Historia pewnego zawieszenia

autor: Bartłomiej Jejda | 2010-02-11, 14:00 | źródło: inf. własne, Jest tylko jeden taki klub, Życie Częstochowskie |

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Po dość udanym sezonie 1987 i podliczeniu punktów okazało się, że częstochowski Włókniarz uplasował się na drugiej lokacie pierwszoligowego zaplecza. Właśnie Włókniarz oraz klub z Opola nadawali ton rozgrywkom. O triumfie opolan zadecydowała większa ilość spotkań wygranych za 3 punkty. Przed mistrzami Polski 1959 oraz 1974 jawiła się jeszcze jedna szansa...

Baraż

11 października na torze tarnowskich "Jaskółek", "Lwy" w pierwszym spotkaniu barażowym uległy gospodarzom 51:39. W perspektywie pojedynku rewanżowego była to niewielka strata. Prezes Zdzisław Jałowiecki promieniał. Odliczano dni do rewanżowego spotkania, które odbyć miało się na stadionie przy ulicy Olsztyńskiej. W dniu spotkania całe miasto mówiło tylko o tym pojedynku.

Na trybunach zasiadło ponad 20 000 widzów, radowało się serce klubowego skarbnika. Z honorami przywitano politycznych notabli, które - co trzeba przyznać, nie zapominały o klubie i od czasu do czasu przekazywały do jego kasy oficjalne dotacje.

Nie mogło zabraknąć marynarki prezesa Jałowieckiego przeznaczonej na publiczne spalenie tuż po ostatnim wyścigu. W centrum miasta szykowano wielką fetę, w kuluarach mówiono o uroczystej gali. Pewność awansu wśród działaczy, kibiców i zawodników spod Świętej Wieży wzmagała poważna kontuzja lidera "Jaskółek" Eugeniusza Błaszaka oraz wspomniana już, zaledwie dwunastopunktowa strata z pierwszej potyczki.

Początek spotkania należał do zawodników z lwem na plastronach. Po 7 biegach różnica punktowa w dwumeczu zmalała do dwóch punktów, albowiem dziesięcioma prowadzili Włókniarze. I od tego momentu rozpoczął się dramat...

W ósmej gonitwie dnia doskonale spisujący się do tej pory Józef Kafel uległ rewelacyjnemu tego dnia Januszowi Kapustce oraz kontuzjowanemu, wspomnianemu wcześniej - Eugeniuszowi Błaszakowi, który do końca wahał się czy wystartować w spotkaniu.

Jedenasty wyścig dnia to fatalny start pary Bieda - Kafel i zupełny brak porozumienia na torze, co skończyło się szprycą jaką otrzymał Dariusz Bieda od klubowego kolegi, a tym samym pogrzebaniem szans na pozytywny rezultat w tej gonitwie.

W tym momencie na tablicy wyników widniał remis. Szansa awansu wymykała się częstochowianom z rąk. Czarę goryczy przelał ostatni pojedynek dnia, w którym ponownie na starcie ze strony Włókniarzy pojawiła się para znana z jedenastej gonitwy.

Dariusz Bieda wystartował najlepiej i przez cały bieg żużlowcy jadący za nim mieli szansę nauczyć się na pamięć jego numeru startowego. Jako drugi podążał Józef Kafel, ale na dystansie dał się wyprzedzić Januszowi Łukasikowi i ostatecznie minął linię mety na trzeciej pozycji. Pyrrusowe zwycięstwo 46:44 zawiodło wszystkich związanych z częstochowskim żużlem.

Konsekwencje

Porażka (tudzież pyrrusowe zwycięstwo) wymaga ofiar. Największe "cięgi" zebrał zdobywca Brązowego Kasku z 1979 roku - Kafel. Na nic zdały się przedstawiane przez niego zwolnienia lekarskie będące wynikiem pechowego upadku w Rybniku podczas jednego z ostatnich treningów. Kibice i działacze wiedzieli swoje.

Także miejscowe periodyki nie szczędziły słów krytyki pod adresem żużlowca. W "Życiu Częstochowskim" z dnia 19.10.1987 mogliśmy przeczytać następujące słowa: - W drużynie Włókniarza rozczarował zwłaszcza Józef Kafel. W trzech ostatnich swoich startach zachowywał się na torze jak nowicjusz, który dopiero co zdobył licencję.

Decyzją władz klubu Józef Kafel został zawieszony w prawach zawodnika. Mimo późniejszego powrotu na tor oznaczało to kres jego sportowej drogi.

Warto wspomnieć, iż sezon 1987 był jednym z najbardziej udanych w karierze urodzonego w Strzelinie jeźdźca. Oprócz udanych występów ligowych na poczet sukcesów mógł wpisać dobry występ w dwudniowym finale Indywidualnych Mistrzostw Polski w Toruniu, gdzie podczas drugiego dnia rywalizacji przywiózł za swoimi plecami brązowego medalistę krajowego czempionatu ’87 - Romana Jankowskiego. Dla formalności dodajmy, że z 12 punktami na koncie uplasował się na dziewiątej pozycji.

Był to ostatni sukces Józefa Kafla w karierze. Powrócił do ekipy Włókniarza po rocznej karencji w sezonie 1989, jednak braki kondycyjne wyraźnie dawały się we znaki. Rok później prezentuje się już znacznie lepiej, ale po sezonie 1991 definitywnie kończy żużlową karierę.

Czy gdyby podjęta na gorąco decyzja władz klubu (przecież nikt nikogo za rękę nie złapał), podczas jesiennych dni 1987 roku, nie została wprowadzona w życie, Józef Kafel odegrałby większą rolę w historii częstochowskiego sportu żużlowego?

Można wysunąć taką tezę, wszak rok karencja dla zawodnika będącego w wieku najbardziej optymalnym dla sportowca pociągnęła za sobą straty kondycyjne, moralne oraz rozwojowe. Punkty Kafla przydałyby się bez wątpienia biało - zielonym podczas pamiętnego sezonu 1992.

Ważne, aby mówili?

Na zakończenie mała ciekawostka. Szum medialny jaki powstał wokół zawodnika sprawił, iż w styczniu 1988 roku podczas corocznego plebiscytu na najpopularniejszego sportowca w kraju, średniej klasy żużlowiec z przeciętnego klubu sklasyfikowany został wyżej od Wojciecha Żabiałowicza (de facto mistrza Polski), czy Romana Jankowskiego (finalista IMŚ). Okazało się również, że popularnością nie dorównuje mu nawet legendarny Zbigniew Boniek.

Cóż... chyba nie o takie sukcesy chodziło Józefowi Kaflowi, gdy rozpoczynał swoją przygodę z czarnym sportem...

Bartłomiej Jejda

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Powiązane artykuły

Dodaj swój komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz

Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się. Zajmie to pół minuty.


Dowiedz się jak umieszczać linki do tagów, pogrubiać tekst, itp.

Ostatnie komentarze

Sortuj:
cox

myślę że gdyby tak jak inni mówią wziął w łapę to w blokach by nie mieszkał,a przynajmniej gdzieś indziej by się wyprowadził,jakoś super samochodu też nie ma,był i jest bardzo fajnym gościem z którym można zawsze porozmawiać
Pozdrowienia dla p Józka i całej rodziny

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0
cox

pamiętam ten mecz,fajnie było,stadion pełen ludzi,dużo kibiców z Tarnowa,zacięty meczyk był.
Pamiętam również p Józka,którego karetka przywiozła do domu po treningu w Rybniku,ledwo gościu mógł iść,a podtrzymywali go sanitariusze.
Jestem jego sąsiadem i gdy jeżdził we Włókniarzu tak i teraz mieszka tam gdzie mieszkał,myślę że zrobiono z p Kafla kozła ofiarnego.
Zwycięstwo ma wielu ojców a klęska zwykle bywa sierotą.

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0
kolas

Ja jadłem "peka" z kolegami i sąsiadmi z Koszyc ,kapustka mecz życia iposzło

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0
mariusz

a ja też doskonale pamiętam ten mecz, pamiętam latające ławki/deski (siedziałem obok trybuny głównej). pamiętam grad kamieni na autokary z Tarnowa i niestety też pamiętam jak przez kilka dni nie mogłem wyjść z domu bo byłem siny po spotkaniu z grupką ZOMO. (ja miałem wtedy 11 lat!). Ostatnie co pamiętam to krzyk UCIEKAJCIE PAŁUJĄĄ , to było na przystanku tramwajowym na Dębiu.

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0
maks

Jak sie chodzi 50 lat na zuzel to normalka.Mecz troch dziwny Jozek Kafel wychowanek mistrza nad mistrzaminaj JOZEFA J

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0
[W]

Marianos a nie w TVP Sport albo Wizji? Przesiedzieliście w barku ale chyba takim w domu... i siedzicie do teraz:)

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0
DKOstrów

Dobry artykuł , może teraz pora na przedstawienie jak to było naprawdę z Ułamkiem ! Słyszałem że to krewniacy , chciwa rodzinka ! hehehe hehe he .... współczuje Medaliki .

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0
stary kibic

pamietne czasy dwa autokary obrzucone kamieniami pod mostem obok rynku Narutowicza i rozbity szampan przez kibicow pod nogami Kafla

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0
Marianos

Pamiętam ten mecz, z kolegą pojechaliśmy do Czętsochowy specjalnie i się okazało że juz nie ma biletów przed stadionem. Cały mecz przesiedzieliśmy w takim barku i oglądaliśmy relację na żywo w Polsat Sport z tego meczu. ech to były czasy pozdrawiam

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0
bardecki

Kafel i Ułamek to rodzinka.Widać od razu :-)

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0
wek

Slawek Drabik powiedzial wtedy Kaflowi ze ma w dupie takiego kapitana.

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0
do DMP 03

nie ma co na innych wrzuca swego nie widzie a Smith to Polak byl? gdyby nie on zlecieli by z hukiem i teraz z wanda by jezdzili

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0
keo Tarnów

widocznie wówczas " medaliki" za słabo się modliły. Byłem, widziałem i było super. A póżniej swoje kariery zaczynali, J.Rempała, Kużdzał, Leśniewski

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0
Cesar

Kafel i Ułamek nigdy nie wpiszą się w zasługi Włókniarza

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0
Lwica

Oj pamiętam choć miałam niewiele latek.Pamiętam autokary z Tarnowa,które stały pod komisariatem na Strażackiej i miały niewiele całych szyb. Ja z kuzynem z balkonu ciągle gapiliśmy się co z nimi dalej,wcześniej oczywiście uciekaliśmy ze stadionu bo były "dymy".

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0
profilas

Pamiętam ten mecz,wyjechaliśmy z Tarnowa około pólnocy żukiem zakładowym,częśc ekipy jechała tylko dlatego aby rano byc na Jasnej Górze,spotkanie było jak dobrze pamiętam o 11.00 jakoś tak nietypowo,cały stadion kibiców a połowa z Tarnowa i wspaniały mecz Janusza Kapustki moim zdaniem przełomowy w jego karierze no i Gienek,którego wsadzali na motocykl.Pamiętam euforię kibiców z Tarnowa i gniew miejscowych,ledwo udało nam się ujśc z życiem bo nasz żuk razem z nami o mało nie wywrócono do góry kołami tak że było gorąco ale takich meczyków już dzisiaj nie ma.To były czasy Pozdrawiam prawdziwych kibiców obu ekip

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0
Sławek z Częstochowy

Pamiętam-pierwszy mecz na którym byłem!!

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0
CKM

kafel to rodzina z ulamkiem.sa po jednych pieniadzach,w koncu to ta sama krew.To u nich widocznie rodzinne. Jak najdalej od Wlokniarza !!!

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0
rdress

tarnow kupil ,.... buczokorupcja

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0
ryry

Kafel to wujek Ułamka?

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0
DMP '03

i tak dla nighta pewnie byłoby to oszukanie..
w 2003 rzekomo oszukiwaliśmy bo Holta nie polak, biedaczysko nie może przeboleć porażki z honorem xd

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0
tramwajem do ratusza

niestety tarnowianie ale ten dekiel jest juz z wami utożsamiany, zastanawia mnie tylko jak gimnazjalista mógł byc na meczu ww 1987 roku?? jedyne wyjaśnienie jest takie że kibluje już kilkanaście lat w jednej klasie....

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0
PAMIĘTAM

Byłem tam wtedy,siedziałem na ostatnim łuku,pamiętam mnóstwo ludzi i wielki żal po meczu,a tytuł cytowanego wyżej artykułu to"KAFELKOWANIE"--POZDRAWIAM

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0
ico?

do maly: nie macie szans z Czewą!

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0
maly

Bylem widzialem ,Gienek Blaszak jezdzil z noga w gipsie , musiano Go wsadzac na motocykl no i Kafel zostal skonczony , takie to byly czasy.

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0
kibicodwielulat

ktoz to jeszcze pamieta....teraz chyba juz nikt, jedynie z takich felietonow jak ten moga sie dowiedziec dzieci jak bylo kiedys, oj byly to piekne czasy...nie mowie o tym co sie wydarzylo ale o tym jak wtedy wygladal zuzel....lezka w oku sie kreci

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0
maly nie mylic z tarnowem

po tym sezonie tez czestochowe czeka ciezka walka o powrot do eligi

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0