Dajcie mi znowu Montañésa - wywiad z Andriejem Kapasiem, halowym mistrzem kraju

autor: Dominika Pawlik | 2012-02-21, 20:24 | źródło: inf. własna |

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Andriej Kapaś w ciągu ostatniego roku zdobył tytuł deblowy w turnieju ATP Challenger Tour, tytuł singlowy w imprezie rangi ITF i został halowym mistrzem Polski. W rozmowie z portalem SportoweFakty.pl opowiada o tym, co było punktem kulminacyjnym w jego karierze, o powołaniu na zgrupowanie Pucharu Davisa i celach na sezon.

Dominika Pawlik: Zdobył pan dwa złote medale podczas halowych mistrzostw Polski w Łodzi, w grze pojedynczej i podwójnej. Co było najtrudniejsze w drodze po triumf w singlu?

Andriej Kapaś: Kluczowym pojedynkiem był mecz z Adamem Chadajem, gdzie udało mi się obronić dwie piłki meczowe. Zmęczenia nie było, ponieważ wiedziałem, że czeka mnie długi i ciężki mecz, mogłem się dobrze do niego przygotować.

Czołowi polscy tenisiści omijają takie imprezy, dawno nie występowały siostry Radwańskie, Łukasz Kubot czy Michał Przysiężny. Z czego pana zdaniem wynika ich nieobecność?

- Jeżeli chodzi o czołówkę, to większość z nich ma już tytuły mistrzowskie, poza tym zazwyczaj terminy mistrzostw Polski kolidują ze startami na arenach międzynarodowych.

Jak zaczęła się pana przygoda z tenisem?

- Zacząłem grać w tenisa w bardzo wczesnym wieku, bo już jak miałem cztery latka. Moja mama była tenisistką i pod jej okiem stawiałem swoje pierwsze kroki na korcie. Zaczynałem trenować w Katowicach-Janowie. Mama była tam trenerką, później przenieśliśmy się do Zabrza i tak jest do tej pory.

Kto jest teraz pana trenerem?

- Trenuję pod okiem Grzegorza Gelmudy w Zabrzu, w klubie Mostostal, natomiast jestem zawodnikiem AZS Poznań, gdzie również zdarza mi się trenować.

Według oficjalnej strony federacji tenisowej ITF, ulubioną pana nawierzchnią jest hard.

- Zgadza się, lubię grać na nawierzchni twardej, zwłaszcza na betonie i to jest nawierzchnia, na której najlepiej się czuję.

13 lutego osiągnął pan najlepsze wyniki rankingowe w karierze. W singlu było to 572. miejsce, a w deblu 219. pozycja. Jakie są pana cele na ten sezon?

- Tak, to moje najwyższe rankingi. Chciałbym się skupić zarówno na singlu, jak i na deblu. Chcę awansować do pierwszej dwusetki debla i do Top 400 w singlu: na tym będę się koncentrować.

Jakie są kolejne pana plany startowe?

- Po halowych mistrzostwach Polski od razu polecę na dwa futuresy na Ukrainę. Dalsze moje plany startowe nie są jeszcze sprecyzowane. W Polsce zamierzam uczestniczyć tylko w turniejach ITF Men's Circuit i ATP Challenger Tour.

Wspierał pan reprezentację Polski podczas meczu Pucharu Davisa z Madagaskarem - w jakiej roli?

- Byłem powołany do składu reprezentacji. Od początku było wiadomo, że na pierwszych rakietach zagrają Jerzy Janowicz i Grzegorz Panfil, ja byłem rezerwowym singlistą. Nie mogłem jednak grać, bo przepisy Pucharu Davisa są takie, że wyłącznie czterech zawodników nominowanych może występować, natomiast ja byłem powołany na zgrupowanie i cieszę się, że mogłem tu być z chłopakami, trenować i ich wspierać.

Na konferencji Janowicz powiedział, że bardzo podoba mu się to, że przez tydzień jesteście razem i spędzacie wspólnie czas. Jak ważna jest atmosfera podczas takiego zgrupowania?

- Myślę, że dobra atmosfera podczas rozgrywek drużynowych jest jednym z najważniejszych punktów. Jeżeli jest dobra atmosfera, to wszyscy się dobrze czują, są żądni zwycięstwa. Byłem po raz pierwszy powołany, to dla mnie bardzo fajne doświadczenie. Z chłopakami mamy bardzo dobry kontakt: z Grześkiem i Jerzykiem. Niestety Marcin [Matkowski] i Mariusz [Fyrstenberg] mieszkali w domu, więc troszkę mniej czasu z nimi spędzaliśmy, ale razem regenerujemy się w szatni i na korcie [śmiech], więc wszystko jest jak najbardziej w porządku.

Podczas turniejów trzymacie się razem?

- Jeżeli chodzi o turnieje międzynarodowe, to często jest tak, że niestety jeździ się samemu, jest się powiedzmy jedynym zawodnikiem z danego kraju w drabince. Zdarza się też tak, że jedzie się większą grupą, np. w 3-4 osoby, wtedy trzymamy się razem i to pomaga.

W następnej rundzie zmierzycie się z Estonią, która pokonała Luksemburg 5:0. Jak pan ocenia szanse polskiej reprezentacji?

- Na pewno mamy szanse na awans, mamy dobrych zawodników. Z tego, co wiem, przeciwko Estonii ma wystąpić Łukasz Kubot, będzie to bardzo mocny punkt drużyny. Mamy czołowych deblistów i naprawdę dobrych singlistów. Mecz ma być rozgrywany na nawierzchni ziemnej. Jeżeli chodzi o Estonię, to tam na pierwszej rakiecie wystąpi Jürgen Zopp, sklasyfikowany na początku drugiej setki rankingu ATP. Wydaje mi się, że jesteśmy faworytami w tym meczu.

Duże wrażenie zrobił pan podczas spotkania I rundy turnieju ATP Challenger Tour w Szczecinie urywając seta Albertowi Montañésowi.

- Byłem zadowolony z meczu z Montañésem, był to jeden z moich najlepszych występów w karierze. Z jednej strony trochę pechowo, że trafiłem na zawodnika notowanego na 40. miejscu, ale z drugiej strony bardzo dużo ten mecz mi dał. Udało mi się wygrać seta, pierwsze dwie partie zakończyły się w tie breakach, więc bardzo równa gra. Może przy odrobinie szczęścia udałoby mi się wygrać pierwszego seta i zakończyć ten mecz na moją korzyść. Mimo wszystko jestem z tego meczu zadowolony, było to dla mnie bardzo duże doświadczenie i przeżycie. Dodatkowo tak się złożyło, że wygraliśmy wtedy z Marcinem Gawronem debla, więc był to dla nas olbrzymi sukces. Od tego momentu uwierzyłem w siebie i zacząłem coraz lepiej grać.

Współpraca deblowa na korcie z Marcinem Gawronem po tym triumfie będzie kontynuowana?

- To zależy od turnieju. Powiedzieliśmy sobie z Marcinem na początku tego roku, że jeżeli zdarzy się taka sytuacja, że będziemy wspólnie startować w jakichś turniejach, to będziemy ze sobą grali, tak jak to miało miejsce we Francji. Wspólnie wystartowaliśmy w turnieju ITF w miejscowości Feucherolles, doszliśmy do finału. Niestety pechowo przegraliśmy 9-11 w super tie breaku. Jeżeli ponownie będzie okazja, to będziemy kontynuować wspólne występy.

W sierpniu Mateusz Kowalczyk w rozmowie z naszym portalem bardzo chwalił sobie wspólną z panem grę podczas letniego cyklu ITF w Polsce. Czy w przyszłości ta współpraca może zostać odnowiona?

- Z Mateuszem Kowalczykiem wygraliśmy w Bydgoszczy, byliśmy w półfinale w Olsztynie, pod koniec sezonu wystąpiliśmy podczas challengera w Austrii i w futuresie w Czechach. Teraz Mateusz ma nieco inne plany, bardziej preferuje grę na ziemi, ja jeszcze chciałbym pograć trochę w hali i przez to nasze plany troszkę się rozdzielają. Bardzo dobrze wspominam wspólne występy, nieźle nam się razem grało. Jednak Mateusz jest bardziej nastawiony na debla, szuka turniejów i punktów w nich bardziej pod grę podwójną. Dla mnie priorytetem wciąż jest gra pojedyncza, więc w dużej mierze patrzę na singla. Przez to wybieramy różne turnieje.

Jak wygląda kwestia finansowa?

- Nie mam aktualnie sponsora. Radzę sobie sam. Gram w lidze w Niemczech i jestem wspierany przez klub AZS Poznań. Reszta to są moje własne środki. W tej chwili nie dostaję żadnych środków od Polskiego Związku Tenisowego.

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Powiązane artykuły

Dodaj swój komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz

Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się. Zajmie to pół minuty.


Dowiedz się jak umieszczać linki do tagów, pogrubiać tekst, itp.

Ostatnie komentarze

Sortuj:
vamos

Top 400 to minimum. Trzeba realnie pomyśleć o próbie ataku na turnieje challengerowe, bo tam jednak punktów znacznie więcej do zdobycia.

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0
pedro

Czemu Andriej? Jeśli jest Polakiem to chyba powinien być Andrzejem. Mam nadzieję, że mistrzostwo Polski będzie przełomem w jego karierze i w przyszłości będzie nie tylko urywał sety tenisistom pokroju Montanesa, a nawet ich pokonywał.

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0
RvR

Szkoda współpracy z Kowalem. Andriej ma dobry ranking deblowy i jeśliby go odrobinę jeszcze poprawił, to śmiało mogliby razem grać w challach. Wtedy jednak trudniej Andriejowi byłoby starać się o lepszą pozycję w klasyfikacji singlistów.

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0
love-gomez

Andriej chyba miał wcześniej tytuł mistrzowski do 21 lat, czyli teraz kolejny szczebel na krajowym podwórku i pewnie śladem starszych (i już utytułowanych) kolegów, przestanie bawić się w imprezy z PZT, który i tak nikomu nie pomaga, a komu taka pomoc by się przydała. Powodzenia i wytrwałości, no i dużo sukcesów! :)))

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0