Damian Gapiński: Kup pan akredytację, czyli promocja żużla po polsku
autor: Damian Gapiński | 2010-03-14, 14:25 | źródło: inf. własna |
Od dawna mówi się w Polsce o zbyt małym zainteresowaniu mediów sportem żużlowym. Jakby tego było mało, kluby Ekstraligi wpadły na pomysł, jak całkowicie pozbyć się dziennikarzy ze stadionów.
Ekstraliga Żużlowa wyraziła zgodę na to, aby kluby Speedway Ekstraligi wprowadziły odpłatność za akredytację. To rozwiązanie będące ewenementem na skalę światową. Mniemanie na temat niepowtarzalności produktu jakim jest Speedway Ekstraliga doprowadziło do sytuacji, w której kluby uznały go za bardziej wartościowy niż igrzyska olimpijskie, gdzie akredytacje przyznawane są bezpłatnie. Zasadność wprowadzenia płatnych akredytacji tłumaczy komisarz Speedway Ekstraligi Ryszard Głód. - Jeśli weźmiemy pod uwagę, jak rozpleniły się różne gazetki i portaliki, to decyzję o płatnych akredytacjach uważam za słuszną. Chodzi o wybór reprezentatywnych gazet i uporanie się z jednoosobowymi portalikami prowadzonymi przez niepełnoletnich. Do tej pory klub nie miał podstaw, by odrzucać wnioski o akredytacje i w świat szły nierzetelne informacje. Teraz 200-300 zł skutecznie ich zniechęci. W ten sposób budujemy prestiż dyscypliny - powiedział w rozmowie z Gazetą Wyborczą Głód.
I choć w tym momencie najwłaściwszym rozwiązaniem byłoby ogłoszenie minuty ciszy, to trudno przejść po takich słowach do porządku dziennego. Na całym świecie selekcja tytułów prasowych odbywa się na podstawie rankingów, które bardzo łatwo znaleźć chociażby w internecie. Poważne media posiadają również własne badania oglądalności prowadzone przez wyspecjalizowane firmy. Wreszcie ostatnim rozwiązaniem jest sprawdzenie poziomu merytorycznego danego tytułu prasowego. Muszą się jednak znaleźć ludzie, którzy po pierwsze znają realia świata mediów, a po drugie wiedzą co to PR i marketing. Nie bez znaczenia jest również szeroki punkt widzenia i otwartość na media różnego rodzaju. Od dawna w działaniach przedstawicieli Speedway Ekstraligi widać wyraźny dystans, a wręcz ignorancję dla przedstawicieli mediów. Sprawiają wrażenie, jakby obecność rozgrywek Speedway Ekstraligi w TVP Sport była szczytem promocji polskiego żużla. Oczywiście nie można przekreślać wkładu telewizji TVP Sport w promocję żużla, jednak na niej ta promocja się nie kończy. Poza TVP Sport, Speedway Ekstraliga nie znalazła partnerów medialnych, którzy wpłynęliby w sposób znaczący na promocję sportu żużlowego. Oczywiście szumnie dwa lata temu ogłoszono podpisanie umów patronackich z największym sportowym dziennikiem w kraju oraz najpopularniejszą rozgłośnią radiową, jednak poza standardowi pozycjami, które i tak pojawiały się w obu tytułach, nic więcej dla promocji żużla nie zrobiono. Wkład jednego z największy portali w Polsce polegał zaś jedynie na odpowiednim pozycjonowaniu działu żużel w trakcie sezonu. Dziś bowiem trudno szukać na nim wiadomości o tematyce żużlowej.
Przedstawicielom Speedway Ekstraligi nie ma się co dziwić. Mają ciepłe posadki i po ich działaniach widać, że boją się podejmować jakiekolwiek decyzje, w myśl zasady "nie róbmy sobie wrogów". Zdziwienie pojawia się jednak w momencie, gdy kluby Ekstraligi nie widzą problemu. Przedstawiciele klub z Tarnowa otwarcie mówią nawet o tym, że wprowadzenie płatnych akredytacji to doskonała okazja do podreperowania klubowego budżetu. W tym momencie łatwo sobie odpowiedzieć na pytanie dlaczego żużel był i jest postrzegany jako sport zaściankowy. Dobitnie pokazuje to wypowiedź przedstawiciela innej bardzo popularnej w Polsce dyscypliny - siatkówki. - To dla mnie niewyobrażalna sytuacja, by w ten sposób zarabiać. Przecież jeśli dziennikarze przychodzą na wydarzenie sportowe, to zawsze jest to z korzyścią dla danej dyscypliny, bo ją promują. Siatkówka w naszym kraju jest bardzo popularna, liczba wniosków o akredytację niemal zawsze przekracza limit, ale nigdy nie obierzemy podobnej metody. Selekcja pseudodziennikarzy? To abstrakcyjne tłumaczenie, bo na wnioskach wpisywane są nazwiska i nazwy mediów. W ten sposób bardzo łatwo sprawdzić poziom rzemiosła i ich wiarygodność. Kilka lat temu podobny plan mieli działacze z Kędzierzyna-Koźla, ale środowisko podniosło larum i pomysł upadł. Poza tym pobieranie opłat od dziennikarzy może okazać się strzałem w stopę, bo podrażni sponsorów klubów, dla których kwestie wizerunkowe są tak samo ważne jak wyniki. Siatkówce podobna praktyka nie grozi. Na koniec pamiętajmy, że dziennikarz, nawet jeśli nie wystawi laurki wydarzeniu, to i tak je nagłośni - powiedziała dla Gazety Wyborczej specjalista do spraw mediów Polskiego Związku Piłki Siatkowej Aneta Stożek. W tej samej rozmowie z Gazetą Wyborczą doktor Zbigniew Bajka, medioznawcza i kibic sportu tak mówi o pomyśle klubów Ekstraligi: - Co z tego, że kluby zarobią parę złotówek, skoro stracą dziennikarzy i kibiców? W dobie kryzysu redakcje kalkulują, a kibic to nie tylko ta osoba, która przychodzi na stadion. Mniej dziennikarzy oznacza mniejszy strumień informacji, a przecież żużel nie jest pierwszoplanową dyscypliną w naszym kraju. W końcu to dziennikarze napędzają popularność, więc działaczom powinno zależeć, by pisali jak najwięcej. Poza tym dziennikarz, który musi płacić, może okazać się niedobrym partnerem. Zdaje się, że w ekstralidze żużlowej brak specjalistów od promocji, bo taki przepis brzmi niepoważnie.
Konferencje prasowe przed i po występach polskiej reprezentacji, akcje promocyjne w największych polskich miastach i inne działania planowane w sezonie 2010 przez Polski Związek Motorowy i Główną Komisję Sportu Żużlowego, to tylko jeden z elementów planu marketingowego mającego na celu propagowanie sportu żużlowego. Wszelkie działania mogą jednak zostać zniweczone przez klubowych działaczy, którzy najgłośniej krzyczą o braku promocji żużla, a sami podejmują decyzje, które godzą w dobre imię sportu żużlowego w Polsce. Sezon 2010 zapowiada się pasjonująco. Okres transferowy zaowocował tym, że polskie ligi mogą być najbardziej wyrównane od lat. Emocji na pewno nie zabraknie. Może jednak zabraknąć chętnych, by o tym pisać.





