Nasi, ale bliżej nieznani: Stefan Błaszczyński - Polak od grudnia

autor: Mateusz Stępień | 2010-08-09, 12:00 | źródło: inf. własna |

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

39, 36, 35, 33, 28, 26 - to zdobycze punktowe w sześciu najlepszych występach tego roku Stefana Błaszczyńskiego, gwiazdy australijskiej ligi Waratah - jej dwukrotnego MVP, trzykrotnego z rzędu króla strzelców, w tym jednym z sezonów ze średnią 34 (!) "oczek" na mecz. A od grudnia także posiadacza polskiego paszportu.

Po polsku mówi tylko trochę, ale zaznacza, że uczy się języka. - Chciałbym móc płynnie porozumiewać się z ojcem - wyjaśnia. Ani razu nie był też jeszcze w naszym kraju - Ale chcę go poznać, szczególnie Łódź - twierdzi. Bardzo interesuje się historią swojej rodziny - Jestem jej ciekaw, ale także miejsc, gdzie dorastał mój dziadek. Stefan Błaszczyński, syn Alexa, który jest Polakiem, i Pam Błaszczyńskich, być może niedługo dostanie taką szansę. Jest po rozmowach z polskimi agentami, a te mogą zaowocować transferem do naszej ligi. Jego atutem w tych negocjacjach będzie polski paszport. - Złożyłem wszystkie potrzebne dokumenty. W grudniu powinienem mieć polskie obywatelstwo - mówi zawodnik Parramatta Wildcats - rzucający obrońca lub niski skrzydłowy, gwiazda tego zespołu i całej dywizji Waratah w lidze ABA, drugiej co do rangi w Australii. Błaszczyński gra w niej czwarty rok, a od samego początku jest jej czołowym zawodnikiem. W trzech poprzednich latach dwukrotnie w jego ręce trafiła statuetka dla MVP, trzy raz był najlepszym strzelcem rozgrywek.

Błaszczyński urodził się w Australii, tam też mieszka dziś. Trudno jednak określić, jak potoczyłyby się jego kariera, i w jakim miejscu byłby teraz, gdyby w 2007 roku nie wrócił do swojego kraju. Był wtedy testowany przez dwa zespoły ligi Leb Gold, która jest zapleczem najlepszych europejskich rozgrywek, hiszpańskiej ACB. O powrocie zadecydowały względy rodzinne. - Wróciłem, bo zachorował mój tata. Ale teraz, kiedy czuje się już lepiej, chciałbym jeszcze raz spróbować swoich sił na parkietach Starego Kontynentu - tłumaczy Stefan.

Alex, ojciec zawodnika, do Australii przyjechał wraz z rodzicami i bratem tuż po wojnie. Był wówczas jeszcze dzieckiem. - On cały czas bardzo kocha Polskę, jest z nią związany, interesuje się tym, co dzieje się w kraju. Od czasu, kiedy z niego wyjechał, miał potem kilka okazji do odwiedzin - opowiada koszykarz, który w jednej drużynie występuje obecnie wraz z bratem - Kristianem. - Jeśli chodzi o koszykówkę, to można powiedzieć, że poszedłem jego w ślady. Najpierw chodziłem na zajęcia, w których on uczestniczył, następnie sam zacząłem grać. Miałem wtedy osiem lat. Od razu pokochałem ten sport i tak pozostało mi do dziś - uśmiecha się Stefan. - Kristian grał później w Sydney Razorbacks. Doznał jednak kontuzji kolana i musiał na jakiś czas zrobić sobie przerwę - dodaje.

Dla Stefana równie ważna co koszykówka, była nauka. Wyjechał więc do Stanów Zjednoczonych - tam zdobył wykształcenie, ale również w piękny sposób zapisał się w historii uczelnianej drużyny z Nicholls State. W statystyce najskuteczniejszych obejmującej wszystkie sezony z wynikiem 1373 "oczek" zajmuje 9. miejsce, był też pierwszym, który w ekipie Colonels uzyskał triple - double (11 pkt., 10 as., 16 zb.), znalazł się w pierwszej piątce dywizji Southland, której z 19, 9 pkt. był najlepszym strzelcem. - Pobyt w USA dał mi naprawdę dużo. Grając tam stałem się silniejszy, poprawiłem swój rzut, kontrolę nad piłką. Zresztą nie miałem wyjścia. Rywalizowałem z graczami, którzy teraz są w NBA - opowiada z uśmiechem Stefan, który przez dwa sezony był też kapitanem zespołu. - Poziom w NCAA jest bardzo wysoki. W końcu, to w niej kształtowało się i robi to nadal większość dzisiejszych gwiazd NBA. Wielu świetnych graczy występuje też w Europie - mówi Błaszczyński.

Do Europy chciałby w najbliższym czasie trafić także on sam. - Wiadomo, najbardziej do Polski - wyjawia Stef, bo tak zwracają się do niego znajomi. - Zagrać w polskiej lidze, która jest silna, byłoby dla mnie czymś szczególnym. Przyznam, że jest to jeden z moich celów. Poza tym, chcę cały czas się rozwijać, być coraz lepszym koszykarzem, a myślę, że już teraz miałbym wiele do zaoferowania - opowiada Błaszczyński, który po cichu myśli też o rozgrywkach Euroligi. A gdyby już znalazł angaż w naszej lidze, miałby okazję poznać polskich graczy. - Zgadza się, bo jak na razie kojarzę tylko Marcina Gortata, który gra w NBA - przyznaje. - Bardzo chciałby też zagrać w reprezentacji Polski. Gdybym otrzymał taką szansę, byłoby to coś wspaniałego - kończy Stefan.

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Powiązane artykuły

Dodaj swój komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz

Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się. Zajmie to pół minuty.


Dowiedz się jak umieszczać linki do tagów, pogrubiać tekst, itp.

Ostatnie komentarze

Sortuj:
STbg

ha Stef w Siarce ! Powozenia tam i jak nalepszych meczów ! :))

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0
mel

Został już zawodnikiem Siarki

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0
siarka_fan

Błaszczyński jest bardzo bliski podpisania kontraktu z Siarką! ;pp

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0
zxc

a tam do Anwilu pff.....
do Turowa go :D

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0
pawel

Do Anwilu

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0
hzd

podobno jest blisko podpisania kontraktu z Anwilem

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0
Otio

Ile ma lat?

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0
Asseco kibic

Przydalby sie w APG ;)

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0