Pierwsze koty za płoty, czyli Politechnika po debiucie

autor: Kamil Kołsut | 2011-10-10, 11:26 | źródło: inf. własna |

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

AZS Politechnika Warszawska w pierwszym meczu nowego sezonu Tauron Basket Ligi przegrała z Treflem Sopot. Inżynierowie walczyli dzielnie, rywal zwyciężył jednak zasłużenie.

Dla stołecznej ekipy niedzielne spotkanie było debiutem w najwyższej klasie rozgrywkowej. W poprzednim sezonie podopieczni Mladena Starcevicia w cuglach wywalczyli awans do TBL, przez pierwszą ligę przeszli jak burza, zderzenie z ekstraklasą okazało się jednak bolesne.

Dla większości Inżynierów niedzielne spotkanie było powrotem do gry na topowym poziomie. Leszek Karwowski, Marcin Kolowca, Jarosław Mokros, Piotr Pamuła, Michał Nowakowski, Patryk Pełka i Marek Popiołek mieli już bowiem okazję rywalizować w najwyższej klasie rozgrywkowej przed dwoma laty, jeszcze w barwach Polonii 2011, której Politechnika jest spadkobierczynią. Absolutnymi debiutantami byli jedynie Michał Michalak, Mateusz Ponitka i Łukasz Wilczek. Dwaj pierwsi to etatowi młodzieżowi reprezentanci Polski i wielkie nadzieje biało-czerwonych, a ostatni po debiutanckim występie w TBL... objął prowadzenie w klasyfikacji najlepszych ligowych asystentów.

- Przeciwnik postawił nam poprzeczkę bardzo wysoko, grał dobrze - chwalił Inżynierów po ostatnim gwizdku skrzydłowy Trefla, Marcin Stefański. Bohaterami meczu na Torwarze byli jednak jego koledzy, Łukasz Koszarek i Filip Dylewicz, którzy udowodnili swoją wyższość nad młodszymi kolegami w meczu zapowiadanym jako starcie nowej siły ze starą reprezentacyjną gwardią. Rozgrywający biało-czerwonych zaliczył double-double (osiemnaście punktów i dziesięć asyst), a doświadczony skrzydłowy imponował przede wszystkim skutecznością i grą na tablicy (dwadzieścia punktów plus osiem zbiórek).

Gospodarze niedzielne spotkanie rozpoczęli z wysokiego C, w pewnym momencie prowadzili już nawet 24:18. Dobrze grał Nowakowski, grą umiejętnie kierował Wilczek, bezbłędny pod koszem był Pełka. Inżynierowie zaskakująco dobrze prezentowali się w strefie podkoszowej, w sumie w całym meczu mieli jedną zbiórkę więcej od rywali. - Faktycznie na tablicach zagraliśmy w porządku - w rozmowie ze SportoweFakty.pl nie miał wątpliwości Karwowski. Do wygranej to jednak nie wystarczyło.

Trefl grał skutecznie na obwodzie, w trudnych momentach sopocianie skutecznie rzucali za trzy. W dodatku podopieczni Karlisa Muiznieksa agresywną obroną zmusili gospodarzy do popełniania błędów, Inżynierowie w całym meczu zanotowali aż osiemnaście strat. - Z drużyną grającą w defensywie na takim poziomie jeszcze się nie spotkaliśmy. Bronili twardo i konsekwentnie, nie umieliśmy sobie z nimi poradzić. Mimo to jestem z moich zawodników zadowolony - oznajmił w trakcie pomeczowej konferencji prasowej Starcević.

Końcowym wynikiem mocno zmartwiony był Karwowski. - Historia lubi się powtarzać. Dwa lata temu było podobnie, graliśmy dwie trzecie meczu bardzo dobrze, a później padaliśmy - wyjaśniał. - Do trzeciej kwarty wszystko wyglądało naprawdę fajnie, a później się pogubiliśmy. Może przestraszyliśmy się możliwości zwycięstwa? To jest naszą piętą achillesową. Gdy poprzednio graliśmy w ekstraklasie, działo się podobnie. Gdy zespół był bliski zwycięstwa, wówczas coś pękało i mecz kończył się wysoką porażką - przypomina 36-letni skrzydłowy.

W trakcie trzeciej kwarty Trefl zbudował solidną przewagę, zryw Ponitki i rzut za trzy Michalaka sprawiły jednak, że gospodarze zniwelowali straty i na tablicy świetlnej pojawił się wynik 56:57. Odpowiedź przeciwników była druzgocąca, rzucili aż siedemnaście punktów z rzędu, rozstrzygając losy meczu. - Walczyliśmy do końca, bo gramy po to, żeby wygrywać. Trefl w tym meczu był jednak dużo lepszy - nie krył Karwowski.

Jego zespół miał kłopoty z rozprowadzaniem kontr. Rozgrywający często zwalniali grę i decydowali się na żmudne budowanie ataku pozycyjnego. - Kiedy zespół ma dużo strat, to wiadomo, że rozgrywającym trzęsą się ręce - wyjaśniał w rozmowie z dziennikarzami Karwowski. - Stąd brakowało długich piłek. Nie mam jednak do nikogo pretensji - podsumował doświadczony zawodnik.

On sam zagrał w niedzielę przeciętnie. Najskuteczniejszym graczem Politechniki był Nowakowski, kilka razy błysnął Ponitka, dobrze grał Wilczek. Kiepsko spisał się Pamuła, niewidoczny był Popiołek, kłopoty ze skutecznością miał Mokros. Sezon jest jednak długi, a już na jego starcie terminarz skonfrontował Politechnikę z jednym z najgroźniejszych ligowych rywali. Z meczu na mecz powinno być coraz lepiej, a pierwsza szansa na poprawkę już w najbliższą środę w Słupsku.

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Powiązane artykuły

Dodaj swój komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz

Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się. Zajmie to pół minuty.


Dowiedz się jak umieszczać linki do tagów, pogrubiać tekst, itp.

Ostatnie komentarze

Sortuj:
CzarnyKot

Taa... Wilczek "król asysty", Wilczek dobrze grał, OK. Tylko ten sam Wilczek zrobił 7 strat z osiemnastu. To też jest wyczyn ;-)

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0