Liczyłem na Jakopina - pierwsza część rozmowy z Radosławem Panasem, trenerem AZS Politechniki Warszawskiej

autor: Piotr Stosio | 2012-02-01, 08:40 | źródło: inf. własna |

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

AZS Politechnika Warszawska w środę spotka się z Dynamem Krasnodar w ramach Pucharu Challenge. O rywalu, a także o swojej drużynie, jej formie, problemach i zaletach opowiedział w rozmowie z portalem SportoweFakty.pl, trener Radosław Panas.

Piotr Stosio: Zaczęło się kiepsko, ostatnie jest jednak nieźle. Jak pan ocenia bieżący sezon w wykonaniu swojego zespołu?

Radosław Panas:
Tak jak pan powiedział, zaczęliśmy nie najlepiej. Od trzech porażek z rzędu i słabej gry. Później złapaliśmy już właściwy rytm. Zespół zaczął grać coraz lepiej, chłopcy znaleźli wspólny język. Poza tym, pomogła nam też przerwa ligowa wymuszona przez udział kadry w Pucharze Świata. Poprawiliśmy niektóre elementy. Od tego czasu gramy bardzo dobrze.

- Dlaczego Politechnika lepiej radzi sobie z silniejszymi rywalami?

- Nie do końca, ostatnio gramy dobrze również z zespołami o podobnych możliwościach. Wielkiej zależności raczej więc nie ma, ale rzeczywiście warto zauważyć, że z mocniejszymi zespołami radzimy sobie dobrze. Może wynika to z faktu, że gramy wtedy na większym luzie. Mamy pozytywne nastawienie do walki z najlepszymi drużynami w Polsce.

- Przegrane tie-breaki bolą? Było ich kilka, nawet najwięcej w lidze.

- Oczywiście, chociaż inny jest ból po przegranej w meczu ze Skrą Bełchatów, w którym nie mieliśmy wielkich szans na wygranie ostatniego seta, a inny po tie-breakach z Resovią, Delectą Bydgoszcz i Jastrzębskim Węglem. Wynik w tych spotkaniach mógł być zupełnie inny.

- Może Politechnice brakuje zawodników z charakterem, typowych kilerów?

- Jakbyśmy nie mieli ludzi z charakterem to w ogóle nie nawiązywalibyśmy walki z rywalami i zajmowali ostatnie miejsce w lidze bez żadnej wygranej. Mój zespół ma charakter. Być może brakuje nam natomiast doświadczenia, zimnej krwi, żeby w piątym secie przekuwać piłki na swoją korzyść.

- Czy drużyna nie jest za bardzo uzależniona od dyspozycji Wojciecha Żalińskiego? On ciągnie grę Politechniki w obecnym sezonie.

- Nie. Jesteśmy raczej zespołem, który wygrywa tylko dzięki pracy całej drużyny. Wszyscy muszą wznieść się na odpowiedni poziom i grać bez słabych punktów. Oczywiście, dyspozycja dnia jest różna. W pierwszym meczu jeden gra dobrze, w drugim ktoś inny jest liderem. Pozostała grupa nie może za to odstawać od tych, którzy zdobywają najwięcej punktów.

- Po przykładzie Wojciecha Żalińskiego widać jak zawodnicy zmieniają się fizycznie od momentu trafienia do Politechniki. Aż tak wielką wagę przykłada pan do treningów w siłowni?

- Rzeczywiście, większość chłopaków zrobiła duży postęp. Nie tylko jeśli chodzi o umiejętności czysto siatkarskie, ale też o tężyznę fizyczną. Dużo pracujemy w siłowni, a dla mnie dobre przygotowanie atletyczne ma zasadnicze znaczenie, bo dzięki niemu nie mamy poważniejszych kontuzji. Oczywiście zdarzają się czasami urazy, ale zawodnicy pauzują wówczas krótko. W trakcie sezonu możemy mniej trenować z piłkami. Zajęcia w siłowni odbywają się jednak za każdym razem. Zawsze kładłem na nie duży nacisk.

- Co się dzieje z Videm Jakopinem? Przychodził po dobrym sezonie w ACH Volley Bled, a podobno wcześniej odrzucił oferty z Włoch? Otrzymał drugą najwyższą pensję w zespole, a ostatnio był dopiero czwartym przyjmującym.

- Odesłaliśmy go do domu, nie ma go już w składzie naszego zespołu. Śmiało mogę powiedzieć, że sprowadzenie Jakopina było pomyłką, nietrafionym transferem. Rzeczywiście otrzymywał duże pieniądze, ale nie spłacił się w ogóle. Nie mogłem sobie pozwolić, żeby zawodnik, który dużo zarabia, a niewiele daje zespołowi, przebywał u nas dłużej. Istniały dwie opcje. Vid mógł zgodzić się na obniżkę kontraktu do poziomu chłopaków ze swojej pozycji. O tym właśnie rozmawiali działacze naszego klubu z jego menadżerem. Doszło do innej sytuacji. Od tygodnia Vid już z nami nie trenuje i zbiera się powoli do domu. Obserwowałem go przez dwa lata, właśnie gdy grał w Bledzie. Liczyłem, że będzie sporym wzmocnieniem zwłaszcza ofensywy, ale rzeczywistość okazała się inna. Przyjechał do nas z kontuzją, nieprzygotowany do gry. W konsekwencji nie był w dobrej dyspozycji.

- Czy Jakopin nie był zawodnikiem zbyt podobnym do pozostałych przyjmujących? Z dobrym atakiem i gorszym przyjęciem.

- Nie, ale liczyłem na jego dobrą grę w elementach ofensywnych: ataku, zagrywce. Rzeczywiście w przyjęciu miał być tylko wspomagającym. W innych wzmocnieniem, a nie był.

- A co z atakującymi? Pracuje pan w Politechnice od trzech sezonów i ciągle brakuje w klubie zawodnika, który zdobędzie w meczu 20 punktów.

- Tacy gracze kosztują duże pieniądze, a my budowaliśmy zespół na miarę naszych możliwości finansowych. Mamy dwóch atakujących, jednego doświadczonego, drugiego mniej. Nie mogę mieć do nich żadnych zastrzeżeń, uzupełniają się bardzo dobrze. I jestem zadowolony, że mamy taką dwójkę. Nie mamy możliwości ściągania zawodników z najwyższej półki. Oni kosztują 200, albo 250 tysięcy euro. Grzesiek Szymański jest natomiast uznaną firmą na polskim rynku siatkarskim, Paweł Mikołajczak zrobił ogromny postęp. W końcu w obecnym sezonie dwa razy otrzymał statuetkę MVP.

- Czy PlusLiga jest priorytetem klubu?

- Od początku sezonu mówiłem, że będziemy walczyć dwutorowo. Chcemy awansować do czołowej ósemki w PlusLidze i jak najdalej zajść w Pucharze Challenge. Przecież w poprzednim sezonie ostro walczyliśmy o możliwość gry w europejskich pucharach. No i spotkać się z tak silnymi rywalami jak Dynamo Krasnodar z mocnej ligi rosyjskiej. Po to gramy i trenujemy.

- W poprzednich rundach Politechnika bez problemu poradziła sobie z zespołami z Białorusi i Chorwacji. W starciu z Dynamem Krasnodar faworytem jednak nie będzie.

- Nie były to zespoły z najwyższej półki, ale nie tylko o to chodziło. Chcieliśmy poznać inne style gry, inne podejścia do meczu. Poza tym, liczył się fakt gry w europejskich pucharach, czyli związane z nim przeloty, długie podróże itd. Chciałem chłopakom pokazać atmosferę gry w Europie i jak na razie to się udaje. W starciu z Rosjanami nie będziemy faworytem, ale chcemy pokazać się z jak najlepszej strony. Spotkanie rewanżowe rozegramy u siebie. Spróbujemy dobrać im się do skóry.

- Roman Jakowlew będzie zawodnikiem, na którego trzeba będzie najbardziej uważać?

- Na pewno jest największą gwiazdą Dynama. To uznana klasa, firma, wielokrotny reprezentant Rosji. Dodatkowym smaczkiem będzie starcie Simona Tischera z Patrickiem Steuerwaldem. Obaj rywalizują na pozycji rozgrywającego w reprezentacji Niemie. Na niego trzeba również uważać, ale i na dwóch skrzydłowych. Rosyjski jest bardzo dobry, ale i Contreras prezentuje odpowiednią klasę. Dynamo jest zespołem mocnym, ale nie stawiamy się przed meczem na pozycji przegranej.

Drugą część rozmowy opublikujemy w czwartek 2 lutego.

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Powiązane wydarzenia

Powiązane artykuły

Dodaj swój komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz

Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się. Zajmie to pół minuty.


Dowiedz się jak umieszczać linki do tagów, pogrubiać tekst, itp.

Ostatnie komentarze

Sortuj:
Boss

Niestety w Polsce często grubo przepłaca się za zwykłych wyrobników, a nie zostaje kasy na prawdziwe perełki, które w przyszłości mogą stanowić o sile kadry. Skoro więc AZS ma problemy finansowe to oczywistym jest, że należy pozbyć się w pierwszej kolejności graczy, którzy biorą dużo a nie dają nic w zamian. Niestety swego rodzaju patologia jest fakt, że tak duże miasto jak Warszawa potrafi z powodzeniem utrzymać tylko piłkę kopaną, bo ręczna jest słabiutka,a i siatkówka ma znaczne problemy. A niby stolica, więc wartość marketingowa powinna być wysoka...

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0
duszyczka

Jeśli Jakopin miał drugi co do wysokości kontrakt w zespole a nie było z niego żadnego pożytku to odeslanie go do domu jest wiecej niż dobrym pomyślem! Tym bardziej że ostatnio głośno jest o problemach finansowych AZS. Ceni się chłopak a przyjeżdża do nowego klubu z kontuzją i w trakcie sezonu w ogóle znika z oczu kibiców.

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0