Lekcja pokory dla "carycy"

autor: Maciej Kmiecik | 2009-08-18, 11:29 | źródło: inf.własna |

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Niektórzy mówią, że jedenastym przykazaniem dla sportowca powinno być "Nie lekceważ rywala!". Coś w tym jest, bo nie raz przekonywaliśmy się murowany faworyt przegrywał z kretesem niejako na własne życzenie. Doświadczyła tego także "caryca" tyczki, Jelena Isinbajewa, która poległa z kretesem w Berlinie.

Niepokonana w żadnej wielkiej imprezie od 2004 roku Rosjanka była faworytem do złota. Praktycznie od kilku lat rywalizacja w skoku o tyczce pań toczyła się tylko o tytuł wicemistrzowski. Złoto bowiem było zarezerwowane dla Jeleny Isinbajewej. Zdarzały się pojedyncze porażki Rosjanki na mityngach, ale chyba nikt nie dopuszczało do myśli fakt, że na Mistrzostwach Świata w Berlinie "caryca" tyczki nie zdobędzie medalu. Nie przeszło to przez myśl samej Rosjance, która po dotkliwej porażce zapłakana udzielała wywiadów. Nie śniła także o tym uradowana do łez polska mistrzyni, Anna Rogowska.

Piękno sportu polega na tym, że nie zawsze wygrywają faworyci. Piękno sportu to także szacunek do rywali, a przede wszystkim dyscypliny, którą się uprawia. Oglądając mityngi z udziałem Isinbajewej można było odnieść wrażenie, że "caryca" czasami lekceważy rywalki, kibiców, a niekiedy nawet… poprzeczkę zawieszoną chociażby na wysokości 4,75 metra. Zazwyczaj scenariusz konkursów wyglądał tak, że to rywalki Rosjanki padały na niższych wysokościach i dopiero wówczas Isinbajewa "budziła się ze snu", stawała na rozbiegu i wygrywała konkurs, oddając czasami zaledwie jeden skok.

Pierwsze ostrzeżenie Rosjanka otrzymała kilka tygodni temu w Londynie podczas mityngu Super Grand Prix IAAF, kiedy też przegrała z Anną Rogowską. Jak widać z tej lekcji nie wyciągnęła żadnych wniosków. Konkurs finałowy w Berlinie trwał w najlepsze. Połowa zawodniczek już się wykruszyła, a mistrzyni nad mistrzyniami nie pojawiała się na rozbiegu. W efekcie nawet nie doskoczyła do poprzeczki zawieszonej na wysokości 4,75 metra. Druga próba również nie była udana, tym razem już 5 centymetrów wyżej. Isinbajewa sama postawiła się pod ścianą. Przed ostatnią próbą mistrzyni była już kłębkiem nerwów. Wyszła w powietrze piekielnie wysoko, ale zahaczyła poprzeczkę, stając się sprawczynią największej sensacji berlińskiego czempionatu.

Gdyby zaczęła konkurs "rozgrzewkowym" skokiem na wysokości 4,55 lub 4,65 w cuglach pewnie zaliczyłaby kolejne próby i byłaby ponownie najlepsza. Rosjanka najwyraźniej poczuła się zbyt mocna. Zapłakana mówiła, że na rozgrzewce skoczyła 4,75. Zresztą, co to za wysokość dla Isinbajewej, która "fruwała" wielokrotnie ponad 5 metrów, patrząc z góry na wszystkie rywalki. Pycha to może za duże słowo, ale zbytnia pewność siebie na pewno zgubiła Rosjankę, która – tak jak powiedziała nowokreowana mistrzyni Anna Rogowska – nadal jest najlepsza na świecie. Nie zawsze jednak najlepszy zostaje mistrzem świata. Do historii światowej lekkoatletyki przeszła Polka, która pokonała wielką Rosjankę.
Isinbajewa pewnie jeszcze nie raz udowodni swoją wyższość nad rywalkami, bo jest mistrzynią w swoim fachu. Lekcja pokory przyda jej się jednak z pewnością, bo nawet najwięksi w sporcie mają gorsze dni. Taki, 17 sierpnia 2009 roku przytrafił się Jelenie Isinbajewie. Polacy rozpaczać z tego powodu nie będą, bo mamy swoje pięć minut dzięki dwóm wspaniałym dziewczynom: Annie Rogowskiej i Monice Pyrek. Obie Polki były przez lata w cieniu Isinbajewej. Pracą, uporem, talentem i pokorą do uprawianej dyscypliny zaszły na szczyt. "Caryca" tyczki sama natomiast z tego szczytu się strąciła, choć pewnie niedługo tam i tak powróci, chyba, że nie wyciągnie nauczki z tego, co stało się w Berlinie…

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Powiązane artykuły

Dodaj swój komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz

Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się. Zajmie to pół minuty.


Dowiedz się jak umieszczać linki do tagów, pogrubiać tekst, itp.

Ostatnie komentarze

Sortuj:
Lukasz25

Niemcy pokazali klasę. Kibicowali nie tylko swoim zawodnikom, ale i rywalom ich rodaków.
Po przegranej Friedrich bili brawa dla Vlasić, co mnie b. zaskoczyło.

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0
Piotr

dokładnie, to również świadczy o jej klasie. udzieliła również bezpośrednio po konkursie wywiadu Telewizji Polskiej. większość sportowcow nie byloby jednak w stanie w takiej sytuacji rozmawiac z mediami kraju, z ktorym sie przegralo.

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0
czarny79

A czy ktoś zauważył jak Isinbajewa zachowała się po przegranej? Wyszła do dziennikarzy i rozmawiała z nimi. A nie tak jak wiele gwiazdeczek (w tym i polskich), które nie potrafią znieść porażki i chowają się po kątach (aluzja nie tylko do naszych piłkarzy czy tenisistów).

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0
adamo

Panie Piotrze, Isinbajewa 5,05 skoczyła na oficjalnych zawodach tylko raz, więc nie może Pan z tej granicy lecieć 30cm w dół. Rogowska czy Pyrek te wysokości 4,75-4,80 powtarzają dużo częściej niż Isinbajewa swoją na ponad 5 metrów.
Moim zdaniem gdyby zaczęła niżej to wygrałaby, a tak sama się ugotowała. Rogowska zaliczyła 4,75 w pierwszej próbie i przy spaleniu pierwszej próby na tej wysokości przez Rosjankę musiała ona podnosić poprzeczkę wyżej, bo zaliczenie wysokości 4,75 w drugiej próbie jej nie dawało złota, gdyż lepsza była Rogowska. Poszła va banque na złoto, skończyła z niczym.
Ja liczę jednak na progres naszych zawodniczek, zatrzymały się na wysokości 4,78-4,83 i nie ma postępu w ostatnich latach. Czas piąć się w górę.

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0
Piotr

myślę, że to już kwestia indywidualnego podejścia. jeden potrzebuje "rozskakania", inny woli oddać w konkursie 2-3 skoki. ten "wypadek przy pracy", bo mimo że to oczywiscie MŚ i ogromna porażka Jeleny, to jednak nie świadczy o tym, że to zła taktyka, skoro się sprawdza u niej w 99 na 100 przypadków.

Inna sprawa, że zwróćmy uwagę na coś innego. Dla Rogowskiej, Pyrek itd., wysokościami granicznymi jest 4,75-4,80, a czasem mniej (chocżby wczoraj Pyrek 4,65). Zaczynaja konkursy 4,30-4,40, czyli jakieś 30-40 centymetrów niżej. Tymczasem Jelena skacze 5,05, więc dla niej 30 centrymetrów niżej to właśnie te 4,75 od których zaczęła.

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0
ufo

Panie Piotrze, moim zdaniem jest Pan w błędzie. Gdyby "caryca" włączyła się do rywalizacji wcześniej to miałaby zdecydowanie większe szanse nawet na wygraną bo byłaby rozgrzana do tej rywalizacji, a tak leżała przez cały przebieg konkursy z ręczniczkiem na twarzy. To jest lekceważenie przeciwniczek i nauka pokory jak najbardziej, a gdyby zdobyła brąz czy srebro to nie było by większej afery. Popłakała się? I dobrze! Nie oszukujmy się że, każdy z nas który ogląda takie zawody liczy na piękno rywalizacji, a nie na to że ona odpuszcza sobie z ta świadomością, że i tak jest najlepsza. Życzę jej jak najlepiej bo jest mistrzynią w swojej dziedzinie i to jest pewne że się podniesie, ale niech się nauczy że na takiej rangi zawodach każdy medal jest cenny bo przecież żadna z zawodniczek nie wyrwała się sroce spod ogona i to jest światowa czołówka! Pozdrawiam

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0
Piotr

nie zgodzę się, że to lekceważenie. dla niej po prostu nie liczy się nic innego niż złoto. Drugie albo trzecie miejsce, a niesklasyfikowanie to dla Isinbayevej wszystko jedno, więc włącza się do walki pod koniec konkursu, bo zaliczenie poprzednich wysokości nie dawałoby jej nic (dawałoby może np. srebro albo brąz, ale dla niej to NIC).

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0