Kobiecy tenis pełen mistrzyń, ale bez królowej
autor: Polska Agencja Prasowa | 2012-02-02, 15:45 | źródło: PAP |
Pięć ostatnich turniejów cyklu Wielkiego Szlema zakończyło się zwycięstwami pięciu różnych tenisistek, przy czym tylko Białorusince Wiktorii Azarence ten sukces dał prowadzenie w rankingu WTA. Wraca pytanie, kto na dłużej może zostać królową światowych kortów?
W 2011 roku często wracał temat Dunki polskiego pochodzenia Caroline Wozniacki, która do poniedziałku spędziła 67 tygodni w fotelu liderki, choć wciąż brakuje jej triumfu w Wielkim Szlemie.
- To dyskusja czysto akademicka, jak analizowanie czy najpierw było jajko czy kura. Żeby zakończyć sezon jako numer jeden na świecie trzeba grać dobrze i równo przez cały rok, a nie wystarczą pojedyncze efektowne zwycięstwa. Co z tego, że ktoś będzie miał dwa najlepsze tygodnie w karierze, a najgroźniejsze rywalki posypią się w drabince choćby przez kontuzje. Sezon trwa 10 miesięcy, a o tym kto jest najlepszy decydują pozycje w rankingu na koniec października - powiedział PAP Piotr Woźniacki, ojciec i główny trener tenisistki z Odense.
Dunka jest teraz czwarta na świecie po tym, jak odpadła w ćwierćfinale Australian Open. Wciąż jej najlepszym wynikiem w Wielkim Szlemie jest finał nowojorskiego US Open 2009.
- To nie znaczy, że nie zależy nam na zwycięstwach wielkoszlemowych, ale nie będziemy się napinać na siłę. Wierzę, że przyjdą w odpowiednim czasie, ale musimy na to ciężko pracować. Można być w życiowej formie, ale w półfinale czy finale trafia się na dziewczynę z "piątki", która też może akurat grać najlepszy tenis. Wtedy potrzeba też zwyczajnie trochę szczęścia - uważa Wozniacki.
W sobotę Azarenka zdobyła pierwszy tytuł wielkoszlemowy w karierze, a po triumfie w Australian Open powiększyła swój dorobek do 8585 punktów. Druga Czeszka Petra Kvitova ma 7690 pkt, trzecia Rosjanka Maria Szarapowa - 7560, a Wozniacki - 7085. To oznacza, że Białorusinka będzie liderką co najmniej do marcowych imprez WTA Premier I w Indian Wells i Miami.
Kvitova miała już szansę zostać numerem jeden na świecie w połowie stycznia, ale nie zdołała wygrać turnieju w Sydney - odpadła w półfinale, a wygrała Azarenka. Podobnie było dwa tygodnie później w Australian Open.
Czeszka triumfowała w lipcu w Wimbledonie, a w październiku wygrała kończący sezon turniej masters - WTA Championships w Stambule. Choć zakończyła go jako druga w rankingu to jej, a nie Wozniacki, przypadł prestiżowy tytuł "Tenisistki Roku", bowiem zrobiła największe postępy. Dunka w Melbourne i Nowym Jorku odpadła w półfinale, w Londynie w czwartej rundzie, a w Paryżu - w trzeciej.
W styczniu 2011 w Australii zwyciężyła Belgijka Kim Clijsters, która w lutym na tydzień wyprzedziła Wozniacki w rankingu. Natomiast pozostałe tytuły wielkoszlemowe rozdzieliły nieoczekiwanie między sobą debiutujące w tej roli Chinka Na Li w Roland Garros oraz Australijka Samantha Stosur w US Open.
Obie na początku nowego sezonu nie błyszczą formą, za to wyraźnie odzyskuje ją Szarapowa. Rosjanka doszła w Melbourne do finału, ale nie zdołała w nim stawić poważniejszego oporu Azarence i od stanu 3:3 w pierwszym secie straciła kolejne dziewięć gemów.
Przed Białorusinką fotel liderki dzięki triumfowi w wielkoszlemowej imprezie zajęła 9 czerwca 2008 roku, po zwycięstwie w Roland Garros (12 tygodni). Potem, 11 sierpnia 2008 r., zmieniła ją rodaczka Jelena Jankovic (18 tygodni), a kolejną "jedynką" została 20 kwietnia 2009 r. Rosjanka Dinara Safina (26 tygodni), ale obu nie udało się wygrać żadnego z czterech najważniejszych turniejów w sezonie.
- Wreszcie kobiecy tenis ma królową z prawdziwym posagiem. Jednak jej panowanie może być krótkie, bo Petra i Maria będą jej deptać po piętach. Wydaje się, że ten rok będzie należał do tych trzech dziewczyn - skomentował finał Australian Open John McEnroe.
Ćwierćfinał w Melbourne (przegrany z Azarenką) dał Agnieszce Radwańskiej szóstą pozycję w rankingu, najwyższą w karierze. Choć Polce ciężko będzie nawiązać walkę z silniejszymi fizycznie rywalkami sklasyfikowanymi przed nią, to może jej się udać wejść do czołowej piątki.


