Czas na finał w Melbourne - rozmowa z Nikodemem Jaworskim, menedżerem tenisistów
autor: Polska Agencja Prasowa | 2012-01-12, 14:45 | źródło: PAP |
Mariusz Fyrstenberg i Marcin Matkowski mają za sobą ubiegłoroczne finały US Open i turnieju Masters. Menedżer tenisistów, Nikodem Jaworski spodziewa się powtórki tych wyników w wielkoszlemowym Australian Open (16-29 stycznia).
Polska Agencja Prasowa: Tylko jeden mecz, w dodatku przegrany, przed Australian Open nie budzi niepokoju przed startem debla w Melbourne?
Nikodem Jaworski: To ulubiony turniej Mariusza i Marcina, zawsze czują się tam bardzo pewnie i przecież osiągnęli tam pierwszy półfinał w Wielkim Szlemie w 2006 roku. Mało meczów przed Australian Open nie ma aż takiego znaczenia, bo chłopcy solidnie teraz trenują w Australii. Pamiętajmy, że Marcin został ojcem w połowie grudnia, więc potrzebował więcej czasu na wejście w nowy sezon. Dlatego Mariusz zagrał wcześniej w Brisbane z innym partnerem. Ja w nich wierzę, bo chyba czas wreszcie na finał w Melbourne.
Wrześniowy finał US Open, listopadowy Masters, cóż, oczekiwania na rok 2012 są chyba spore?
- Jestem przekonany, że duet Fyrstenberg-Matkowski jest w stanie poprawić ubiegłoroczne rezultaty, jeśli tylko zdrowie pozwoli. Pamiętajmy, że oprócz czterech turniejów Wielkiego Szlema i mastersa będą jeszcze igrzyska olimpijskie.
Chyba zapowiada się liczna polska ekipa w Londynie?
- Fyrstenberg i Matkowski oraz Agnieszka Radwańska są praktycznie pewni kwalifikacji, muszą tylko do Roland Garros grać "swoje" i unikać kontuzji. Być może dołączą do nich Łukasz Kubot i Urszula Radwańska. Na horyzoncie jest jeszcze debel Alicja Rosolska i Klaudia Jans-Ignacik, które zbierają teraz punkty do rankingu grając oddzielnie. Agnieszka i męski debel to są potencjalne szanse medalowe.
To brzmi jak zapowiedź przełomowego roku dla polskiego tenisa...
- Jeżeli przyjmiemy, że "przełomowy" oznacza punkt zwrotny dla rozwoju tej dyscypliny, to uważam, że tak. Ale nie zapominajmy, że takie momenty już były, są i będą się zdarzać. Kiedyś Wojtek Fibak i jego wielkie sukcesy w singlu i deblu. Teraz Radwańska oraz Fyrstenberg z Matkowskim, Kubot w pierwszej setce rankingu ATP. To na pewno punkty zwrotne polskiego tenisa w ciągu ostatnich czterech dekad. Dzięki nim dyscyplina zyskała na popularności, ale czy z tego wyrosną następcy to już inna historia.
To już nie brzmi zbyt optymistycznie...
- To temat na inną rozmowę i chyba nie ze mną, a może z prezesem Polskiego Związku Tenisowego. Mamy młodych utalentowanych zawodników, różne inicjatywy, jak choćby Siemens AGD Tennis Team Polska, czy też ludzi z PZT zaangażowanych w szkolenie z ramienia PZT, jak Wojciech Andrzejewski, Radosław Szymanik czy Henryk Kornas. Jednak to zaledwie mały fragment dużej łamigłówki. W końcu po Fibaku czekaliśmy 35 lat na występ Polaka w finale turnieju Masters czy ćwierć wieku na zawodnika w Top 50 rankingu singlistów.
Może to kwestia braku pieniędzy na szkolenie utalentowanej młodzieży?
- Tym bardziej trzeba wykorzystać taki rok, jak ten, w którym o tenisie powinno być głośno. Kiedy w 2008 roku rozpocząłem współpracę z Fyrstenbergiem i Matkowskim pierwsze sto rozmów z potencjalnymi sponsorami zakończyło się niczym. Kiedy mówiłem, że kiedyś zagrają w finale Wielkiego Szlema ludzie pukali się w czoło. Dziś deblistów wspiera grupa zaufanych partnerów jak Tauron, Siemens i Adidas, a twarze chłopaków trafiają na okładki prestiżowych magazynów i coraz częściej występują w telewizji. Jeszcze częściej pojawia się wszędzie Radwańska.
Czy Fyrstenberg i Matkowski zagrają w tym roku w Polsce?
- Raczej nie wystąpią w żadnym turnieju w kraju, ale w maju zagrają tradycyjnie mecz pokazowy podczas Siemens AGD tennisCup w Warszawie. Będzie tam można zobaczyć też młodych zawodników z teamu, jak Walków, Gresk czy Gajewski, którzy w tym sezonie będą walczyć też o miejsca w juniorskich turniejach Wielkiego Szlema.


