Starsi panowie, estońscy panowie dwaj

autor: Daniel Ludwiński | 2009-02-23, 15:15 | źródło: inf. własna |

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Starsi panowie, starsi panowie, starsi panowie dwaj, już szron na głowie, już nie to zdrowie, a w sercu ciągle maj – śpiewał kiedyś Kabaret Starszych Panów. W wypadku naszej dwójki, choć są sportowymi weteranami, przesadą byłoby mówienie o szronie na głowie, ale w ich sercach maj gości na pewno. A na szyi jednego ponownie zawisł złoty medal mistrzostw świata w narciarstwie klasycznym, w czym spora zasługa tego drugiego, który zajął w biegu na 15 kilometrów piąte miejsce. Andrus Veerpalu i Jaak Mae.

Spośród wszystkich konkurencji narciarstwa klasycznego biegi narciarskie są właściwie jedyną, w której sukcesy odnoszą co jakiś czas zawodnicy zbliżający się do czterdziestki. Na skoczniach widzimy popisy nastolatków, którzy zdobywają medale nawet na igrzyskach olimpijskich i mistrzostwach świata, w kombinacji norweskiej średnia wieku czołówki jest wyższa, jednak reżim treningowy niezbędny do prezentowania dobrej formy na skoczni jest nieco inny niż w przypadku biegacza, u którego najważniejsza jest wytrzymałość. Obecnie na trasach ponownie mamy całą grupę weteranów, którzy od wielu lat rywalizują na najwyższym poziomie – są to m.in. Odd Bjoern Hjelmeset, Mathias Fredriksson, a także Andrus Veerpalu i Jaak Mae. I właśnie ostatnia dwójka w bieżącym sezonie spośród "starej gwardii" spisuje się najlepiej, a najlepszą formę przygotowała na mistrzostwa świata.

Obydwaj narciarze swoje kariery rozpoczęli w czasach, gdy tylko okazjonalnie rozgrywano tak powszechne dziś sprinty i biegi masowe (Veerpalu debiutował na igrzyskach w Albertville, a Mae w Lillehammer) i do dziś zdecydowanie najlepiej czują się w startach, gdy rywalizują z konkurentami jedynie korespondencyjnie, a głównym przeciwnikiem jest upływający czas. Przed mistrzostwami świata w Libercu obydwaj weterani spisywali się przeciętnie i nie walczyli o zwycięstwa, toteż prawie nikt nie stawiał ich w gronie głównych faworytów. Prawie, bo inne zdanie miał wspaniały przed laty biegacz Vegard Ulvang, który miał zresztą pod koniec swojej kariery okazję rywalizować z obydwoma Estończykami. Norweg stwierdził, że zarówno Veerpalu jak i Mae będą niezwykle groźni szczególnie na dystansie 15 kilometrów stylem klasycznym i miał rację.

Na trasie tego biegu Veerpalu stoczył pasjonujący bój z Lukasem Bauerem i spory wpływ na losy biegu miała postawa Mae. Co prawda czeski biegacz stwierdził na mecie, że w końcówce nie był w stanie pobiec szybciej, gdyż zabrakło mu sił i dlatego przegrał, jednak wyniki mogłyby wyglądać inaczej, gdyby nie współpraca Estończyków. Wylosowali oni sąsiednie numery startowe i ruszający trzydzieści sekund po swoim koledze Veerpalu szybko dogonił go i odtąd aż do mety biegli razem zmieniając się często na czele i przejmując wzajemnie trudy prowadzenia. W efekcie Andrus wywalczył złoty medal, a Jaak na mecie miał piąty czas. Dla zwycięzcy to niepierwszy triumf w karierze – wygrał już wcześniej na 30 km na mistrzostwach świata w Lahti w 2001 roku, a także dwukrotnie na igrzyskach w Salt Lake City i Turynie, zdobywając ponadto również srebrne i brązowe medale. Z kolei Mae będący przez całą karierę nieco w cieniu swojego kolegi nie powiększył wprawdzie swojego dorobku (brąz olimpijski z Salt Lake City i srebro z mistrzostw świata w Val di Fiemme), jednak kolejny raz uplasował się na wysokim miejscu w czołowej dziesiątce.

Triumf Andrusa Veerpalu w Libercu oznacza, że został on najstarszym złotym medalistą wśród mężczyzn w historii mistrzostw świata, gdyż niedawno skończył 38 lat!. A jak weterani spisywali się na tej największej narciarskiej imprezie w poprzednich latach? W ciągu ostatnich dwudziestu pięciu lat nietrudno znaleźć również w gronie medalistów zawodników zbliżających się do czterdziestki. Najbardziej znaną postacią jest wśród nich z pewnością Maurilio De Zolt, który największe sukcesy odniósł właśnie pod koniec kariery. W 1987 roku w Oberstdorfie mając 37 lat wygrał bieg na 50 kilometrów i został tym samym najstarszym mistrzem świata – jego osiągnięcie poprawił dopiero Veerpalu. W kolejnych latach Włoch długo nie miał zamiaru kończyć kariery i uczynił to dopiero mając niespełna 44 lata (!), gdy w Lillehammer wywalczył mistrzostwo olimpijskie w sztafecie. Tylko rok młodszy kończąc karierę był Harri Kirvesniemi, jednak akurat w jego przypadku trudno mówić o chwalebnym rozstaniu się ze sportem. Fiński biegacz na mistrzostwach świata w Lahti (na jego cześć nawet maskotka mistrzostw miała na imię Harri) wraz z kolegami z drużyny wygrał bieg sztafetowy, jednak ledwie kilka dni później cała czwórka uczestników tej zespołowej rywalizacji przyłapana została na stosowaniu dopingu i medale utraciła.

Kilkanaście lat wcześniej karierę późno kończył Oddvar Braa. Wybitny norweski narciarz nie osiągał już pod koniec lat 80-tych wielkich wyników, ale na igrzyskach w Calgary zdołał zająć czwarte miejsce. Z nartami ostatecznie pożegnał się w 1991 roku mając 40 lat podczas biegu na 50 kilometrów w Oslo, gdzie symbolicznie przekazał pokoleniową pałeczkę wspomnianemu wyżej Ulvangowi. Wśród Norwegów również w ostatnich latach nietrudno znaleźć zawodników długowiecznych. W marcu ubiegłego roku, także startując w maratonie w stolicy swojego kraju, karierę zakończył Kristen Skjeldal, mistrz olimpijski w sztafecie z Albertville, jednak w jego przypadku wiek zbliżony do 40 lat uniemożliwiał już od kilku sezonów walkę na najwyższym poziomie. Natomiast urodzony w 1971 roku Odd Bjoern Hjelmeset ani myśli żegnać się ze sportem i dwa lata temu w Sapporo mając 36 lat dołączył do grona najstarszych mistrzów świata, gdyż po wspaniałej walce ze swym kolegą z drużyny, rok młodszym Frode Estilem, wywalczył złoto na dystansie 50 kilometrów. Jak pokazuje historia, właśnie najdłuższe biegi najbardziej sprzyjają doświadczonym zawodnikom, którzy umiejętnie rozkładają siły i nie dają się znacznie młodszym rywalom.

Weteranki nietrudno znaleźć również wśród pań. W 1982 roku w Oslo na mistrzostwach świata srebro w sztafecie wywalczyła niezwykle utytułowana Galina Kułakowa, która miała wówczas 40 lat. W identycznym wieku na igrzyskach w Albertville była Raisa Smietanina, która zdołała nawet przelicytować osiągnięcie swojej poprzedniczki, gdyż zdobyła złoto. Jej główną rywalką przez znaczną część kariery była Maria Lisa Hamalainen-Kirvesniemi, żona wspomnianego wyżej Harriego, która narty odłożyła w wieku 39 lat po igrzyskach w Lillehammer, gdzie podobnie jak rok wcześniej na mistrzostwach świata w Falun zdobywała medale.

W ostatnich latach kibice mieli okazje oglądać wspaniałą rywalizację Hilde Pedersen ze znacznie młodszymi biegaczkami. Na mistrzostwach świata w Oberstdorfie miała ponad 40 lat i zdobyła złoto w sztafecie. O ile więc Andrus Veerpalu został w Libercu najstarszym triumfatorem wśród mężczyzn, o tyle wśród pań wciąż nikt w tej kategorii nie pobił Norweżki. A przecież rok później na igrzyskach w Turynie sięgnęła ona dodatkowo po brąz na 10 kilometrów. Hilde Pedersen obecnie nie startuje już w Pucharze Świata, jednak regularnie pokazuje się się w maratonach Worldloppet, gdzie na dystansach liczących kilkadziesiąt kilometrów osiąga kolejne duże sukcesy, gdyż nieraz wśród pań jest zdecydowanie najlepsza.

Jaka sportowa przyszłość czeka więc Andrusa Veerpalu i Jaaka Mae? Przykłady De Zolta i Pedersen pokazują dobitnie, że obydwaj Estończycy spokojnie mogliby jeszcze pobiegać nawet przez kilka sezonów. Obydwaj jednoznacznie mówią jednak, że w ich przypadku o startach po czterdziestce nie ma mowy i ich kariery zakończą się wraz z igrzyskami w Vancouver. Dwaj weterani mają więc przed sobą jeszcze jeden sezon. Czy ponownie medalowy? - tego dowiemy się za rok.

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Powiązane artykuły

Dodaj swój komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz

Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się. Zajmie to pół minuty.


Dowiedz się jak umieszczać linki do tagów, pogrubiać tekst, itp.