Pierwsze koty za płoty - rozmowa z Michałem Michalakiem, zawodnikiem ŁKS-u Łódź

autor: Kamil Górniak | 2012-01-30, 08:00 | źródło: inf. własna |

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Michał Michalak udanie zadebiutował w barwach ŁKS-u Łódź. Młody zawodnik zdobył 31 punktów, ale nie pomogło to jego drużynie w odniesieniu zwycięstwa. ŁKS wysoko uległ Siarce Jezioro Tarnobrzeg.

Kamil Górniak: Rozegrał pan chyba najlepszy mecz jeśli chodzi o zdobycz punktową. Nie dało to jednak zwycięstwa. Dlaczego tak się stało?

Michał Michalak: Po ochłonięciu, to mogę powiedzieć, że zagraliśmy dość słaby mecz. Siarka lubi grać bardzo szybko, szybkim atakiem. My wracaliśmy słabo do obrony. Rozgrywają też dużo pojedynków jeden na jeden, a my je przegrywaliśmy. Tutaj trzeba powiedzieć, że nasza drużyna jest trochę w przebudowie, bo przyszli nowi zawodnicy, więc myślę, że "pierwsze koty za płoty". Będzie dobrze. Dalej będziemy się zgrywać i będziemy dalej pracować, żeby nasze mecze były lepsze.

Do przerwy zdobył pan 26 punktów. Później zawodnicy Siarki Jezioro zaczęli bardziej pana kryć i już nie było wielu czystych sytuacji.

- To prawda. Wiadomo, że każdy patrzy na dyspozycję przeciwnika. Ja miałem dość dobrą dyspozycję w pierwszej połowie. W drugiej połowie starałem się więcej szukać partnerów, ponieważ wiadomo, że obrona była trochę bardziej skupiona na mnie, no i starałem się, żeby nie grać samemu, bo to nie na tym polega. W drugiej połowie znowu straciliśmy parę punktów. Oni zrobili większą przewagę i poszło tak, jak poszło. Wiadomo, jedna osoba meczu nie wygra. Przecieramy się. Dalej będzie lepiej.

To była jedenasta porażka ŁKS z rzędu. Nie wygląda to na razie zbyt dobrze.

- No tak, nie wygląda to dobrze. Na razie staramy się takim składem, jakim jesteśmy. Będziemy robili wszystko, żeby wygrać jakieś mecze. Jesteśmy drużyną, w której jest dużo walczaków, którzy przede wszystkim ambicją i walką potrafią coś na parkiecie zdziałać. Tym będziemy się starali jak najwięcej ugrać.

Trochę trafił pan z deszczu pod rynnę. W Politechnice były problemy finansowe. W ŁKS nie jest lepiej.

- Jestem na takim etapie kariery, że nie zwracam większej uwagi na moje problemy finansowe. Teraz zarabiam jakieś tam pieniądze i to nie jest moja główna motywacja do gry. Ja się cieszę koszykówką. To będzie w przyszłości moja praca, ale to przede wszystkim jest to, co kocham robić.

W Warszawie było podobnie - tam było także dużo młodych zawodników. Stworzyliście pewien rodzaj kolektyw, bo graliście ze sobą sporo czasu. W Łodzi będzie podobnie?

- Tak. Ja jestem z Pabianic, ale w Łodzi zaczynałem swoją prawdziwą karierę i cieszę się, że mogłem tutaj wrócić. Dostałem szansę od prezesa i trenera. Dobrze się czuję w tej drużynie i fajnie, że mam taką możliwość gry w jakby większej roli. Będę starał się to wykorzystywać. Mam nadzieję, że będziemy grali lepiej. To jest pierwszy mecz, więc ciężko oceniać. Zobaczymy jak będzie w następnych.

Wracając jeszcze do tego pańskiego przejścia do Łodzi. Jakie były prawdziwe motywy tych przenosin?

- Nie chodzi o żadne względy finansowe. Wróciłem do domu, do klubu, w którym zaczynałem swoją przygodę z koszykówką i cieszę się, że mogę tutaj dostać szansę. Staram się ją wykorzystywać jak najlepiej. Widać, że jak na razie dostaje trochę więcej minut, niż w poprzednim klubie i mam sporą swobodę i staram się pomóc partnerom, żebyśmy grali lepiej i samemu grać lepiej.

Co trzeba zmienić w waszej grze, aby przynajmniej starać się wygrywać mecze? Takie przegrywanie każdego meczu 20-30 punktami jest chyba bardzo deprymujące.

- Myślę, że musimy się zgrać lepiej w obronie. Jeżeli nie możemy wygrać jeden na jeden, to musimy lepiej grać w zespołowej obronie. To jest głównie to, czym przegraliśmy ten mecz. Jakieś tam punkty rzuciliśmy, ale oni rzucili nam 100 punktów, więc ciężko jest rzucić więcej od nich. Tutaj głownie chodzi o obronę i zgranie się zespołu. To jest pierwszy mój mecz w tej drużynie. Przegraliśmy dużą różnicą punktów. Obrona była słaba i to trzeba poprawić na pewno.

Odnośnie finansów. Są problemy w Warszawie i Łodzi, a to duże miasta. Mogłoby się wydawać, że takim miastom jest łatwiej o pieniądze. Z czego to wynika?

- Duża rolę odgrywa chęć samego miasta w pomocy drużynom. Ponieważ w takich miastach jest to spowodowane też tym, że jest dużo innych sportów, które są bardziej popularne i pieniądze idą nie w tę stronę, w którą powinny. Są problemy finansowe tych drużyn, bo nie ma dużego zainteresowania miasta. W takich miastach, jak Tarnobrzeg - w tych mniejszych, gdzie jest to dyscyplina wiodąca, pieniądze mogą iść w jednym kierunku.

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Powiązane wydarzenia

Siarka Tarnobrzeg ŁKS Łódź

Siarka Tarnobrzeg - ŁKS Sphinx Łódź  
28 stycznia, 18:00

105 : 76
Relacja


Powiązane artykuły

Dodaj swój komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz

Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się. Zajmie to pół minuty.


Dowiedz się jak umieszczać linki do tagów, pogrubiać tekst, itp.