Maciej Mikołajczyk: Zwolnić po polsku

autor: Maciej Mikołajczyk | 2011-01-26, 13:06 | źródło: inf.własna |

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

W wielu książkach o najróżniejszej tematyce można znaleźć ponoć wyśmienite przepisy. A to na rybę po grecku, barszcz ukraiński, hiszpańskie ziemniaki, czy na naleśniki z bananami. A co proponują światu biało-czerwoni? Nasz kraj w ostatnich latach nieustannie serwuje "zwalnianie po polsku". Danie te skosztował już nie jeden z obcokrajowców i nie za bardzo przypadło ono zagranicznym gościom do gustu.

Zacznijmy od pierwszego degustatora, a został nim Heinz Kuttin. Człowiek, który jako skoczek osiągnął naprawdę dużo. Udało mu się bowiem sięgnąć w sumie po siedem medali z mistrzostw świata i igrzysk olimpijskich. Austriak z powodu pechowej kontuzji kolana był zmuszony szybko zakończyć karierę, ale postanowił pozostać w narciarskim świecie. Początkowo został dyrektorem sportowego centrum w popularnym ośrodku w Villach, gdzie zajmował się między innymi Thomasem Morgensternem i Martinem Kochem, a zatem współczesnymi gwiazdami "latania" na "deskach". Przez następny okres był asystentem Alexandra Pointnera, a potem? No właśnie... W czerwcu 2003 roku rozpoczął pracę z młodzieżową kadrą naszego kraju, a na efekty mimo bez wątpienia sporych trudności nie trzeba było długo czekać. Spektakularny sukces odnotował podczas najważniejszej juniorskiej imprezy w norweskim Strynie. Wówczas złoty krążek na tamtejszym obiekcie wywalczył Mateusz Rutkowski, a na liście pokonanych przez niego rywali widniało nazwisko samego "Morgiego". Kuttin nie tylko jednego polskiego "rodzynka" doprowadził do wysokiej dyspozycji. W doskonałej formie byli też Kamil Stoch, Dawid Kowal, czy Stefan Hula, co zaprocentowało srebrem w zmaganiach drużynowych. Nasi juniorzy prezentowali się naprawdę bardzo dobrze, dlatego Austriak automatycznie znalazł się na liście kandydatów do objęcia funkcji głównego szkoleniowca, gdyż z tej posady zrezygnował Apoloniusz Tajner.

Przez ten czas zbudował on niezwykle mocną, solidną, a co najważniejsze - równą drużynę, a ta sztuka nie udała się jego poprzednikowi. Dowodem na to była aż "czwórka" biało-czerwonych w finałowej "30" na igrzyskach w Turynie. Dodatkowo polska ekipa była piątym zespołem rywalizacji we Włoszech, a jeszcze wcześniej pod jego "skrzydłami" znajdujący się przedtem w nieco słabszej formie Adam Małysz wygrał letnią Grand Prix, choć trzeba zaznaczyć, że czterokrotny zdobywca Kryształowej Kuli nie błyszczał, to jednak nasz mistrz w samych superlatywach wypowiadał się w wywiadzie dla TVP o tym szkoleniowcu i przyznał, że podjął się tego wyzwania w dość niefortunnym momencie. Takie wyniki, a także i krytyka Kuttina pod adresem Łukasza Kruczka i prezesa związku w żaden sposób nie odpowiadały PZN-owi. Były trener drugiej drużyny miał jednak powody, aby wyrażać swoją dezaprobatę, co uczynił na przykład w rozmowie z Rzeczpospolitą - Nikt ze mną nie rozmawia, nikt o nic nie pyta. Telefon milczy. A przecież można powiedzieć: panie Kuttin, dziękujemy, było miło, i na tym zakończyć współpracę. Chciałbym pracować z tymi chłopcami, ale nie z tym zarządem. Przykro mi, że rozstajemy się w nieprzyjemnych okolicznościach. Ufałem mojemu asystentowi - Łukaszowi Kruczkowi, ale mnie zawiódł. Prowadził swoją grę, rozmawiał za moimi plecami z prezesem, choć powinien być lojalny. A prezes, występując podczas igrzysk w roli komentatora telewizyjnego, oceniał moją pracę. To nie mieści się w głowie - żalił się trener.

Austriak nie wiedział jeszcze, że najgorsze dopiero przed nim. Mowa o formie, w jakiej dowiedział się o nie przedłużeniu z nim kontraktu. Zwolnienie dostał bowiem przesłane pocztą internetową (!) i w atmosferze skandalu opuścił nasz kraj. Czy decyzja PZN-u była słuszna? Aby odpowiedzieć na to pytanie wskazane jest spojrzeć na rewelacyjne od trzech lat rezultaty prowadzonego przez niego Thomasa Morgensterna oraz znakomite osiągnięcia młodego pokolenia Niemców z objawieniem tej zimy - Severinem Freundem na czele. To właśnie on wydźwignął z głębokiego "dołka" juniorów naszych zachodnich sąsiadów, a jego pracę w doskonały sposób podsumowały dwa złota na MŚJ w...Zakopanem.

Tajner nie miał zamiaru uczyć się jednak na własnych błędach i ponownie "popisał" się przy pierwszej nadarzającej się okazji, a taka nastąpiła przy zapewne także bezpodstawnym zwolnieniu Hannu Lepistoe, który w opinii wielu narciarskich sław jest uznawany za jednego z najlepszych ekspertów. To zdanie podziela również sam Małysz, który do dziś z powodzeniem kontynuuje współpracę z doświadczonym Finem, a warto odnotować, że "Orzeł z Wisły" sam zwrócił się do niego o pomoc w Lahti, proponując mu stanowisko osobistego szkoleniowca. A było to wtedy, gdy wspomniany Tajner w środku zimowego sezonu przebywał na urlopie w Kambodży i nie miał zielonego pojęcia o burzliwej sytuacji w polskim narciarstwie. Wracając jednak do tematu przewodniego - Lepistoe zakończył przygodę z zespołem biało-czerwonych po odczytaniu nie, jak to było w przypadku Kuttina e-maila, ale SMS-a (!). Po takim żenującym zachowaniu PZN-u, ceniony trener nie miał zamiaru pojechać pomachać chorągiewką do Planicy.

Niestety omawiany przeze mnie związek sportowy nie jest jedynym, który poczęstował obcokrajowca gorzkim posiłkiem. Przykład z Tajnera wziął bowiem Polski Związek Piłki Siatkowej, który z kolei tak nieodpowiednio potraktował Daniela Castellaniego - Argentyńczyka, dzięki któremu nasza drużyna wywalczyła historyczny tytuł mistrzów Starego Kontynentu. To nie koniec, bo do tego z pewnością nie do pozazdroszczenia grona w pamiętliwy i oryginalny sposób wpisał się też Grzegorz Lato. Prezes PZPN-u w rozmowie z dziennikarzami ogłosił, że Leo Beenhakker może szukać nowej pracy za granicą. W tym samym momencie za plecami Laty stał Holender, który jak się okazało - o wszystkim dowiedział się właśnie z telewizji i nie krył oburzenia z zaistniałej sytuacji.

Nie pozostaje nam nic innego, jak tylko rozłożyć bezradnie ręce i liczyć, że "zwalnianie po polsku" w ekspresowym tempie wypadnie z "menu", bo w przeciwnym razie o fachowcach spoza naszego kraju będziemy mogli zapomnieć. Oby od 2011 roku to główne danie raz na zawsze zostało zastąpione serdecznym podziękowaniem za współpracę przy miłej i zdrowej atmosferze.

Maciej Mikołajczyk

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Powiązane artykuły

Dodaj swój komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz

Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się. Zajmie to pół minuty.


Dowiedz się jak umieszczać linki do tagów, pogrubiać tekst, itp.

Ostatnie komentarze

Sortuj:
ajabaja

Niestety, to typowy sposób zwalniania w Polsce - w "białych rękawiczkach", za plecami zainteresowanego. To takie żenujące i płytkie. Zero klasy! I to nie tylko w sporcie, to samo dzieje się w firmach i zakładach pracy. Czy w Polsce nikt nie uczy ludzi sztuki "rozmawiania" i kulturalnego traktowania jedni drugich, nawet w przypadku różnicy zdań? Ale, czegóż tu oczekiwać skoro przykład idzie z góry - politycy żrą się jak wściekłe psy...Prymitywizm jeszcze w tym kraju długo z ludzi nie wyjdzie - niestety.

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0
Emil

Zgadzam się. W polskich związkach sportowych jest cały czas mentalność z poprzedniego systemu. Niestety by to się zmieniło potrzebna jest zmiana pokoleniowa.

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0
Przemo

Daniel to Aegentyńczyk

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0