Błysk mistrza Adama

autor: Maciej Kmiecik | 2010-02-04, 17:59 | źródło: inf.własna |

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Adamowi Małyszowi do kolekcji trofeów brakuje tylko olimpijskiego złota. Jego wywalczenie jeszcze kilkanaście dni temu wydawało się mało realne, a wręcz niemożliwe. Po konkursie w Klingenthal wszystko zmieniło się diametralnie. Możliwe są różne scenariusze, także te ze złotym medalem dla Polaka włącznie. Małysz zaprezentował bowiem dawny błysk, wielką formę i radość ze skakania. Pokazał, że nie tylko Schlierenzauer i Amman będę walczyć o olimpijskie złoto. Młodzi muszą mieć się na baczności, bo do walki wkracza on - wielki mistrz, który pod okiem znakomitego fachowca - Hannu Lepisto, potrafi przygotować formę na docelową imprezę w sezonie.

Adamowi Małyszowi w 2002 roku złoto olimpijskie należało się jak psu buda. Był faworytem. Wygrywał prawie jak chciał, a jedynym, który mógł mu zagrozić był Sven Hannawald. Igrzyska Olimpijskie mają to do siebie, że nie zawsze wygrywa ten, który na to zasłużył w przekroju całego sezonu. O sukcesie decyduje dyspozycja dnia, podmuch wiatru, wyrwa na zeskoku. Ot, takie są po prostu skoki narciarskie. W Pucharze Świata wygrywa ten, który był najlepszy w przekroju całego sezonu. Ile to mieliśmy przypadków, że wybitnie skoczkowie nie zdobywali złota na olimpiadzie? Małysza i Hannawalda, którzy w 2002 roku byli najlepsi pogodził Simon Amman. Szwajcar wyskoczył - dosłownie i w przenośni - jak królik z kapelusza.

"Harry Potter" skoków narciarskich wiele miesięcy na koncie miał dwa zwycięstwa na Igrzyskach Olimpijskich i …długo, długo nic. Po kilku latach wrócił do szczytowej formy i znów zagościł w ścisłej światowej czołówce. Obecny lider klasyfikacji Pucharu Świata będzie jednym z faworytów do złota w Vancouver. Tylko czy teraz role się nie odwrócę i ktoś inny nie pokrzyżuje planów sympatycznego Szwajcara?
Weźmy jednak takiego Larsa Bystøla, który nigdy nie był wybitnym skoczkiem, a jednak przeszedł do historii tej dyscypliny, zdobywając trzy (dwa indywidualnie i jeden w drużynie) medale poprzednich Igrzysk Olimpijskich w Turynie. Próżno jednak wciąż aktualnego mistrza olimpijskiego ze skoczni normalnej szukać wśród obecnych skoczków. Jego kariera nie potoczyła się tak jak oczekiwano. Z piedestału spadł w przepaść. Szkoda, ale nie każdy wielki sportowiec potrafił być także wielkim człowiekiem (patrz Matti Nykaenen).

Adam Małysz - nasz wielki mistrz z Wisły, nasze od dziesięciu lat dobro narodowe, ma jeszcze jeden cel do spełnienia - wywalczyć złoto olimpijskie. Szansa ostatnia nadarzy się w Vancouver. Polak, będąc w wieku 33 lat sam mówi, że czuje się prawie jak "dziadek", który musi rywalizować z młodzieniaszkami. Nie zapominajmy jednak, że w "wieku Chrystusowym" wygrywał także wielki idol Małysza, Jens Weissflog. Znakomity niemiecki skoczek po raz ostatni zwyciężył w Pucharze Świata 17 lutego 1996 roku w Iron Mountain. Dokładnie miesiąc później, kiedy żegnał się z kibicami na słynnej Holmenkollen w Oslo, swoje pierwsze zawody w życiu wygrał Adam Małysz.

Od tego momentu minęło już 14 lat. 13 i 20 lutego 2010 roku Polak stanie przed dwoma ostatnimi szansami na zdobycie brakującej perełki w koronie sportowych sukcesów - złota olimpijskiego. Małysz ma cztery Puchary Świata, cztery tytuły mistrza świata, zwycięstwo w Turnieju Czterech Skoczni oraz dwa medale olimpijskie. Brakuje tylko złota. Jakże byłoby to piękne ukoronowanie jednej z największych karier sportowych w skokach narciarskich. Małyszowi się to należy. Medali nie przyznaje się jednak za zasługi, ale za odległości i punkty uzyskane na skoczni. Może tym razem w myśl powiedzenia, gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta, Adam Małysz pogodzi Ammana i Schlierenzauera? Ten pierwszy ma już dwa złote medale olimpijskie. Ten drugi z kolei jeszcze będzie miał wiele okazji do ich zdobycia. Małysz ma ostatnią.

Kiedy wielu już straciło nadzieję, że Małysz jeszcze kiedykolwiek wskoczy na podium, błysk naszego mistrza powrócił w najodpowiedniejszym momencie. Oby w Vancouver tylko dopisało trochę szczęścia, a wówczas może nie będziemy musieli już tylko wspominać Sapporo i skoku Wojciecha Fortuny po sensacyjne złoto. Kto wie przecież, ile lat będziemy musieli czekać na kolejnego Małysza? Jeśli w ogóle kiedykolwiek jeszcze będziemy mieli w polskich skokach narciarskich tak wybitną postać...

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Powiązane artykuły

Dodaj swój komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz

Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się. Zajmie to pół minuty.


Dowiedz się jak umieszczać linki do tagów, pogrubiać tekst, itp.

Ostatnie komentarze

Sortuj:
Dominika;)

MALYSZ GORA!!! Należy mu się to zwycięstwo jak nikomu innemu;D

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0
Kama

uważam, że i tak złoto zdobędzie Schlirenzauer, ;d
chociaz Adamowi także życze powodzenia, (;

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0
Tom

...tak wybitną jak Małysz nigdy. Oby pojawili się w przyszłości tacy "na miarę" sukcesów Adama. Ale to o nim będę opowiadał swoim dzieciom : "Był kiedyś taki skoczek..."

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0