Marek Miszczuk: Brakuje ogrania

autor: Jacek Seklecki | 2010-11-22, 14:30 | źródło: inf. własna |

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Siarka Tarnobrzeg przegrała z Anwilem we Włocławku 60:75. Tarnobrzeżanie byli wyraźnie słabsi od wicemistrza Polski, ale gdyby nie pech w poprzednich spotkaniach to beniaminek TBL byłby w środku tabeli. - Gdybyśmy tamte mecze wygrali to teraz byśmy byli w środku tabeli, a nie na jej dnie - tłumaczy Marek Miszczuk, środkowy Siarki Tarnobrzeg.

Siarka fatalnie rozpoczęła spotkanie we Włocławku. W pierwszych sześciu minutach meczu ekipa z Tarnobrzegu trafiła tylko dwa z 10 rzutów z gry. Anwil w tym czasie punktował jak natchniony. - Zanim na dobre rozpoczęliśmy to spotkanie to już przegrywaliśmy ponad 10 punktami. Po początkowych niepowodzeniach próbowaliśmy odrabiać straty do Anwilu. Po pierwszej połowie było tylko sześć punktów przewagi gospodarzy i wynik był sprawą otwartą. Troszeczkę zawiodła nas rotacja przy akcjach typu pick and roll i musimy nad tym sporo popracować. To była zdecydowanie ta przewaga, którą Anwil wykorzystał i dzięki której wygrał - mówił po meczu Anwil - Siarka środkowy beniaminka Marek Miszczuk.

Co ciekawe po słabym początku Siarka nie poddawała się. Walka tego zespołu wraz z rozprężeniem Anwilu spowodowały, że przewaga wicemistrzów Polski topniała. - Brakowało nam mądrych decyzji w ataku. Jak dochodziliśmy Anwil na te 10 punktów trzeba było mocniej obronić i w ataku zagrać cierpliwiej. Za szybko oddawaliśmy rzuty, zbyt często decydowaliśmy się na indywidualne akcje i niestety przegraliśmy, trudno. My mogliśmy, Anwil musiał, także wracamy teraz do domu i mamy za tydzień ważny mecz przeciwko Polonii Warszawa.

Najlepszym zawodnikiem Siarki w Hali Mistrzów był Marek Miszczuk. Środkowy tego zespołu zdobył 18 punktów i jak sam przyznawał chciał pokazać się w hali, w której kiedyś grał. - Indywidualne osiągnięcia nie mają żadnego znaczenia jeżeli się przegrywa. W tej hali czuję się zawsze bardzo dobrze. Kilka lat temu grałem w Anwilu, także teraz jak przyjeżdżam do Włocławka na mecz z jakimkolwiek zespołem to staram się pokazać z jak najlepszej strony. Najważniejszy jest jednak wynik drużyny. Jeżeli moje zdobycze nie przynoszą drużynie zwycięstwa to wtedy taki występ staje się drugorzędny - tłumaczy Miszczuk.

Drużyna trenera Zbigniewa Pyszniaka może mówić o sporym pechu. Gdyby nie dwie porażki w samych końcówkach na własnym parkiecie to ekipa ta mogłaby być teraz w środku tabeli. - Gdybyśmy tamte mecze wygrali to teraz byśmy byli w środku tabeli, a nie na jej dnie. Na pewno brakuje tego ogrania. W drużynie jest kilku doświadczonych graczy, ale jest sporo, którzy zaczynają swoją przygodę z poważną koszykówką. Rozgrywający, nawet zagraniczni, to są młodzi ludzie, którzy pierwszy, czy drugi sezon grają w Europie i czasami ponosi ich fantazja. Jesteśmy jednak drużyną, więc wygrywamy razem i przegrywamy również wspólnie. Nie można obwiniać jednego. Broń Boże nikogo nie obwiniam. Zabrakło dojrzałości w tych dwóch spotkaniach, ponieważ właściwie mieliśmy je już wygrane - wyjaśnia koszykarz.

Czy to przekreśla szanse Siarki na dobry wynik w tym sezonie? - Liga jest długa. To dopiero początek sezonu, więc jeszcze wiele ważnych meczów przed nami. Przed nami jeszcze druga runda i mam nadzieję, że nie będziemy zmuszeni walczyć na samym końcu ligowej tabeli, a jeśli tak się stanie to będziemy walczyć o utrzymanie. To jest nasz cel i będziemy starać się go osiągnąć. Mamy słaby bilans, ale mam nadzieję, że się odbudujemy - kończy Marek Miszczuk.

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Powiązane artykuły

Dodaj swój komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz

Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się. Zajmie to pół minuty.


Dowiedz się jak umieszczać linki do tagów, pogrubiać tekst, itp.