TOP 10, czyli najwięksi wygrani EuroBasketu 2011

autor: Michał Fałkowski | 2011-09-22, 10:00 | źródło: inf. własna |

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Za nami największa impreza gier zespołowych w tym roku w Europie - EuroBasket 2011 na Litwie. Choć największymi zwycięzcami są oczywiście koszykarze i trenerzy Hiszpanii, która obroniła tytuł wywalczony przed dwoma laty, innym zespołom i graczom litewski turniej również będzie kojarzył się bardzo pozytywnie. Oto subiektywny ranking dziesięciu największych zwycięzców Mistrzostw Europy

Oto zatem subiektywna lista największych wygranych EuroBasketu 2009 w kolejności w pewnym zakresie dość przypadkowej niż klasyfikującej:

1. Hiszpania - Drużyna prowadzona przez trenera Sergio Scariolo jeszcze przed turniejem stawiana była w roli największego faworyta, wszak tytuł wywalczony przed dwoma laty w Polsce do czegoś zobowiązywał. I choć ekipa z Półwyspu Iberyjskiego nie grała może tak finezyjnie w porównaniu z poprzednim EuroBasketem, to jednak pokazała, że obecne pokolenie o krok wyprzedza wszystkie inne drużyny narodowe Starego Kontynentu. Sceptyków, którzy w tym momencie wytkną porażkę z Turcją od razu informuję, że ta przegrana nie miała żadnego wpływu na ostateczną klasyfikację i układ dalszych gier. Jak ktoś mądry stwierdził w trakcie trwania imprezy - podczas trwającego trzy tygodnie turnieju trzeba wiedzieć kiedy odpuścić i kiedy można pozwolić wyszumieć się rywalom, by akcent położyć w najważniejszym momencie. Gwiazdy w postaci Pau i Marka Gasola, a przede wszystkim Juana Carlosa Navarro, świeciły jasno właśnie wtedy, gdy rozpoczęło się prawdziwe granie. Warto dodać, że obecna generacja wywalczyła drugie złoto w historii tego kraju, a wcześniejsze pokolenia zdobywały przez lata "tylko" srebra (sześć razy) i brązy (dwa).

2. Francja - Z jednej strony do złota brakowało tylko jednego zwycięstwa, a z drugiej - aż jednego zwycięstwa. Faktem jest, że w starciu z Hiszpania "Trójkolorowi" momentami byli o klasę słabsi, a duża w tym "zasługa" lidera Tony’ego Parkera, który w finałowej potyczce nie wspiął się na wyżyny swoich możliwości. Mimo wszystko jednak wicemistrzostwo Europy musi być potraktowane nad Sekwaną jako sukces, gdyż dwa lata temu w Polsce drużyna Vincenta Colleta zajęła dopiero piątą lokatę. Francuzi okazali się lepsi m.in. od Serbii, Litwy, Grecji i Rosji, a więc ekip z samej czołówki Europy. Dodatkowo, warto podkreślić, że obecne filary reprezentacji, czyli, poza Parkerem, Nicolas Batum, Nando de Colo oraz Joakim Noah to zawodnicy, którzy mają mniej niż 26 lat, a więc przyszłość jeszcze przed nimi.

3. Rosja - Brązowy medal dla zespołu, który dwa lata temu zajął dopiero siódmą pozycję musi wzbudzać respekt. Trener David Blatt wreszcie zrezygnował z wykorzystywania graczy naturalizowanych, którzy z większym lub mniejszym efektem próbowali swoich sił w "Sbornej" i liderem kadry namaścił Andreja Kirilenkę, o którym mówił, że w jego przypadku nie ma sensu ograniczanie jakimikolwiek schematami. Jednocześnie otoczył go gwiazdami nieco mniejszego kalibru (Sergey Monya, Victor Khryapa) i dał szansę gry także tym, na których nikt nie liczył. Stąd niespodziewany wybuch formy Alexeya Shveda czy Vitali Fridzona, którzy summa summarum mieli niebywały wpływ na ostatecznie miejsce reprezentacji Rosji i jednoczesny powrót na podium po czterech latach przerwy.

4. Macedonia i trener Dokuzvoski - Czy ktoś pamięta koszykarzy w żółto-czerwonych trykotach z turnieju w Polsce? Poza rzucającym się w oczy Pero Anticiem Macedonia nie miała wówczas za wiele do zaoferowania. Jak wiele zatem zmieniło się przez ostatnie kilkadziesiąt miesięcy, choć tak naprawdę wszystko zmieniła jednak decyzja - na trenerskim stołku Jovicę Arsicia zastąpił doświadczony Marin Dokuzovski, który od początku miał pomysł na ten zespół. Zdając sobie sprawę, że poza Bo McCalebbem i Vlado Ilievskim ma do dyspozycji tylko kilku rzemieślników, Dokuzovski uznał, że jego drużyna będzie wygrywać charakterem i wolą walki. Jak zaplanował, tak zrobił, przekonując do swojej wizji nawet największe gwiazdy. Widok walczących pod koszami na śmierć i życie Anticia czy nieco misiowatego Gjorgija Cekovskiego lub harujących po obu stronach parkietu Ilievskiego i McCalebba - bezcenny. I choć w Europie mogą mówić, że brak medalu oznacza brak sukcesu, w Skopje wiedzą swoje - czwarte miejsce to i tak więcej niż się spodziewano w najśmielszych snach.

5. Finlandia - To, że Finowie jeżdżą na łyżwach i mają swoich przedstawicieli w NHL - wiedzą wszyscy. Fakt, że skaczą daleko na nartach to również powszechna wiedza. Ale o tym, że w Helsinkach gra się w koszykówkę i to gra się na poziomie dziewiątej pozycji w Europie - tego nie wiedział i nie spodziewał się naprawdę nikt. Tymczasem prowadzeni na parkiecie przez Petteri Koponena Finowie nie przejęli się pierwszymi porażkami z przeciwko Chorwacji oraz Grecji i w wielkim stylu pokonali Bośnię i Hercegowinę, a następnie Czarnogórę i dzięki temu na Litwie rozegrali aż osiem spotkań, pokonując jeszcze po drodze Gruzję. Czy w Europie rodzi się nowa siła, która w dalszej perspektywie może zagrozić najlepszym? Pewnie nie, ale historyczny występ mieszkańców Północy należy docenić i nie wolno go nie zauważać.

6. Juan Carlos Navarro - Dwa lata temu rzucający obrońca Barcelony był bezsprzecznie w cieniu Pau Gasola oraz Rudy’ego Fernandeza, pełniąc rolę strzelby numer trzy w zespole. Na Litwie to jednak "La Bomba" dyktował tempo, do którego dostosowywali się jego partnerzy z drużyny, a które było zdecydowanie za szybkie dla rywali. Fani basketu długo będą wspominać, jak przeciwko gospodarzom imprezy już w pierwszej kwarcie zdobył 15 punktów, jak przeciwko Macedonii rzucił w przeciągu niespełna trzech minut 11 oczek, które ustawiły dalszą rywalizację, albo jak w trakcie fazy pucharowej EuroBasketu uzyskiwał średnio 29,3 punktu. A w wielkim finale? Gdy Tony Parker raz za razem podejmował błędne decyzje, Navarro spokojnie robił to, co umie najlepiej: urywał się na zasłonach, wchodził na kosz, rzucał ze statecznej pozycji, rzucał odchylony do tyłu... I trafiał, trafiał, trafiał...

7. Bo McCalebb - Pozostawiając z boku fakt, że Amerykanin ma tyle wspólnego z Macedonią, co autor niniejszego tekstu (wszak najbliżej Macedonii był w chorwackim Dubrowniku), należy oddać filigranowemu rozgrywającemu, że na Litwie nie miał sobie równych na swojej pozycji. I nie chodzi tylko o to, że McCalebb był najlepszym strzelcem swojej drużyny (21 punktów), najlepszym podającym (prawie cztery asysty) i przechwytującym (ponad dwa razy w meczu). Naturalizowany Amerykanin miał po prostu największy, obok trenera Marina Dokuzovskiego i jego koncepcji walki do ostatnich sekund, wpływ na postawę drużyny z Bałkanów i to zarówno w ataku, jak i obronie. Powiedzieć, że bez McCalebba nie byłoby zwycięstw nad Grecją, Gruzją czy Litwą, to idealne oddanie stanu rzeczywistego.

8. Litwa - Czy można potraktować jako sukces piąte miejsce zespołu, który był gospodarzem turnieju i tak naprawdę miał walczyć przynajmniej o miejsce na pudle? Ano można jeśli pod uwagę weźmie się fakt, że dwa lat temu Litwini skompromitowali się na polskich parkietach i wygrywając tylko jedno spotkanie z sześciu, zajęli 11. lokatę. Tym razem ekipa Kęstutisa Kemzury również nie ustrzegła się bolesnych porażek (m.in. z Hiszpanią, Francją i Macedonią), to jednak momentami zaprezentowała koszykówkę najwyższych lotów i bez dwóch zdań można powiedzieć, że błyskawicznie poradziła sobie z kryzysem, którą dotknął ją 24 miesiące temu. A Jonas Valanciunas może być ikoną tego zespołu na lata.

9. Dardan Berisha - Odbicie piłki od pleców Hedo Turkoglu a chwilę później akcja dwa plus jeden oraz pojedynek jeden na jednego z Ersanem Ilyasovą na wagę zwycięstwa z Turcją na długo zapadną w pamięć polskich kibiców. Bez dwóch zdań zawodnik Anwilu Włocławek był, obok Łukasza Koszarka i Thomasa Kelatiego najjaśniejszym punktem biało-czerwonych i teraz tylko czekać, aż swoją kapitalną formę udowodni najpierw na parkietach polskiej TBL a w perspektywie kilku lat - w Europie. Bo w to, że Berisha, rozwijając się w ten sposób w dalszym ciągu, zrobi karierę międzynarodową, nikt nie wątpi. Pytanie brzmi za ile lat to się stanie.

10. Promocja EuroBasketu - Czy ktoś pamięta straszące pustką ulice Warszawy czy Gdańska, brak jakichkolwiek reklam, banerów czy brak świadomości przeciętnych Polaków na temat odbywającej się w naszym kraju podobno największej imprezy sportowej w Europie dwa lata temu? Na Litwie Eurobasket odbyłby się w obliczu wielkiego zainteresowania nawet wtedy, gdyby organizatorzy nie zrobili dosłownie nic, gdyż w kraju naszych wschodnich sąsiadów koszykówka jest niemalże religią. Tymczasem organizatorzy postanowili dopomóc tej religii - czy to wszechobecnymi flagami drużyn uczestniczących, tekturowymi postaciami zawodników, logami imprezy oraz dynami "ubranymi" w charakterystyczne, zielone czapeczki. Słowem, marketingowe lata świetlne przed EuroBasketem 2009.

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Powiązane artykuły

Dodaj swój komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz

Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się. Zajmie to pół minuty.


Dowiedz się jak umieszczać linki do tagów, pogrubiać tekst, itp.