Di Luca próbował na wszystkie sposoby - komentarze po 19. etapie Giro

autor: Krzysztof Straszak | 2009-05-30, 08:41 | źródło: inf. własna / La Gazzetta dello Sport / sylwesterszmyd.blogspot.com |

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Walka o różową koszulkę między Danilo Di Luką (Lpr), a liderem, Denisem Mienszowem (Rabobank) przenosi się również na grunt werbalny. Obaj panowie okazują sobie szacunek i zapowiadają walkę do końca, ale wszystko i tak zweryfikuje szosa.

33-letni Di Luca odrobił w piątek do Rosjanina 8 s, ale wciąż traci do niego 18 s. - Nie spocznę do ostatniego kilometra - powiedział na górującym nad Pompejami Wezuwiuszu. - Przyjechaliśmy tutaj wykończeni. Próbowałem odjechać [od Mienszowa] na wszystkie sposoby. Komplementy będę przyjmował dopiero, jak wygram ten Giro - tłumaczył.

W oczywisty sposób to nie Di Luca, a Rosjanin z Orła będzie faworytem kończącej wyścig czasówki pod rzymskim Koloseum. - Jestem realistą, nie pesymistą - mówił Włoch. - Denis jest na papierze lepszy, ale ja będę miał ze sobą kibiców - szukał optymizmu na dwa dni przed końcem rywalizacji.

- Szacunek dla Danila, bo nie jest łatwo utrzymać się za jego plecami - przyznał z kolei Mienszow, zwycięzca górskiego etapu na Alpe di Siusi i górskiej czasówki w Cinque Terre, po której założył różowy trykot.

- Dystans do Mienszowa jest spory, więc trudno jest mieć nadzieję, że gra może być jeszcze otwarta - powiedział Franco Pellizotti (Liquigas). - Powinniśmy poczekać na Rzym, ale jeżeli Mienszow wygra Giro, to znaczy, że będzie najbardziej regularny - stwierdził czwarty zawodnik ubiegłorocznej edycji.

Po raz pierwszy jasno przyznał, że wyścig jest dla niego skończony Ivan Basso (Liquigas). - Czekałem na Pellizottiego, bo uznałem, że tak będzie lepiej. Wierzę, że to był dobry znak dla lojalności między nami - przyznał.

Carlos Sastre (Cervelo) zgodził się z opinią (a może faktem), że przegrał Giro na Blockhaus, w czwartek.

Jak na polskich drogach

Koniec Giro (ale nie w sensie formalnym) w swoim wykonaniu ogłosił na blogu Sylwester Szmyd (Liquigas). - Cieszę się, że znów byliśmy widoczni: Ivan [Basso], który czeka na Franco [Pellizottiego], a on po kilku skokach odjeżdża Di Luce... Podium uratowane, ja jestem zmęczony psychicznie - przyznał.

Według bydgoszczanina etap z metą na Wezuwiuszu był najbardziej nerwowym w Giro na stulecie. - Wszystko przez pokręconą trasę, mnóstwo ludzi stojących na drogach i dziury jak na polskich szosach - przekazał nam Szmyd.

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Powiązane artykuły

Dodaj swój komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz

Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się. Zajmie to pół minuty.


Dowiedz się jak umieszczać linki do tagów, pogrubiać tekst, itp.