Trzeba popracować nad grą z wiatrem - rozmowa z Tomaszem Wiktorowskim, trenerem Agnieszki Radwańskiej

autor: Polska Agencja Prasowa | 2012-01-16, 08:31 | źródło: PAP |

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Agnieszka Radwańska wygrała z Amerykanką Bethanie Mattek-Sands 6:7 (10-12), 6:4, 6:2 w I rundzie wielkoszlemowego Australian Open, ale sporo kłopotu sprawiały jej podmuchy wiatru. Trener Tomasz Wiktorowski uważa, że musi ona poprawić grę w takich warunkach.

Wiktorowski, kapitan reprezentacji Polski w rozgrywkach o Fed Cup, towarzyszy 22-leniej zawodniczce podczas startów w Australii i będzie z nią jeździł na turnieje do igrzysk olimpijskich w Londynie. W Krakowie trenuje ona wciąż razem z ojcem Robertem Piotrem Radwańskim.

Polska Agencja Prasowa: To był mecz z gatunku takich, po których można mocno posiwieć?

Tomasz Wiktorowski: Cóż, dzień jak co dzień w kobiecym tenisie. Na pewno dzisiaj w głównej roli wystąpił wiatr. Wiało mocno, chwilami bardzo mocno. Oczywiście można powiedzieć, że Agnieszka grała trochę krótkie piłki i bez większego ryzyka, ale jej zawsze się ciężko gra przy takim wietrze. To warunki, z którymi przy swoim stylu gry nie bardzo potrafiła sobie poradzić. Najlepiej problem ten obrazował tie break w drugim secie: prowadziła 5-1, a po zmianie stron kortu zrobiło się 5-6. Właściwie dopiero w trzecim secie udało jej się zniwelować skutki uboczne i zapanować nad grą.

Ale Mattek-Sands grała ryzykownie, na granicy błędów, uderzając piłki z całej siły i w sumie była bliska sprawienia niespodzianki...

- W sumie nie trudno chodzić do przodu, gdy dostaje się piłkę w pół kortu, albo serwis 120 km/godz. w sam środek na wysokości barku. Nie trzeba być jasnowidzem, żeby wiedzieć, że z czegoś takiego wróci bomba i będzie atak do siatki.

Nie brakowało trochę dropszotów Agnieszki, które okazały się skuteczną bronią Amerykanki?

- Brakowało kilku elementów. Problem w tym, że Agnieszka ewidentnie nie "czuła gry". Wiem, że dziwnie to brzmi ale inaczej tego zjawiska nie da się nazwać. W takich momentach ciężko podejmuje się właściwe decyzje oraz słabo czyta się to, co zrobi przeciwniczka. Nie zmienia to jednak faktu, że ze strony Agnieszki była trochę zbyt zachowawcza gra.

W Melbourne wiatr często przeszkadza w grze. Jak można się do tego przygotować?

- Na pewno to jest słabszy punkt i należałoby więcej popracować nad grą pod wiatr i z wiatrem, ale to nie jest takie łatwe. Trzeba by chyba cały czas trenować na Helu, albo na Krecie czy w Miami, bo tam zawsze wieje. W innych miejscach to jest praktycznie niemożliwe. Teorię oczywiście znamy i Agnieszka też zdaje sobie sprawę co powinna zrobić w takich sytuacjach, ale co innego wiedzieć, a co innego to zrealizować.

Czy można nad tym w pełni zapanować przed kolejnym występem?

- Mecz toczył się dziś przy temperaturze 33-34 stopni, a na korcie było jeszcze cieplej. Do tego wiatr kręcił piłkami. Prognozy są takie, że w najbliższych dniach będzie podobnie, a tu trudno zorganizować prawdziwy trening. Tu jest tłum ludzi i tylko 20 kortów, więc można co najwyżej na nie wejść i poodbijać trochę piłek, no i od razu zejść. Właściwie słowo trening byłoby w tym przypadku nadużyciem.

A sama nawierzchnia jest szybka czy raczej wolniejsza?

- To typowy hardkort, ani wolny ani szybki, ale na pewno w tym upale piłki latają tu szybciej. Nawierzchnia, na której w ubiegłym tygodniu Agnieszka grała w Sydney i takie same piłki, więc warunki są podobne. Tylko ten wiatr, właściwie wieje tu od samego początku. To praktycznie jedyna różnica w porównaniu z poprzednim turniejem.

Kolejna przeciwniczka - Argentynka Paula Ormaechea, jest 189. na świecie i awansowała do drabinki z eliminacji. Czyli będzie to słabsza rywalka od Mattek-Sands?

- Nie można bagatelizować żadnej dziewczyny z niższym rankingiem, nawet jeśli przebijała się przez eliminacje. Jest w II rundzie Wielkiego Szlema, więc trzeba się do niej odnosić z szacunkiem i przygotować na ciężki mecz.

Na sukience Agnieszki pojawiła się naszywka z dość dużym logo "[is]". Czy to nowy sponsor?

- To jest na razie sprawa tylko na ten turniej. Dalej się okaże.

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Powiązane artykuły

Dodaj swój komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz

Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się. Zajmie to pół minuty.


Dowiedz się jak umieszczać linki do tagów, pogrubiać tekst, itp.