Zobacz wersję beta nowego serwisu www.SportoweFakty.pl
Stefan Smołka: Rosnąca legenda - Żyto
autor: Stefan Smołka, 2009-12-13, 19:00, źródło: inf. własna
skomentuj   komentarze (13)   drukuj artykuł        
Właśnie ukazała się na rynku wydawniczym książka wgryzająca się w życie i karierę wspaniałego żużlowca dwóch klubów - Unii Leszno i Wybrzeża Gdańsk - Henryka Żyto. To dobra okazja, by przypomnieć sylwetkę tego niezłomnego sportowca minionych lat.
Życiorys Henryka Żyto, nawet gdyby go okroić o najważniejszą z naszego punktu widzenia część, czyli owe ćwierćwiecze związane z uprawianiem sportu żużlowego, byłby pasjonującą lekturą. Zwłaszcza w dzieciństwie małego Henia nie brakowało dramatycznych przełomów i pełnych grozy zwrotów.

Urodzony w dniu Wszystkich Świętych roku 1936, w chwili wybuchu II wojny światowej miał niespełna trzy latka, zaś jego braciszek był o rok starszy. Niemcy od razu przerwali sielankę przedsiębiorczej rodziny (mieli restaurację w Poniecu), zabrali ojca, więc nie miał okazji jako małe dziecko świadomie poznać tatę. Dopiero po wielu perypetiach stało się to w 1944 roku, kiedy rodzina została szczęśliwie połączona - dodajmy połączona w niedoli, ponieważ była to służba Niemcom, tyle że trafili na dobrą Niemkę. Ale to nie był koniec dramatu. Szedł front - zimny wicher od wschodu - dalej życie zawisłe na włosku. A potem władza ludowa za to, że ośmielili się w całości przeżyć, też nie omieszkała dać Żytom zdrowo w kość. Odsyłam do tej pełnej dramaturgii akcji na karty pasjonującej książki z cyklu "Asy żużlowych torów".


Henryk Żyto


"Sprzedany" dla żużla został Henryk w chwili zakupu przez ojca starego motocykla w 1945 roku. Ponieważ zbiegło się to z wielkim powojennym boomem motocyklowym, więc Żyto nie mógł się oprzeć, siadał, jeździł, palił opony. Leszno po wojnie bardzo prędko podjęło przedwojenne tradycje związane z wyścigami na żużlowym torze. Józef Olejniczak i Alfred Smoczyk rozsławiali imię małego miasta Wielkopolski. Śmierć Smoczyka w 1950 roku poruszyła całą Polskę, bo niezwyciężony "Fred" stał się idolem młodych i starych od Bałtyku po Bieszczady. Poruszał najgłębsze sfery wyobraźni. Jego śmierć na szosie pod Lesznem nie zniechęciła młodych do wyczynu, a raczej wprost przeciwnie. Przykładem jest Henryk Żyto, szczególnie intensywnie odkrywający miasto Leszno, żużel od warsztatu, mistrzowską Unię, już po śmierci idola. Co więcej, początki Henryka, debiut w lidze w 1955 roku zbiegł się z innym tragicznym zdarzeniem, a mianowicie śmiercią na drodze Stanisława Kowalskiego, który był Henia przyjacielem, młodym utalentowanym żużlowcem wprowadzającym nieopierzonego adepta do Unii. I znów nieprawdopodobny zbieg okoliczności. Stasiu Kowalski wprowadza Henryka Żyto do żużla, po czym odchodzi na zawsze, natomiast jego młodszy brat Jerzy zostaje wprowadzony do żużla przez Henryka, który jest już wtedy tak zwanym jeżdżącym trenerem Unii. Będąc już u schyłku swej kariery Jerzy Kowalski umiera po fatalnym upadku na treningu w Lesznie. Startujący już wówczas od lat w Gdańsku Henryk Żyto ciężko przeżył tę śmierć. Dwóch braci, z których jeden nauczycielem, drugi uczniem - obaj umierają po wypadku na motocyklu. Jak się ma dwóch synów, rwących się do motoru, to takie ciosy bolą szczególnie mocno i dają sporo do myślenia.

Najważniejszym sukcesem sportowym Henryka Żyto jest oczywiście mistrzostwo świata z narodową reprezentacją podczas niesamowitego finału DMŚ we Wrocławiu w roku 1961. To było pierwsze żużlowe złoto dla Polski. Indywidualnym mistrzem Polski Henryk Żyto został w roku 1963, natomiast dwie fantastyczne serie miał w latach 1957-59 i 1962-64 w silnie obsadzanym Memoriale Smoczyka. Sześciokrotnie zwyciężając całą krajową czołówkę, dwa puchary przechodnie zdobył na własność, wszystkie w barwach Unii Leszno. Autor książki o Żyto cytuje za Motorem po finale IMP’63: - Tytuł mistrzowski zdobył Henryk Żyto z Unii Leszno. Nie przegrał on żadnego biegu i zademonstrował swój piękny, brawurowy styl. Po okresie niepowodzeń przypomniał, że jest najbardziej rasowym polskim żużlowcem. Gratulujemy pięknego wyniku. W 1965 roku Żyto przeniósł się do Gdańska.

W 1960 roku Henryk Żyto wyjechał do Anglii, zdobywając kolejne rzesze fanów, tym razem wśród Brytyjczyków. Po powrocie sięgnął po swe najważniejsze laury. Ta część kariery z imponującymi zwycięstwami nieznanego szerzej Polaka jest świetnie opisana w książce Wiesława Dobruszka, z licznymi cytatami z brytyjskiej prasy, jak choćby taki: - Jest jakaś magia w zagranicznych żużlowcach. Tajemnica również. I to z pewnością dotyczy także zaangażowanego do startów na Brandon, nowego chłopaka w Coventry, Henryka Żyto.

Gdański rozdział kariery, od roku 1965 aż po sam jej koniec naznaczony był solidnością i dojrzałością wybitnego sportowca, który był przykładem waleczności dla młodych. Taki zawodnik, przez całe dziesięciolecia utrzymujący wysoką formę, kondycję, a przy tym zaangażowany jako trener jest skarbem i marzeniem prezesa każdego klubu. Pan Henryk do końca swej kariery imponował sercem do walki, pozostając liderem Wybrzeża. "Wuja" był mentorem i wzorem. Świadczą o tym opinie jego wychowanków i zarazem kolegów: Zbigniewa Jądera, Zenona Plecha, Leszka Marsza i wreszcie ta najbardziej wzruszająca wypowiedź Gerarda Sikory, który pod skrzydłami Henryka - młodzieńczego idola, wbrew wszystkiemu i wszystkim, zrealizował swoje życiowe marzenie: zadebiutował jako żużlowiec w wieku 25 lat.

Synowie, Piotr i Paweł, nie mogli się oprzeć magii speedway’a, choć pomna swych ciężkich przeżyć mama była temu przeciwna, a tata zanadto też nie zachęcał. Ale siła wyższa - synowie poszli za głosem natury. Paweł szybko zrezygnował odnajdując się w innych życiowych pasjach, natomiast Piotr kontynuował dzieło ojca, najpierw jako obiecujący zawodnik, a potem jako ceniony menedżer i trener, czego pięknym zwieńczeniem jest tytuł mistrzowski zielonogórskiego Falubazu w dopiero co zakończonym sezonie 2009.

Wielkim walorem nowej książki o Żyto są wplątywane w tekst wspomnienia samego Henryka, objawiającego duże poczucie humoru, jego wspaniałej żony, a także bardzo liczne fragmenty dawnych artykułów i relacji prasowych, które uwiarygodniają całość i wprowadzają w specyficzny klimat tamtych lat. W dużej ilości, nigdzie dotąd nie publikowane, zdjęcia pięknie dopełniają reszty. Prawdziwe wydawnicze cacko.

Niezwykłe ciepło tamtych skądinąd trudnych przecież lat, jakie bije ze wspomnień bohatera książki, udziela się mimo woli czytającemu i tylko żal, że te czasy już nigdy nie wrócą. Środowisko żużlowców walczące łokieć w łokieć na torze, poza nim tworzyło z małymi wyjątkami jedną wielką rodzinę, bez względu na przynależność klubową. O tym wspominają często starsi wiekiem żużlowcy, a potwierdza choćby taki oto fragment książki z wypowiedzią Żyto: - Po tym wygranym przeze mnie finale w 1963 roku nie mogliśmy wyjechać z Rybnika przez kilka dni. Pojechaliśmy z kolegami z Górnika na wioskę, w której żona mechanika rybnickiej drużyny Zygmunta Krzyżaka prowadziła knajpę. Gdy trafiliśmy tam w niedzielę po zawodach, akurat odbywała się w tym lokalu jakaś zabawa. No to bawiliśmy się tam. Później znów nas ktoś zaprosił i tak świętowaliśmy ten mój tytuł. Trzeba dodać, iż podobnie vice versa rybniczanie byli przyjmowani w Lesznie, o czym świadczy pełna humoru wypowiedź Andrzeja Wyglendy, zamieszczona w książce, a także taki oto fragment: Po zawodach zaprosił (Henryk Żyto) do siebie... dwójkę kolegów z Górnika, Andrzeja Wyglendę i Antoniego Worynę. Rybniczanie "zakotwiczyli" w Lesznie na dłużej, do tego stopnia, że zaczął ich szukać zaniepokojony prezes górniczego klubu, Tadeusz Trawiński.

W tej znakomitej książce Dobruszka odnajdziemy takie perełki, jak list otwarty żużlowców (Wybrzeża) do kibiców z przeprosinami za przegrany mecz (!), ciekawe wypowiedzi synów żużlowca, kolegów, dowody wielkiej ambicji nawet w skórze oldboy’a, co mocno nadszarpnęło zdrowie pana Henryka, nawet bardziej niż w trakcie wyczynu. Dla zainteresowanych jest i pełna statystyka startów tego wspaniałego żużlowca, mieszczącego się w panteonie najwybitniejszych w całej historii polskiego speedway’a.

Henryk Żyto był tym drugim po Smoczyku idolem Leszna, a przenosząc się nad morze dokonał w względem polskiej topografii niemożliwego - wyniósł Wybrzeże ku szczytom. Gorąco polecam tę lekturę, nie tylko na długie zimowe wieczory.

Stefan Smołka
skomentuj   komentarze (13)   drukuj artykuł        
wasze komentarze (13)

fan gks-su

2009-12-17 22:07:56

Gdzie mozna ta ksiazkie nabyc. Dziekuje za podpowiedzenie. Pozdrawiam wszystkich kibicow zuzla.


IREK

2009-12-14 11:15:31

Jestem młodym kibicem żużla blisko trzydziestki ale żużlem interesuję się od zawsze, nie tylko tym współczesnym ale też tym starszym.H.Żyto należał do tych którzy tworzyli legendę polskiego żużla,z opowiadań wiem że na motocyklu poruszał się już jako grubasek to tak żartobliwie.Wszyscy wystartowali do przodu a pan Żyto na samym końcu ale i tak dostawał gromkie brawa.To był jeden z najdłużej uprawiających ten sport żużlowców.


na zawsze unia leszno

2009-12-14 10:24:11

leszno pamieta ,to jest legenda leszczynskiego żużla .wszystko sie zaczeło od smoczyka iżyto.dziękujemy


namor

2009-12-14 00:49:44

H.Zyto i P.Zyto ojciec i syn.Jakze dwie rozne postacie. Pierwszy zyjaca legenda polskiego zuzla.Zawsze fair ,znakomity sportowiec i swietny gosc.Mam 60 lat i od dziecka pasjonuje sie zuzlem.Pamietam jak dzis kiedy przy samochodowych swiatlach Polacy zostali mistrzami swiata na torze we Wroclawiu. H.Zyto walnie przyczynil sie do tego sukcesu.I druga strona medalu.P.Zyto kombinator ktory zanic ma zasady fair play.Do tego pewny siebie cwaniaczek.Dowod; wypowiedz o zawodnikach Stali Gorzow w trakcie play off 2009.Trenerzyna z Bozej laski ktory dla osiagniecia wyniku posunie sie do nic nie majacego ze sportem kombinatorstwa.Dowody ;preparacje torow Cz-wa Play off 2008 i final 2009.Dla mnie ten gosciu ktorego ksywa brzmi :brona talerzowa; jest gangrena ktora toczy moj ukochany sport.Przyslowie ktore mowi ze:niedaleko spada jablko od jabloni w tym przypadku niestety nie ma racji bytu.Pozdrawiam serdecznie cala zuzlowa brac niezaleznie od miejsca zamieszkania


ax-GKS

2009-12-13 23:55:33

Wczoraj była promocja książki w Gdańsku w Galerii Bałtyckiej.Kapitalna pozycja dla każdego fana żużla.Pięknie wydana ze znakomitymi zdjęciami.Był autor i Henryk Żyto,zawsze ceniony i lubiany w Gdańsku.Cena w promocji 24zł i warto dać te pieniądze.a prowokator "Nieżyto"swoim wpisem dowiódł tylko swej ignorancji.Pozdrawiam fanów żużla w całym kraju.


madrala

2009-12-13 21:55:12

mam pytanie- ma ktos jakis kontakt telefoniczny badz email gdzie mozna zakupic ta ksiazke?????? z gory wielkie dzieki


Nieżyto

2009-12-13 21:53:02

Żyto i Żyto, co oni pokazali? ten piotr tylko sie napina, Falubaz mu życie uratował, bo mu nigdzie nie szło. Ciekawe czy teraz też bedzie taki mądrala, jak mu Walas poszedł. Zobaczymy, cosik wątpiem.


Piotr

2009-12-13 21:46:51

oj widzę że tu mało komentarzy, czyżby tylko tylu prawdziwych kibiców żużla? reszta się napina i udaje??? Pozdrawiam fanów sportu


Zbych

2009-12-13 21:17:40

W porządnej księgarni to kupisz, ja np wiem gdzie szukać w Opolu, a chyba przez internet też się da. Pozdowienia!


stary kibic

2009-12-13 20:59:52

Lepiej napiszcie gdzie nabyć tą książkę. Jeszcze pamiętam Henryka Żyto, już wtedy starszy gość był, ale jeszcze zasuwał, że hej.


GKS

2009-12-13 20:42:29

Pozdrowienia oraz wszystkiego najlepszego z okazji nadchodzących świąt i nowego roku życzy kibic z Gdańska dla pary Gołąbków. Jak żartobliwie mówił o panu Heńku i jego żonie sąsiad z parteru. A dla niewtajemniczonych powiem, że chodziło o kolor włosów państwa Żyto i to, że są nierozłączni jak dwa gołąbki.


KAŻMIRZ BENDKE-konin

2009-12-13 20:27:38

Tak Pan Henryk Zyto to wielka legenda żużla . Panie Henryk miał piękną WYCIĄGNIĘTĄ sylwetkę na maszynie/podobnie jezdził Jarmuła/ i do końca nie odpuszczał...wielkie podziękowanie za wielkie serce do jazdy.


BKS

2009-12-13 20:25:13

Ja juz wczoraj ksiązkę zamówiłem!Znowu kolekcja ksiązek o zuzlu sie powiekszy:}

Wybierz:
Bwin
Sportingbet
Stelmet Falubaz jest już po narciarskim obozie w Harrachovie. Treningi zawodników Drużynowego Mistrza Polski do sezonu 2012 idą pełną parą. Trener zielonogórzan, Rafał Dobrucki, jest zadowolony z przygotowań [...] czytaj »
Patronat SportoweFakty.pl

Partnerzy SportoweFakty.pl


Nigdy się nie spodziewałem, że kiedyś stanę murem za GKSŻ, ale akurat teraz stoję, bo ona pierwszy raz w swej historii i w historii PZM twardo ujęła się za pokrzywdzonymi żużlowcami - pisze Bartłomiej [...] czytaj »
Rune Holta przez wiele sezonów uchodził za naprawdę solidnego żużlowca. Poprzedni rok zachwiał jednak tą opinią w stosunku do Norwega z polskim paszportem. W barwach Unibaksu Toruń zanotował jeden z najgorszych [...] czytaj »