A Patty ciągle w grze

autor: Karolina Krawczyk | 2010-07-17, 07:48 | źródło: inf. własna |

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Patty Schnyder w zeszłotygodniowym turnieju w Budapeszcie dotarła do finału, w którym przegrała z młodszą o całą dekadę Ágnes Szávay. Szwajcarka gra zawodowo w tenisa szesnasty sezon, a od trzynastu utrzymuje się w czołowej pięćdziesiątce.

Kolejny finał w Budapeszcie to znak, że Schnyder ma się dobrze, a jej gra jest ciągle całkiem skuteczna. To, że po drugiej stronie siatki stała Szávay - młodsza od niej o dziesięć lat - to znak upływu czasu, od kiedy Szwajcarka pierwszy raz sięgnęła po rakietę.


Pojawiła się w cyklu ITF w 1993 roku, rok później w kwalifikacjach do turniejów WTA Tour w Zurychu i Lucernie (foto PAP/EPA)

W 1995 roku zadebiutowała w turnieju głównym WTA, także w Zurychu, gdzie jako grająca z dziką kartą dotarła do drugiej rundy. Stopniowo poprawiając swoje wyniki, 29 kwietnia 1996 roku znalazła się w pierwszej setce i od tamtej pory ani razu z niej nie wypadła! Wówczas wystąpiła w swoim pierwszym finale w Karlovych Varach (uległa Dragomirze Ilie). Zadebiutowała w Wielkim Szlemie na Roland Garros oraz na Wimbledonie, wystąpiła w igrzyskach olimpijskich - początki były trudne, bo za każdym razem odpadła w pierwszej rundzie, jednak zdobyte doświadczenie zaprocentowało. Po zaliczonej czwartej rundzie w Australian Open w 1997 roku Patty pojawiła się w pierwszej pięćdziesiątce rankingu.

Przełomowy dla Schnyder był sezon 1998, w którym wygrała pięć turniejów: w Hobart, Hannoverze, Madrycie, Marii Lankowitz i Palermo, była w ćwierćfinałach French Open i US Open. Na swoje konto zaliczyła zwycięstwa z takimi zawodniczkami, jak Jana Nowotna czy Barbara Schett. I tak 10 sierpnia wspaniałe wyniki przeniosły Patty do Top ten i dały kwalifikację do Mistrzostw kończących sezon. Jednak od tamtego czasu wygrane przestały przychodzić już tak łatwo. Na początku kolejnego roku po wygraniu turnieju w Gold Coast wprawdzie awansowała na ósme miejsce w rankingu, jednak zamknęła sezon już poza pierwszą dwudziestką.

W latach 2000 - 2003 Szwajcarka utrzymywała stale mniej więcej ten sam poziom gry. Regularnie meldowała się w ćwierćfinałach różnych imprez, kilkakrotnie w półfinałach (między innymi w Sopocie w 2003 roku) i finałach. Potem przyszedł jej dotychczas największy sukces w Wielkim Szlemie czyli półfinał Australian Open w 2004 roku.

Po dziesięciu latach w Tourze pula zawodniczek, z którymi spotykała się na korcie Schnyder, zdążyła się już zmienić. Po Jennifer Capriati i Mary Pierce przyszedł czas na rządzące niepodzielnie siostry Williams, a za nimi sztab Rosjanek i dwie Belgijki: Kim Clijsters oraz Justine Henin. Jednak i wśród nich Patty się odnalazła, a 2005 rok był sezonem, który cały spędziła w pierwszej dziesiątce, doliczając na swoje konto dziesiąty tytuł i osiągając swoją najwyższą siódmą pozycję na świecie.

Z pierwszej dziesiątki wypadła dopiero dwa lata później, po części nękana kontuzją, a po części bezsilna wobec takich przeciwniczek jak Jelena Janković czy Maria Szarapowa. Na kolejne, jedenaste mistrzostwo przyszło jej czekać trzy lata do turnieju w Bali w 2008 roku. Wydaje się, że lata jej największych sukcesów minęły, ale jest niesamowite, że rok 2009 był trzynastym, w którym Patty nie wypadła poza pierwszą pięćdziesiątkę. Regularność Szwajcarki sprawia, że w największych imprezach, mimo że pretendentką do tytułów już nie jest, ciągle uważa się ją za przeciwniczkę, z którą trzeba się liczyć.


Patty Schnyder urodziła się 14 grudnia 1978 roku w Bazylei (foto PAP/EPA)

Pierwsze skojarzenie ze Schnyder: rakieta trzymana w lewej ręce. Szwajcarska mańkutka mimo niedopasowania do większości praworęcznych tenisistek absolutnie na tym nie traci. Z determinacją wykorzystuje tą cechę jako swój atut w grze i egzekwuje błędy zawodniczek, które o jej leworęczności zapominają. W jej grze jest więcej techniki niż siły, jej uderzenia nie zmiatają z kortu, ale są skuteczne. Specjalizuje się w piłkach granych z głębi kortu, posyłanych pod końcową linię. W połączeniu ze świetną rotacją - to się sprawdza, ale nie jest sposobem na ścisłą światową czołówkę.

Jej bagaż doświadczeń to już 17 lat spotkań z tenistkami z całego świata. W tym czasie zmieniały się liderki rankingu, część zawodniczek zakończyła karierę, na ich miejsce weszły inne młode i utalentowane. A Patty? Ciągle w grze na tym samym poziomie. Jej tenis mimo upływu lat i rotacji przeciwniczek jest raz mniej, raz bardziej, ale stale skuteczny. Nie jest to sam szczyt i trudno się też spodziewać jakichś innowacji, które przeniosłyby Szwajcarkę z powrotem do ścisłej czołówki - więc może to już czas na zasłużoną emeryturę?

Zbliżające się 32. urodziny i takie wyniki na koncie zadowoliłyby niejedną tenisistkę i pozwoliłyby z czystym sumieniem zakończyć karierę. Jednak nic tego u Patty nie zapowiada, nie rezygnuje z żadnego turnieju i daje z siebie wszystko. I na pewno po cichu zazdrości Francesce Schiavone, której w 30. roku życia udało się po raz pierwszy wygrać wielkoszlemowy Roland Garros.

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Powiązane artykuły

Dodaj swój komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz

Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się. Zajmie to pół minuty.


Dowiedz się jak umieszczać linki do tagów, pogrubiać tekst, itp.

Ostatnie komentarze

Sortuj: