Maciej Mikołajczyk: Waga olimpijskich medali

autor: Maciej Mikołajczyk | 2010-02-18, 22:00 | źródło: inf.własna |

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

W tym czasie zawiesza się broń i nawet polityka pozostaje w ich cieniu. Mowa oczywiście o igrzyskach , które w tym roku odbywają się w Kanadzie. Sławy światowego sportu objęte są specjalnym czteroletnim programem, który ma poprowadzić je do upragnionego sukcesu na tej wyjątkowej i jedynej w swoim rodzaju imprezie. To właśnie ona wyznacza dawnych, współczesnych, a także przyszłych herosów.

Najlepszym tego dowodem jest rekordowa w naszym kraju oglądalność konkursu skoków w amerykańskim Salt Lake City, gdyż wówczas przed ekranami telewizorów zasiadło aż 13,2 miliona widzów, czego w żadnym stopniu nie można porównać z zawodami Pucharu Świata. Srebro zdobyte niedawno przez Adama Małysza zauważyli pewnie nawet sami Kanadyjczycy, którzy o tej dyscyplinie pojęcia zbytnio nie mają. Bo, ile osób wie, kto zwyciężył w zawodach w niemieckim Willingen w 2004, a która drużyna triumfowała dwa lata wcześniej w zmaganiach drużynowych w Stanach Zjednoczonych.

Nie bez kozery mówi się o tym, że ilość tych najważniejszych krążków zdobytych przez narciarza, biegacza, panczenistę, saneczkarza, czy pływaka mówi o jego klasie. Może nieco inna historia jest z tenisem ziemnym, w którym równie albo nawet i bardziej prestiżowe wydają się być Wielkie Szlemy. Cały czas pamięta się bowiem szczęśliwy występ w Sapporo Wojciecha Fortuny, który do tej pory jest jedynym Polakiem, który stanął na najwyższym stopniu podium na zimowych igrzyskach.

Dyskutować i polemizować na ten temat można jeszcze naprawdę długo, ale zarówno Fortuna jak i między innymi Steven Bradbury do kart historii zapisali się na stałe i nikt ich stamtąd, choćby chciał to uczynić - nie wyrwie. Drugi z nich to łyżwiarz szybki, który w niewiarygodnych wręcz okolicznościach wygrał finałowy bieg na tysiąc metrów w short tracku w 2002 roku. Zawodnik ten pierwszy krążek z najcenniejszego kruszcu dla Australii i na najważniejszym wówczas sportowym wydarzeniu dwudziestego pierwszego wieku do 1/2 dostał się dzięki dyskwalifikacji reprezentanta Kanady Marca Gangnona, a w półfinale cały czas utrzymywał się na szarym końcu rywalizacji na lodzie, co nie przeszkodziło mu w kolejnym awansie. Jego przeciwnicy uczestniczyli bowiem w kraksie, a historia powtórzyła się również w boju o medale, kiedy to ominął wszystkich leżących na torze, w tym znakomitego Amerykanina Apolo Antona Ohno. Popularny w swojej Ojczyźnie być musi i będzie, o czym świadczy na przykład jego udział w "Tańcu z Gwiazdami".

Presja na osiągnięcia uznawanych za faworytów do "pudła" w Kraju Klonowego Liścia jest niewątpliwie ogromna, co świetnie potwierdza wydarzenie sprzed kilkudziesięciu godzin, gdy zawiedziony książę Norwegii Haakon postanowił szybko wrócić do Oslo. "Wikingowie" rozczarowują bowiem niesamowicie i ratuje ich tylko rewelacyjna Marit Bjoergen. W Państwie Fiordów liczyli najmniej na 25 medali, a póki co jest to trudne do zrealizowania. Nie lepiej sytuacja przedstawia się w Finlandii, która jak na razie musi zadowolić się zaledwie drugą pozycją snowboardzisty Peetu Piroinena. Wciąż bez spektakularnego startu na IO są Janne Ahonen i Hannu Maninen. Ten pierwszy to istny pechowiec, gdyż trzykrotnie na prestiżowej imprezie czwarty był czwarty na obiekcie normalnym, a w Turynie otrzymał wysoką szóstą notę.

Kompletnie nie wiedzie się również austriackim alpejczykom i ekipie rosyjskiej. W Skandynawii każde oko będzie zapewne w czwartek zwrócone na sylwetkę Ole Einara Bjoerndalena, dla którego powrót do kraju bez indywidualnego złota byłby po prostu porażką.

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Powiązane artykuły

Dodaj swój komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz

Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się. Zajmie to pół minuty.


Dowiedz się jak umieszczać linki do tagów, pogrubiać tekst, itp.