Igrzyska to marzenie, które chcę zrealizować - rozmowa z Łukaszem Kubotem
autor: Polska Agencja Prasowa | 2012-01-01, 12:50 | źródło: PAP |
Łukasz Kubot był już w czołowej dziesiątce rankingu deblistów, również Top 50 singlistów, dwukrotnie grał w turnieju Masters. Głównym celem tenisisty z Lubina na rok 2012 jest uzyskanie kwalifikacji olimpijskiej na igrzyska Londynie.

Łukasz Kubot, 29 lat, numer 1 polskiego tenisa (foto EPA)
W roku 2011 było blisko ćwierćfinału Wimbledonu, powrót do czołowej setki rankingu, a w poprzednich dwóch sezonach występy w turnieju Masters deblistów. Co dalej?
Łukasz Kubot: W tenisie nie da się nic przewidzieć, ale mam ważny cel na najbliższe miesiące, czyli wypełnienie kryteriów do startu w londyńskich igrzyskach. Były zawsze moim marzeniem i bardzo chciałbym je zrealizować.
Obecny ranking jest chyba "na styku", więc dla pewności trzeba go trochę poprawić?
- Tak, wydaje mi się, że kwalifikacja będzie koło 70. miejsca, a przecież uwzględniany będzie ranking dopiero po Roland Garros. W Paryżu będę bronił sporo punktów za wygrane kwalifikacje i III rundę, więc nie będzie łatwo. Jednak wcześniej mam pięć miesięcy na uzbieranie punktów. Najważniejsze, żebym dobrze rozpoczął rok, a planuję parę zmian. Nie pojadę na przykład w lutym do Ameryki Południowej, lecz będę się starał grać głównie na twardych kortach. Dlatego po Australian Open wrócę do Europy i będę grał w hali, zanim polecę do Indian Wells i Miami.
W igrzyskach wystąpi debel Fyrstenberg-Matkowski, więc oprócz singla mógłby pan jeszcze zagrać tylko w mikście...
- Jest taka szansa, ale na razie teoretyczna, bo z moim obecnym rankingiem będzie ciężko. Choć z drugiej strony Agnieszka Radwańska jest bardzo wysoko, w dodatku ma w kim wybierać. Wierzę, że dokona z naszej trójki właściwego wyboru, który da jej szansę na zdobycie medalu.
Igrzyska na londyńskiej trawie trzy tygodnie po zakończeniu Wimbledonu. To dobry pomysł czy karkołomny?
- Szkoda, że pomiędzy nie będzie okazji do gry na trawie, tylko same turnieje na kortach ziemnych. Z trenerem Janem Stoczesem zamierzamy wybierać imprezy rozgrywane na dużych wysokościach, gdzie piłki latają szybciej, czyli Stuttgart, Gstaad, Kitzbuehel. Tam będę się starał grać swój tenis serwis-wolej i mam nadzieję, że to będzie dobra forma przygotowań do igrzysk. Najpierw jednak muszę się zakwalifikować.
Oprócz wysokiego rankingu, żeby myśleć o igrzyskach, musi pan wystąpić chyba także w reprezentacji?
- Tak, muszę zagrać na wiosnę w Pucharze Davisa. Raczej nie planuję występu przeciwko Madagaskarowi w lutym, lecz w II rundzie w kwietniu. O ile wiem, Polski Związek Tenisowy planuje organizację spotkania w tej fazie, oczywiście jeśli będziemy je grać w Polsce, w Bydgoszczy. Byłoby to miłe.
Dla fana Zawiszy Bydgoszcz to dobra wiadomość?
- Odkąd tata trenuje piłkarzy Zawiszy, tylko raz byłem na meczu, gdy zespół wygrał 3:2 z Bogdanką Łęczna i był na fali. Później szło mu troszkę słabiej, ale zakończył jesienną rundę na trzecim miejscu w tabeli, co jest dobrym rezultatem. Na pewno dalej będę kibicował Zawiszy, licząc, że awansuje do ekstraklasy. Od dziecka niezmiennie też kibicuję Zagłębiu Lubin, któremu życzę utrzymania w pierwszej lidze.
Singiel i debel w tej chwili wydają się zupełnie odmiennymi dyscyplinami sportu. Czy daje się wciąż pogodzić starty w obydwu?
- Przykładem, że można jest Melzer, ale Austriak jest chyba wyjątkiem, dość specyficznym. W roku osiąga trzy, cztery wielkie wyniki w deblu, choćby jedno zwycięstwo w Wielkim Szlemie i to utrzymuje go w czołówce deblistów. Jest świetnie przygotowany fizycznie, leworęczny, mocno returnuje, chodzi do siatki i bardzo dobrze gra z kontry.
Może przydałby się panu właśnie taki partner deblowy na cztery imprezy Wielkiego Szlema i kilka Masters 1000. Dwa, trzy dobre występy małym nakładem sił mogą dać miejsce w turnieju Masters.
- Byłoby to najlepsze rozwiązanie, jednak z obecnym rankingiem nie łapię się na żaden turniej Masters 1000, ale dalej będę grał debla. Na przykład jestem już umówiony z Hiszpanem Marcelem Granollersem na Australian Open. Co będzie potem, zobaczymy.
A partner z czołowej dziesiątki świata, jak np. Leander Paes?
- Tak, przed rokiem Paes bardzo mnie namawiał na wspólną grę, ale odmówiłem. W listopadzie w Paryżu znów rozmawiał ze mną: chciał zagrać parę turniejów. Zobaczymy jak będzie dalej, przede wszystkim jak się będzie układała moja kariera singlowa i walka o igrzyska. Jednak najważniejsze, żeby zdrowie było, abym mógł jak najwięcej grać i trenować. Reszta sama przyjdzie. Wierzę, że jeszcze wiele razy mile zaskoczę polskich kibiców.


