Czy Federer zdoła powrócić na tron?

autor: Rafał Trzaskawka | 2009-01-24, 17:30 | źródło: inf. własna / atpworldtour.com |

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Stereotyp Federera podatnego na zranienie, który chce odzyskać swój tron to uznanie dla jego niesamowitego tenisowego dziedzictwa. Wraz z rozpoczęciem sezonu 2009 Roger Federer wkracza w nową fazę swojej wielkiej tenisowej kariery. Fazę potencjalnie różną od poprzednich, niebezpieczną jak zawsze i onieśmielającą jak nigdy.

Onieśmielającą, ponieważ stary mistrz pragnie odzyskać pierwszą pozycją w rankingu. Niebezpieczną, ponieważ obok Novaka Djokovica i Andy’ego Murray’a pojawia się coraz więcej młodych i głodnych zwycięstw tenisistów stąpających Rogerowi po piętach, mających na celu zapisać własną kartę w tenisowej historii. Ale również odróżniającą z możliwością powrócenia na szczyt rankingu przez Szwajcara na koniec 2009 roku.

Powrócenie na pierwsze miejsce w rankingu na koniec roku po wcześniejszej utracie tej pozycji udało się wcześniej tylko Ivanowi Lendlowi. Dwadzieścia lat temu Lendl stracił pierwszą pozycję w rankingu po 157 tygodniach panowania. Gracz był w stanie dokonać wielu wyrzeczeń i całkowicie poświęcić się powróceniu na szczyt rankingu. Federera i Lendla łączy jedna cecha. Obaj wspaniale czuli się jako najlepsi tenisiści świata. Wiele tenisowych sław takich jak , John McEnroe, Boris Becker, Jim Courier czy Yevgeny Kafelnikov odczuwali zbyt dużą presję będąc numerem jeden. Preferowali ścigać niż być ściganym. - Bycie numerem jeden to wspaniałe uczucie. Nie odczuwałem presji. Presja to rzecz, którą tenisiści sami ściągają na siebie, to oczekiwania dobrych wyników. To zupełnie inna rzecz niż wygrywanie meczów - mówi Lendl. Ivan, podobnie jak Federer miał swojego odwiecznego rywala, Matsa Wilandera, który pokonał Lendla w finale US Open w 1988 roku.

Przez ostanie pół dekady 27-latek zawiesił poprzeczkę tak wysoko, że sam z tego żartuje: - Stworzyłem potwora. Szwajcar okupując pozycję lidera rankingu przez 237 tygodni przeniósł pojęcie dominacji na zupełnie inny poziom.

Poprzedni sezon w wykonaniu Federera byłby szczytem marzeń wielu innych tenisistów. Szwajcar dotarł to trzech wielkoszlemowych finałów, wygrywając swój piąty tytuł na US Open. Jednakże dla wielkiej tenisowej legendy był to rok niepokoju i nienapotykanych wcześniej wyzwań. W wieczór wygrania swojego trzynastego wielkoszlemowego turnieju Szwajcar powiedział: - Powrócenie na szczyt rankingu po utracie tej pozycji byłoby najlepszym scenariuszem napisanym przez los.

Rok 2008 nie zaczął się dla Federera dobrze. Szwajcar zachorował na mononukleozę co odbiło się na jego formie fizycznej i stanie psychicznym. Swój pierwszy tytuł w roku wygrał dopiero w kwietniu. Wiosna upłynęła pod znakiem sromotnej porażki w finale French Open z odwiecznym rywalem Rafaelem Nadalem, początek lata to pamiętny finał Wimbledonu, gdzie ponownie serce Szwajcarowi złamał Nadal. - Rok 2008 był pozytywny. Aczkolwiek przegrałem kilka ważnych meczów, których nie powinienem był przegrać i to boli najbardziej - podkreśla Federer.

Lendl podkreśla, że cele Federera nie są zbieżne do tych, które on miał w przeszłości. - Roger chce teraz pobić rekord Samprasa w ilości wygranych Wielkich Szlemów. Zwycięstwo w Australii na pewno zrzuci z niego trochę presji. W okresie słabszej formy Federera nie było osoby, która nie miałaby zdania na temat tego co w grze Szwajcara należałoby zmienić. Nie obyło się również bez głosów, że to koniec mistrza. I wtedy, tak jak na wielkiego czempiona przystało Roger Federer odnalazł inspirację. Wraz ze swoim partnerem Stanislasem Wawrinką zdobył złoty medal olimpijski w grze deblowej. Pomimo porażki Federera w ćwierćfinale w singlu tenisowym komentatorom brakowało słów, by opisać reakcje Rogera po zwycięskim meczu finałowym. - To moment odzwierciedlający najskrytsze sny. Możliwość dzielenia tej radości z osobą, która jest mi tak bliska to nieporównywalne do niczego innego uczucie - powiedział po finale w Pekinie Federer. To zwycięstwo dodało mistrzowi skrzydeł zarówno w aspekcie fizycznym jak i psychicznym i pozwoliło mu w pięknym stylu triumfować w US Open.

Z niecierpliwością oczekujemy na kolejne popisy szwajcarskiego maestro w 2009 roku. Przytaczając słowa Lendla - Roger jest na najlepszej drodze, by zostać najlepszym graczem w historii dyscypliny. Nie każdy fan tenisa się zgodzi z tym stwierdzeniem. Dla wielu Federer już nim jest.

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Powiązane artykuły

Dodaj swój komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz

Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się. Zajmie to pół minuty.


Dowiedz się jak umieszczać linki do tagów, pogrubiać tekst, itp.

Ostatnie komentarze

Sortuj:
Edward

To nie jest taka prosta analiza. Tak się gra jak przeciwnik pozwala i odnosi się to do każdej dyscypliny sportu. Otóż trzeba stwierdzić jednoznacznie, że w okresie gry Federera (także Samprasa) nie było takich znowu dobrych przeciwników.

Przecież gra Nadala nie jest na ogół taka ładna, choć większość komentatorów zwraca uwagę na te rotacje piłeczki, ale przecież niektórzy dobrze sobie z tym radzą, czego nie potrafi jednak Federer.

Przegrał z Nadalem 5 finałów WS i jeden półfinał (w innym razie byłby w tym finale) i nie może wyciągnąć z tego wniosków. Dlaczego ? Po prostu nie wie jak to zrobić. Jest do tego stopnia zdesperowany, że rozpłakał podczas ostatniej ceremonii po AUS OPEN.

Można oczywiście mówić, że ten płacz to jego wielka chęć wygrywania i szukania dalszych rekordów. Jednakże trzeba też powiedzieć sobie jasno, że Federer ma także słabe strony (a któż ich nie ma), szczególnie pod względem mentalnym.

Potrafi pięknie wygrywać gem po gemie, ale ma też niezrozumiałe przestoje w grze. Nadal wspaniale to odczytuje i jestem pewien, że Federer przegrałby w finale US OPEN w ub.r. gdyby Nadal nie odpadł w półfinale.

Jeżeli jednak w tym roku tak się ułoży, że Nadal trafi do wszystkich finałów, to ma wielką szansę na zdobycie Wielkiego Szlema, a tego Federer nie dokona, bo Nadal nadal gra.

Znasz przecież karierę wspaniałej tenisistki
Steffi Graf. Była przez pewien czas nie do pokonania, ale w pewnej chwili pojawiła się Seles (grała w podobnym stylu jak Nadal), która przerwała jej pasmo sukcesów, a powróciła jeszcze później po bestialskim zachowaniu niemieckiego kibica.

Dla mnie oglądanie jednostronnych pojedynków jest zbyt nudne (tak Samprasa, jak i Federera)
i zdecydowanie wolę to co się dzieje dzisiaj, przynajmniej w wydaniu Federer-Nadal.

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0