Krzysztof Koziorowicz: Delikatnie mówiąc, było fatalnie

autor: Krzysztof Kaczmarczyk | 2011-04-10, 08:55 | źródło: inf. własna |

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Ekipa CCC Polkowice bardzo nieudanie rozpoczęła zmagania w swoim pierwszym historycznym finale mistrzostw Polski. Na inaugurację finałowej serii Pomarańczowe zupełnie nie nawiązały walki w Krakowie z Wisłą Can Pack przegrywając ostatecznie 70:52. Wesołej miny po meczu nie miał, bo i nie mógł mieć, trener Krzysztof Koziorowicz, który był załamany przede wszystkim grą swoich podopiecznych w defensywie.

Koszykarki Białej Gwiazdy w pierwszym finałowym meczu zupełnie nic nie robiły sobie z zazwyczaj szczelnej defensywy Pomarańczowych i już po pierwszej połowie miały na swoim koncie 46 punktów. Nie do zatrzymania była przede wszystkim Jelena Leuczanka, która zdominowała strefę podkoszową po obu stronach boiska.

- Komentarz po tym meczu musi się skupić tylko i wyłącznie na pierwszej połowie, a konkretniej na naszej defensywie. Nie mamy zespołu, który w ofensywie rzuca po 90 czy 100 punktów w meczu. Zdobywamy 60 czy trochę więcej punktów w spotkaniu, dlatego musimy bronić - to jest podstawa - mówił po meczu Krzysztof Koziorowicz, szkoleniowiec CCC Polkowice. - Ta obrona, która przynosiła nam z reguły określone efekty, była fatalna w tym meczu - delikatnie mówiąc. Wystarczyło troszeczkę się uspokoić, troszeczkę zacząć myśleć, jak grać i efekty były widoczne. W momencie, kiedy zaczęliśmy w defensywie grać normalnie, czyli tak jak zawsze, to wszystko zaczęło wyglądać przyzwoicie.

Gdy jednak polkowiczanki zaczęły bronić na swoim normalnym poziomie, było już po meczu, bowiem w drugiej połowie krakowianki w pełni kontrolowały wynik spotkania oraz tempo gry. Wisła Can Pack pewnie zmierzała do końcowej syreny i ostatecznie mogła cieszyć się z pierwszego triumfu w serii do trzech zwycięstw. Trener Koziorowicz zwrócił również po meczu uwagę na nieco inny aspekt.

- Myślę, że dziewczyny mają też w głowach fakt, że jak jest już srebrny medal, to jest już fajnie. Nie można tak myśleć! - komentuje. - Dopóki jest granie trzeba być otwartym na wszystko. Trzeba mieć mentalność zwycięzcy i bić się do końca. O to mam troszeczkę pretensji, że tego nie było w sobotę widać. W pierwszych dwóch kwartach było to mocno widoczne, że dobrze jest, jak jest, czyli mamy finał i jest spokój. Tak nie wolno.

Opiekun CCC nie ma również najmniejszych wątpliwości, że pięć spotkań z KSSSE AZS PWSZ Gorzów Wielkopolski w półfinale nie ma na taką grę najmniejszego wpływu. - Potrafiliśmy zagrać w trzeciej i czwartej kwarcie, to dlaczego nie moglibyśmy zagrać tak w dwóch pierwszych? Nie można na to patrzeć, że ktoś awansował w trzech meczach, a ktoś w pięciu. Taka to jest praca - mówi Koziorowicz.

Opiekun Pomarańczowych nie ma najmniejszych wątpliwości, że kolejne spotkania muszą i będą wyglądać zupełnie inaczej. Taki mecz jak w sobotę jego ekipie po prostu nie może się już wydarzyć bowiem sobotnia rywalizacja raczej nie przypominała batalii o miano najlepszej drużyny w naszym kraju, a raczej koncert jednego zespołu.

- Musimy się bić do końca, zakończyć sezon z klasą. Pokażmy, że mamy charakter. Ja, jako trener, tego właśnie wymagam od swoich podopiecznych - kończy Koziorowicz. - W sobotę Wisła była zdecydowanie lepszym zespołem. Kolejny mecz jednak w niedzielę i musimy zaprezentować się w nim zdecydowanie lepiej.

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Powiązane artykuły

Dodaj swój komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz

Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się. Zajmie to pół minuty.


Dowiedz się jak umieszczać linki do tagów, pogrubiać tekst, itp.