Roger, Serena i Kim: czas żniw

autor: Łukasz Iwanek | 2012-01-10, 17:54 | źródło: inf. własna |

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Kruszą się tenisiści i tenisistki już na początku roku. Lista wycofań z Australian Open coraz dłuższa, a w pierwszym tygodniu sezonu kreczowały bądź oddawały mecze walkowerem największe gwiazdy: Roger Federer oraz Kim Clijsters i Serena Williams.

Skręcenie kostki, jakiego doznała Serena może przytrafić się każdej tenisistce i każdemu tenisiście o każdej porze roku. Za to urazy Clijsters i Federera już w styczniu muszą wzbudzać niepokój. A przecież tych, którzy odczuwali różne dolegliwości już w pierwszym tygodniu sezonu było znacznie więcej. Gdy się spojrzy na listę tych, którzy już wycofali się z Australian Open człowiek się zaczyna zastanawiać co tu się u diabła dzieje, przecież to początek roku!

Zawodowy tenis coraz bardziej przypomina szpital niekoniecznie na peryferiach. Oczywiście są dwie strony medalu: winni są tenisiści, którzy w pogoni za pieniędzmi grają gdzie się da i kiedy się da oraz winne są władze ATP i WTA, które rozbudowały kalendarze do monstrualnych rozmiarów. Nic w tym względzie nie zmieni małe skrócenie sezonu ATP od tego roku czy kończenie sezonu przez tenisistki w październiku. Tenisiści często powtarzają, że po US Open każdy marzy już o odpoczynku. Ale grają i grają (wiadomo kasa misiu, kasa), a najlepsi chcą dotrwać do Mistrzostw WTA oraz Finałów ATP World Tour (wielka kasa misiu, wielka kasa), potem padają jak muchy w smole. I koło się zamyka...

A może rzucić rewolucyjny pomysł kończenia sezonu po US Open? Patrząc na lecący na łeb na szyję poziom imprez wieńczących sezon należy się zastanowić nad sensem rozgrywania ich w październiku i listopadzie. Może dać tenisistom i tenisistkom więcej czasu na regenerację sił i przenieść te turnieje na koniec roku? Po co zawodnicy i zawodniczki przed otwarciem sezonu mają się tułać po pokazówkach lecąc na kasę, niech lecą na kasę w poważnych zawodach.

Za nami otwarcie sezonu olimpijskiego 2012. W Brisbane triumf Andy'ego Murraya. Ręka Ivana Lendla, którego wierny czytelnik L'Equipe Wojciech Fibak doprowadził do pierwszego wielkoszlemowego tytułu, już działa? Nie sądzę, większy pożytek przyniosłoby odsunięcie w cień wszędobylskiej mamy Judy. Szkot i Agnieszka Radwańska często porównywani są do siebie (łączą ich wytrawne szachy na korcie). Isia od ojca się powoli odseparowuje, a w przypadku Andy'ego ciągle można odnieść wrażenie, że to Judy jest najważniejszą postacią w jego obozie i ona wszystkim i wszystkimi trzęsie (ciekawe czy to ona zatrudniła Lendla?). Czy nowy trener, debiutant w tej roli, jest w stanie odmienić oblicze Murraya? Szkot przede wszystkim musi sobie naprawić głowę, która w tych najważniejszych momentach szwankuje. Może sobie wygrać Brisbane, a w Melbourne ponownie będzie miał muchy w nosie (wszystko jedno czy w finale czy wcześniej). A może Lendl oduczy go maniery nazbyt częstego grania slajsem i wyciągnie w górę liftowany bekhend? Dokładnie tego Fibak nauczył Czecha, więc może ten przekaże dobre nawyki swojemu podopiecznemu? Może z tej mąki kiedyś Szlem się ulepi?

Na koniec liczba tygodnia. Co w sobotę połączyło Petrę Kvitovą i Kaię Kanepi? Obie wygrały turniej w Brisbane będąc notowane na 34. miejscu w rankingu WTA. Czeszka rok temu rozpoczęła wówczas swój szybki marsz w kierunku niemal czoła rankingu (Wimbledon i parę innych tytułów). A czy ta liczba będzie szczęśliwa dla Kanepi, która w Brisbane grała tenis, do jakiego nigdy wcześniej się nie zbliżyła (nawet gdy osiągała wielkoszlemowe ćwierćfinały)? Francesca Schiavone nie miała prawa wygrać Rolanda Garrosa, a jednak dokonała tego. Czy Kaia będzie kolejną tenisistką, która udowodni światu, że nie ma misji niemożliwych do wykonania?

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Powiązane artykuły

Dodaj swój komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz

Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się. Zajmie to pół minuty.


Dowiedz się jak umieszczać linki do tagów, pogrubiać tekst, itp.

Ostatnie komentarze

Sortuj:
pedro

Wojciech Fibak to jest gość. Jak Andy Murray wygra kiedyś Szlema to powie, że to też jego zasługa, bo kiedyś Lendla trenował.

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0
Fox

Felietony pana Iwanka to jak mocnego ginu szklanka :)

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 1