zawodach, w których jeździli bać musieli się ich faworyci. Przełom, jaki nastąpił w Polsce w 1989 roku umożliwił im starty w rozgrywkach ligowych nad Wisłą. Jednym z najlepiej zapamiętanych obcokrajowców stolicy województwa lubuskiego jest właśnie madziar Antal Kosco.

Węgier rodem z Szeged, miasta znanego z mielonej papryki Kotanyi trafił nad Wartę w 1992 roku. W zamyśle nowego zarządu klubu miał stać się mocnym punktem zespołu, który zatrze w pamięci kibiców przeciętne występy Fina Laukannena oraz Niemca Laucha. Z miejsca stał się ulubieńcem publiczności. Serca kibiców żółto-niebieskich zaskarbił sobie wyśmienitymi występami w Zielonej Górze, gdzie podczas meczy derbowych brylował. Szczególnie w 1992 roku, kiedy Stal Gorzów wygrała bardzo zacięte spotkanie sędziowane przez Romualda Owsianego w samej końcówce. Wtedy w czternastej gonitwie Kocso przez trzy okrążenia wychodził z siebie by na ostatnim łuku, ocierając się łokciem o białą bandę wyprzedzić lidera gospodarzy i przechylić szalę meczowego zwycięstwa na stronę gorzowian. Po meczu w parku maszyn dumny Węgier pokazywał ślad po tym ataku na swojej ręce, a załamany Andrzej Huszcza jeszcze długo po spotkaniu nie mógł uwierzyć, że przegrał ten wydawałoby się zwycięski wyścig. Oglądając archiwalne taśmy z tego meczu widać tylko, że jadący w białej skórze Kocso niemal przykleił się do także białej bandy i był dla jadącego z przodu kapitana Zielonej Góry niemal niewidoczny.

Kompan Zoltana Adorjana z finałów Mistrzostw Świata Par wprowadził do gorzowskiej drużyny profesjonalizm. Na mecze nie przyjeżdżał samochodem osobowym z przyczepką czy w klubowym autobusie, lecz swoim busem, którym przemierzał niemal cała Europę. Ponieważ nie były to czasy autostrad, zimowych opon i samochodowej nawigacji wiąże się z tym kilka anegdot. Raz jedyny Kosco nie dojechał na mecz ligowy Stali. Jak okazało się później w polskich górach na drodze była taka zamieć śnieżna, że po prostu został zasypany i unieruchomiony przez śnieg. W żużlowych podróżach towarzyszyła mu żona, która choć sam Antal nieźle porozumiewał się po angielsku i niemiecku była jego tłumaczem. Jeździł w Gorzowie za kilkaset marek, ale na torze nie uznawał straconych pozycji. Był zawodnikiem wszechstronnym. Udane mecze w Polsce przeplatał startami na długim torze - w 1993 w niemieckim Muhldorf zajął czwarte miejsce w IMŚ. Był ceniony także na Wyspach Brytyjskich, gdzie przez dwa sezony jeździł w zespole z Bradford. Nieudane wyjście spod taśmy nie oznaczało dla niego nieudanego wyścigu. Choć był filigranowy w żużlowym parku maszyn było go zawsze pełno, a jego firmowym znakiem był szeroki uśmiech spod gęstego, czarnego wąsa.


Nieustępliwy Antal Kocso w ćwierćfinale IMŚ rozgrywanym w 1989 roku w Zielonej Górze.

Gdy kilka lat temu podczas tradycyjnego memoriału imienia Edwarda Jancarza działacze przygotowali dla kibiców niespodziankę w postaci zaproszenia starych mistrzów, by ci wyjechali na żużlowych maszynach i zrobili rundy honorowe Antal Kocso obok Henryka Glucklicha, który w garniturze (!) pokonywał łuki ślizgiem kontrolowanym zebrał największe brawa od publiczności. Gorzowie startował przez trzy sezony, w każdym z nich obok Piotra Śwista był liderem drużyny. W dwudziestu ośmiu meczach zaledwie cztery razy dojeżdżał do mety na ostatniej pozycji. W 1993 skończył sezon ze średnią biegopunktową przekraczającą dwa i pół punktu. Choć nigdy nie zdobył medalu mistrzostw świata w klasycznej odmianie żużla, jego starty nad Wartą są wspominane przez kibiców z wielkim sentymentem. W 1994 roku jego miejsce w drużynie zajął młodziutki Jason Crump

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Powiązane artykuły

Dodaj swój komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz

Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się. Zajmie to pół minuty.


Dowiedz się jak umieszczać linki do tagów, pogrubiać tekst, itp.

Ostatnie komentarze

Sortuj:
Marek G., Gdańsk

Pamiętam jego jazdę w Gdańsku w meczu ligowym. Po jednym biegu, który wygrał o 150 m, na stadionie zapanowala cisza... Tak grzał. Pozdr.

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0
Aro

Jak to powiedział spiker lub radiowiec - ANATOL KOCSO - hmmmmmmmmmmmm Świetny był Antal w Gorzowie - sentyment jest był i będzie A jak tam jego zdrowie ? Bo kończył kontuzją ??????

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0
wroclawianin

no prosze wspomnialem dzis o antalu kocso i... caly artykul o nim, antal odkurzony, a co porabia zoltan hajdu ?

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0
ja z kółka

Petrikovics jak już coś (a on głównie kojarzony jest z Krosnem)

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0
jerry

najwiekszym sukcesem petricovica byl 1 pkt w finale msp w vojens w 1993. jezdzil niezle ale poziomu kocso czy adorjana nigdy nie doszedl. co do kosco to autor ma racje, antal podpisal u nas kontrakt w 1991, ale jechac zaczal od 1992. pozdro dla wegrow:)

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0
scalpel3

Wszystko pięknie iładnie, ale o jednym bardzo wybitnym zawodniku autor zapomniał. Czy wogóle widział na torze Josefa Petricovica. Josef mieszka w Nyragyhaza i czesto widujemy się , bo mam rzut beretem na Węgry. Montuje szyberdachy w kususowych autkach, a ostatnio zgromadził grupkę chłopaków z którymi zamierza pobawić się w treningi żużlowe, co na Węgrzech nie jest łatwe , bo za wszystko trzeba samemu sobie zapłacić.A więc brązowy medalista MŚ par JOSEF PETRICOVIC.

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0
Świnka Pepa

Kocso jeździł w Gorzowie już w 1991 roku

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0
GoWie

W Gorzowie nie pamięta się przeciętnych występów Fina Laukannena oraz Niemca Laucha, bowiem tacy nie byli zawodnikami tutejszego klubu. Owszem, na początku lat 90. występował w Stali Fin, ale zwał się on Olli Tyrvainen. Niemiec natomiast to Klaus Lausch, który - co ciekawe - dość długo był rekordzistą gorzowskiego toru (bodaj 65,3 s).

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0