Na szczycie bez zmian - relacja z meczu Resovia Rzeszów - Skra Bełchatów

autor: Agnieszka Kaszuba | 2012-01-21, 20:32 | źródło: inf. własna |

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Asseco Resovia Rzeszów nie spełniła oczekiwań swoich kibiców i w drugim półfinale Pucharu Polski przegrała ze Skrą Bełchatów 1:3. W meczu nie zabrakło emocji i kontrowersji, a faworytów do zwycięstwa poprowadził Mariusz Wlazły.

Resovia Rzeszów, z racji bycia gospodarzem turnieju finałowego, musiała zmierzyć się ze sporą presją. Pompowany od dawna balon oczekiwań nakłuła jednak igiełka losu. Półfinałowym rywalem rzeszowian zostali obrońcy tytułu z Bełchatowa.

Początek spotkania był dla miejscowych niezwykle udany. Mocne zagrywki Georga Grozera zapewniły im trzypunktową przewagę (5:2). Taki stan rzeczy nie trwał długo, a Skra odrobiła straty jeszcze przed pierwszą przerwą techniczną. Wynik oscylował wokół remisu, a oba zespoły dość często myliły się w polu serwisowym. Z tego schematu ponownie wyłamał się Grozer. Dwa asy Niemca doprowadziły do stanu 13:11. Atakujący Resovii był bezwzględnie najlepszym zawodnikiem na parkiecie i prowadził kolegów do zwycięstwa. Gdy od rąk Wojciecha Grzyba odbił się Marcin Możdżonek, na tablicy pojawił się wynik 21:16. Trener Nawrocki musiał poprosić o czas. Jego uwagi przyniosły pożądany skutek, bo bełchatowianie zniwelowali straty do dwóch zaledwie oczek (21:19). Na tym jednak możliwości mistrzów Polski się wyczerpały. Końcówka należała do zawodników w biało-czerwonych strojach, którzy wygrali 25:21.

Od pierwszej akcji drugiego seta zespoły toczyły zaciętą walkę punkt za punkt. Błąd Paula Lotmana sprowadził siatkarzy na przerwę techniczną (7:8). Skra skuteczne ataki zaprzepaszczała w polu serwisowym, przez co nie była w stanie odskoczyć od gospodarzy na więcej niż dwa oczka. Pomyłki faworytów znakomicie wykorzystała Resovia. Udane akcje środkowych i świetna dyspozycja Grozera pozwoliły jej wyjść na prowadzenie (16:15). Nie oznaczało to oczywiście końca emocji. Wkrótce do gry aktywnie włączył się Mariusz Wlazły. As atakującego Skry doprowadził do stanu 18:20. Po chwili jednak tym samym odpowiedział Lukas Tichacek i na tablicy pojawił się remis. Końcówka rozgrzała do czerwoności szczelnie wypełnioną halę na Podpromiu. Bełchatowianie prowadzili już 24:21, ale nie wykorzystali trzech piłek setowych. Mimo to szybko opanowali nerwy i wyrównali stan pojedynku, po błędzie Grozera (24:26).

Trzecią partię otworzyły kontrowersje z systemem challange w tle. Sędziowie, za pośrednictwem kamer, wyłapali przejście linii środkowej przez Bartosza Kurka, z czym kompletnie nie zgadzali się obrońcy tytułu. Dyskusje wybiły nieco z rytmu Skrę i w efekcie na przerwę techniczną drużyny zeszły przy stanie 8:5. "Nie bierzmy się za coś co do nas nie należy. Jesteśmy tu po to żeby grać, a nie dyskutować!" - apelował trener Nawrocki. Mimo ambitnej walki goście nie mogli wyjść na prowadzenie. Nie pomogły nawet nieporozumienia po stronie rywali. Dopiero fatalny błąd Piotra Nowakowskiego doprowadził do wyniku 15:16. Od tego momentu kontrolę nad boiskowymi wydarzeniami przejęli bełchatowianie. Przy stanie 19:21 trener Kowal musiał poprosić o czas. Nie odmienił jednak losów partii. Mariusz Wlazły zapewnił swojemu zespołowi piłkę setową, którą po chwili sam wykorzystał (23:25).

Czwarty set był ostatnią szansą gospodarzy, więc rozpoczęli go z dużym animuszem. Po asie serwisowym Piotra Nowakowskiego prowadzili już 8:4. Po stronie przyjezdnych mnożyły się błędy własne, co bardzo ułatwiało Resovii utrzymywanie przewagi. Autowy atak Michała Winiarskiego doprowadził do stanu 15:12. Zawodnikom coraz bardziej dawało się we znaki zmęczenie, a tie-break niemal wisiał w powietrzu. Faworyci sami pozbawiali się szans na szybkie zakończenie spotkania, oddając przeciwnikom punkty w prezencie. Gdy wydawało się, że nic już nie powstrzyma rzeszowian, sprawy w swoje ręce wziął Wlazły. Kolejne udane akcje kapitana Skry całkowicie odmieniły bieg boiskowych wydarzeń (21:23). Tragiczna zagrywka, wprowadzonego chwilę wcześniej, Marko Bojicia, dała gościom piłkę meczową. Gdy wideoweryfikacja wykazała dotknięcie siatki przez Grozera, pojedynek dobiegł końca (23:25).

Asseco Resovia Rzeszów - PGE Skra Bełchatów 1:3 (25:21, 24:26, 23:25, 23:25)

Resovia: Tichacek, Grozer, Achrem, Lotman, Nowakowski, Grzyb, Ignaczak (libero) oraz Kosok, Bojić.

Skra: Falasca, Wlazły, Winiarski, Kurek, Pliński, Możdżonek, Zatorski (libero) oraz Woicki, Kłos.

MVP: Mariusz Wlazły (PGE Skra Bełchatów).

W finale Pucharu Polski, w niedzielę o 14.30, zmierzą się Jastrzębski Węgiel i PGE Skra Bełchatów.

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Powiązane wydarzenia

Powiązane artykuły

Dodaj swój komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz

Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się. Zajmie to pół minuty.


Dowiedz się jak umieszczać linki do tagów, pogrubiać tekst, itp.

Ostatnie komentarze

Sortuj:
zMarudA

Trzeba zaczac pracowac nad zgraniem i psychika. Jak mozna sprezentowac skrze punkty w takim momencie? Trener juz to powinien dojrzec chocby w meczu z Delecta na Podpromiu. Tam tez mecz praktycznie na 3:0 i oddany jeden set. Bez tego nie ma szans na sukcesy co pokazal Belchatow

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0
maro

bardzo szkoda Resovii, ale to już historia, dobrze że przynajmniej Jastrzębski zagra w finale, bo kibice z Rzeszowa i Jastrzębia sympatyzują ze sobą więc Podpromie ma za kim kibicować, już słyszę te gwizdy na pszczoły

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0
stary kibic

Jeden egzamin Kowal zawalił. Mimo że mecz był wyrównany, to Resovia grając na żywiole była w stanie wygrać, a pasując i grając w siatkarskie "szachy", ze Skrą nie ma szans. Resovia nie jest jeszcze zespołem, a Kowal nie umie wykorzystać pełnego składu. Tichacek i Grozer, Grozer i Tichacek i gra do skrzydeł. Mając na ławce Dobrowolskiego i Bojica, a także Gontariu, Kowal musi z nich korzystać, bo Grozer całego meczu nie wytrzyma na takich obrotach, a Lotman nie ma takiej energii jak Bojić. Dotknięcie siatki na końcowy punkt przez Grozera mogło być też już ze zmęczenia. Piotrek Nowakowski był kompletnie niewykorzystany, a rozegranie środkiem było jedynie przypadkiem, i to częściej pod Wojtka Grzyba. Ktoś Kowalowi musi to powiedzieć, bo pokazał złe nawyki szkoły Travicy.

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0
rzeszowiak

dziwicie się dlaczego resovia przegrałą ?? bo nie ma trenera a bez trenera żadna drużyna nie będzie dobrze grać, - tak jak maja skoczkowie tępego lewara trenera z koziej dupy trąpkę Kruczka ,tak resovia ma dennego matoła Kowala.

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0
ZIGI

A ja chciałem Skrę i Mariuszka i Kurka w finale, właśnie przeciwko Bartmanowi i spółce.Pozdrawiam wszystkich normalnych kibiców siatkówki!!!...

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0
paranienormalna

no super, po prostu super! chciałam ZAKSĘ K-K -> no to mam Jastrzębski Węgiel. chciałam Resovię -> no to mam Pszczoły. dzięki!

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0
Fanka91

Czyli nie ma niespodzianki. Trochę szkoda zważywszy na kibiców z Rzeszowa. Cóż, myślę, że bełchatowianie nie dadzą sobie wyrwać zwycięstwa.

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0
tomcio

naprawde trzeba byc frajerem zeby przegrac ten mecz:dwa razy roztrwonic trzy punktowa przewage jakby tego bylo malo stracic PIEC punktow pod rzad to na prawde mistrzostwo swiata

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0
slawek-80

Mecz miał identyczny przebieg w setach jak tydzień temu w Kędzierzynie. Dzisiaj także Resovia wypracowała kilkupunktową przewagę w 4 secie i podobnie jak Zaksa nie potrafiła tego utrzymać. Miałem nadzieje że jutro nie zobaczę Skry w finale, w dniu jutrzejszym Jastrzębie będzie musiało zagrać o wiele lepiej, bo jak zagra tak jak dzisiaj to będzie szybkie 3-0 dla Skry.

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0
Aga BDG

Nie znoszę Wlazłego, ale jedno muszę mu oddać - pokazał dzisiaj ogromną klasę. Polska siatkówka klubowa jest dramatycznie nudna. Wszyscy grają, a na końcu i tak wygrywa Skra. Ten półfinał stał na znacznie wyższym poziomie niż pierwszy, więc raczej Jastrzębia jutro nie widzę.

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0