Martwią błędy na strzelnicy - rozmowa z Tomaszem Sikorą, polskim biathlonistą
autor: Polska Agencja Prasowa | 2010-02-11, 12:12 | źródło: PAP |
Dwa treningi dziennie, dodatkowe zajęcia z karabinem i mało wolnego czasu - tak wygląda dzień biathlonisty Tomasza Sikory, który przygotowuje się do rozpoczynających się w piątek igrzysk olimpijskich w Vancouver. Martwią go błędy na strzelnicy i pogoda.
PAP: W Whistler zamiast śniegu pada deszcz. Jak wyglądają biathlonowe trasy?
Tomasz Sikora: W tej chwili to już obojętne, czy pada deszcz, czy ciężki śnieg. Trasy są bardzo miękkie, grząskie i ciężko biegać swoją techniką, bo trzeba się dopasowywać do śladów, które zrobił ktoś wcześniej. Wolałbym, by było bardziej mroźnie.
W niedzielę pierwszy start. Z niecierpliwością czy ze spokojem czeka pan na inaugurację?
- Raczej ze spokojem. Igrzyska jeszcze się nie zaczęły, nie było otwarcia, a myślę, że emocje dopiero wtedy się pojawią. Jedynie na stołówce widać, że wszystkie ekipy się zjechały i jest bardzo dużo ludzi.
Dobrze się mieszka w wiosce w Whistler?
- Jak to na igrzyskach. Nie ma super komfortu, brak telewizorów i tego typu udogodnień, ale tak jest za każdym razem. Niczego innego się nie spodziewaliśmy.
Przed wylotem mówił pan, że igrzyska od innych zawodów różnią się też tym, iż jest więcej wolnego czasu między startami. Jak pan zabija nudę?
- Jakoś na razie się nie nudzę. Nie jesteśmy bowiem w okresie typowo startowym. Rano i po południu jest trening, między nimi posiłki, a wieczorem jeszcze zajęcia z karabinem. W tej chwili wolnego czasu jest naprawdę mało. Poza tym sam plan startu w Vancouver jest bardziej napięty niż to było cztery lata temu w Turynie, gdzie od drugiego dnia do samego końca mieliśmy starty. W Kanadzie rywalizujemy co jeden, dwa dni. Myślę, że tego czasu tak wiele nie będzie.
To lepszy kalendarz dla pana?
- Lepszy. Wolę być w rytmie - start, następnego dnia od razu testowanie nart i koncentracja przed kolejnym biegiem.
Wolne chwile jednak się pojawią...
- Jestem przygotowany. Wziąłem ze sobą książki i płyty, wszystko co się dało. Zacząłem już nawet jedną czytać, ale dosyć opornie mi idzie, bo nie mogę się w nią wciągnąć. Nawet nie wiem, jaki ma tytuł, bo kupiłem w ostatniej chwili na lotnisku w Polsce.
Co z pana zdrowiem? Przeziębienie minęło?
- Na szczęście już tak. Zespół medyczny wziął się za mnie bardzo ostro i praktycznie była to tylko jednodniowa niedyspozycja.
Za panem już jeden sprawdzian, na nietypowym dystansie 8,5 km. Zadowolony?
- Jeszcze coś jest nie tak ze strzelaniem w pozycji leżącej. Spudłowałem dwa razy, a do tej pory było dobrze. To mnie tak troszeczkę zmartwiło. Musimy jednak na spokojnie z trenerem usiąść i przeanalizować co było powodem i co zrobić, by błędów nie powtórzyć w startach olimpijskich.
A co z formą biegową?
- Wszystko jest w porządku, czuję się nieźle fizycznie. Myślę, że jest wszystko tak, jak być powinno. Nic tylko startować.


