Po sławę, prestiż i pieniądze - rusza jubileuszowy Turniej Czterech Skoczni!

autor: Maciej Mikołajczyk | 2011-12-29, 13:30 | źródło: inf.własna |

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Po świętach, a tuż przed Nowym Rokiem - Turniej Czterech Skoczni idzie żwawym krokiem. Kibice już czekają, czekoladki zajadają. Niemcy i Austria w pełni przygotowane, wyjątkowo w tym czasie przez rzeszę fanów oblegane. Zimowe święto na dwóch deskach zatem rusza, i nic go nie zepsuje, nawet śnieżna burza.

Już tylko godziny dzielą nas od rozpoczęcia kolejnej edycji Turnieju Czterech Skoczni. Edycji wyjątkowej, bo jubileuszowej. W czwartkowe popołudnie na stadionie "Schattenberg" po raz sześćdziesiąty zakręci się magiczna karuzela z przystankami w Oberstdorfie, Garmisch-Partenkirchen, Innsbrucku i oczywiście Bischofshofen, gdzie szóstego stycznia rozegrane zostaną finałowe zawody. Przypomnijmy, że pierwsze serie każdego z tych konkursów przeprowadzane będą systemem KO - skoczkowie dobierani są w pary na podstawie wyników kwalifikacji (pierwszy z pięćdziesiątym, trzeci z czterdziestym ósmym itp.). Do najlepszej "30" awansują zwycięzcy dwudziestu pięciu pojedynków, a także pięciu "lucky losers" - zawodników z najwyższymi notami wśród tych, którzy przegrali ze swoim wylosowanym rywalem. Tym razem w przeciwieństwie do biegowego Tour de Ski organizatorzy Vierschanzentournee przygotowali atrakcyjną pulę nagród. Oprócz sporej kasy i cennych rzeczy na zawodników czeka również specjalna gratyfikacja finansowa w postaci aż miliona franków szwajcarskich (!) dla skoczka, który czterokrotnie stanie na najwyższym stopniu podium. Dotychczas w długoletniej historii prestiżowego cyklu sztuki tej dokonał tylko Sven Hannawald. Niesamowity wyczyn Niemca miał miejsce dokładnie dekadę temu. Blisko powtórki z rozrywki byli w ostatnim okresie Norweg Sigurd Pettersen (2003/2004), Fin Janne Ahonen (2004/2005) oraz Austriak Wolfgang Loitzl (2008/2009).

Zdecydowanie największą gwiazdą Turnieju Czterech Skoczni jest wspomniany Ahonen. Kosmiczny reprezentant Kraju Tysiąca Jezior zwyciężał w Wielkim Szlemie pięciokrotnie (!), w tym raz wspólnie z Jakubem Jandą. Słynny mieszkaniec Lahti w sumie na "pudle" w niemiecko-austriackich zawodach stawał w dziesięciu sezonach. Do innych bohaterów cyklu bez wątpienia zaliczyć można Jensa Weißfloga - czterokrotnego triumfatora imprezy, mających po trzy wiktorie - Bjoern Wirkola oraz Helmut Recknagel. Nie należy zapominać też o naszym Adamie Małyszu. "Orzeł z Wisły" nie miał sobie równych na przełomie 2000 i 2001 roku. Minione trzy edycje alpejskiego tournee upłynęły pod znakiem niebywałej dominacji Austriaków - zwyciężali odpowiednio Wolfgang Loitzl, Andreas Kofler i Thomas Morgenstern. Czy ktoś zdoła przerwać hegemonię czerwono-biało-czerwonych? Oto kandydaci...

1. Richard Freitag

Po raz pierwszy od niepamiętnych czasów w wąskim gronie potencjalnych zdobywców Wielkiego Szlema na nartach widnieją nazwiska naszych zachodnich sąsiadów. Jednym z nich jest Richard Freitag, który przebojem wdarł się do ścisłej czołówki. Zaledwie 20-letni kawaler z Breitenbrunn pokazał się z bardzo dobrej strony podczas letniego Grand Prix, zajmując drugie miejsce we francuskim Courchevel i trzecie w Hinterzarten. Niemiec rozwija się niezwykle dynamicznie, co doskonale obrazuje początek zimowego sezonu. Freitag jest obecnie czwarty w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata, a w połowie grudnia odniósł swój pierwszy triumf w Harrachowie. Ciekawe tylko, jak poradzi sobie z presją...

2. Severin Freund

Drugi z młodych Niemców, aktualnie szósty w Pucharze Świata. 23-latek dał o sobie znać podczas zeszłej zimy, w znakomitym stylu wygrywając w Sapporo i Willingen. W marcu wraz z kolegami z drużyny zdobył brązowy krążek na mistrzostwach w Oslo. Od tego czasu Freund nie zwalnia tempa - 6-ty w Ruce, drugi w Lillehammer, trzeci w Harrachowie i piąty w Engelbergu. Jego problemem zdaje się być jednak dość nieregularna forma, a powtarzalność w całym TCS jest przecież najważniejsza.

3. Daiki Ito

Japończyk jest nieobliczalny i u progu sezonu pokazał, że stać go na kosmiczne próby, ale i poważne "wpadki". Jest niezwykle nierówny, ale potrafi świetnie wykorzystać wiatr pod narty. Dobrym przykładem jest jego rekordowa próba na 143 metr w Bischofshofen. To wicemistrz świata juniorów z Schonach i zwycięzca LGP 2010, który dwadzieścia dni temu w Harrachowie był bliski wygrywania zawodów.

4.Kamil Stoch

Kto wie, może szyki podopiecznym Alexandra Pointnera pokrzyżuje Polak? Kamil Stoch, siódmy w punktacji pucharowego cyklu. Naturalny następca Małysza był 4-ty w Laponii, trzeci w Lillehammer i drugi po fenomenalnej próbie w Engelbergu. Mieszkaniec Zębu doskonale radził sobie na igelicie, gdy w Klingenthal i Einsiedeln nie dał rywalom żadnych szans. Wszystko wskazuje na to, że Stoch na dobre zaaklimatyzował się już w najlepszej "10" świata. Poza tym rozegrane 26 grudnia mistrzostwa Polski w Wiśle były demonstracją siły naszego najlepszego skoczka. Odrobienie ośmiu "oczek" do Piotra Żyły i fantastyczny rekord pozwala polskim kibicom coraz śmielej myśleć o ogromnym sukcesie swojego rodaka.

5. Simon Ammann

Zawsze groźny. Ma w swoim dorobku prawie wszystko. Prawie, bo do jego bogatej kolekcji brakuje mu tylko triumfu w Turnieju Czterech Skoczni. Szwajcar zdobył już Kryształową Kulę, cztery złota olimpijskie, cztery medale mistrzostw świata i tytuł najlepszego lotnika globu. Poza tym dobrze czuje się w Ga-Pa - to do niego należy rekord nowoczesnej skoczni w Garmisch (143,5m). "Harry Potter" znakomicie potrafi przygotować się do najważniejszych imprez, zawsze realizując swój cel, a tym na 2012 rok jest wygrana w Wielkim Szlemie. Początek zimy "Simi" miał przeciętny, ale podczas weekendu na "Titlis" zasygnalizował już zwyżkę formy. Szwajcar to stary lis i doświadczenie tylko przemawia na jego korzyść. Jak informuje serwis Blick.ch - przeszkodzić gwiazdorowi Helwetów może między innymi przeziębienie.

6. Anders Bardal

Do tej pory postać drugiego planu, a sukcesy święcił przede wszystkim w drużynie. Od początku tego sezonu prezentuje się niezwykle równo i solidnie. Ma stabilną formę i stać go na zwycięstwa, co pokazał w Engelbergu. Jest obecnie drugi w klasyfikacji Pucharu Świata. Swoją postawą bardzo przypomina Wolfganga Loitzla - bohatera TCS w 2009 roku.

7. Inni

To jednak nie wszyscy. Groźni są nawet Czesi - Roman Koudelka, czy Lukas Hlava. Zapomnieć nie można też o Tomie Hilde no i oczywiście...Austriakach. Oprócz Loitzla, Koflera i "Morgiego" są jeszcze Gregor Schlierenzauer i Martin Koch.

Nadchodzący TCS urozmaicić może konkurs PŚ numer 400 w wykonaniu Noriaki Kasai - najstarszego uczestnika imprezy. Samuraj, urodzony w 1972 roku w Shimokawie swój jubileuszowy występ ma szansę odnotować podczas finałowych zmagań w Bischofshofen.

Program 60. Turnieju Czterech Skoczni:

Oberstdorf

29 grudnia, czwartek
14.30 - oficjalny trening (2 serie)
16.30 - kwalifikacje

30 grudnia, piątek
15.00 - seria próbna
16.30 - pierwsza seria konkursowa

Garmisch-Partenkirchen

31 grudnia, sobota
11.45 - oficjalny trening (2 serie)
14.00 - kwalifikacje

1 stycznia, niedziela
12.00 - seria próbna
14.00 - pierwsza seria konkursowa

Innsbruck

3 stycznia, wtorek
11.30 - oficjalny trening (2 serie)
13.45 - kwalifikacje

4 stycznia, środa
12.30 - seria próbna
13.45 - pierwsza seria konkursowa

Bischofshofen

5 stycznia, czwartek
14.30 - oficjalny trening (2 serie)
16.30 - kwalifikacje

6 stycznia, piątek
15.00 - seria próbna
16.30 - pierwsza seria konkursowa

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Powiązane wydarzenia

Powiązane artykuły

Dodaj swój komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz

Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się. Zajmie to pół minuty.


Dowiedz się jak umieszczać linki do tagów, pogrubiać tekst, itp.