Z rakietą pośród meczetów - rozmowa z Sandrą Zaniewską, piątą rakietą kraju

autor: Anna Niemiec | 2011-11-04, 07:43 | źródło: inf. własna |

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Sandra Zaniewska jest jedną z kilku polskich zawodniczek, które mają zamiar wziąć udział w ostatnim w sezonie polskim turnieju zawodowym, w Zawadzie. Katowiczanki, rówieśniczki Magdy Linette i Pauli Kani, dawno nie widziano grającej w kraju, więc o jej sukcesach nie zawsze jest tak głośno, jak o wynikach jej koleżanek. A szkoda, bo ostatnio "Zania" radzi sobie na korcie równie dobrze jak one.

Anna Niemiec: Dawno nie widziano cię na polskich kortach. Wyjechałaś z kraju na stałe?

Sandra Zaniewska: - Nie. Wprawdzie dawno nie grałam w Polsce, ale wbrew pozorom w Katowicach bywam dosyć często. Obecnie trenuję zarówno u siebie w domu z trenerem Grzegorzem Gelmudą, jak i w Stambule w akademii tenisowej Enka. Obecnie proporcję są chyba pół na pół.

Jak trafiłaś do Turcji? Nieczęsto słyszy się o polskich zawodnikach trenujących w tureckich akademiach. Częstszy kierunek to choćby Hiszpania.

- Dwa lata temu pojechałam na serię turniejów do Turcji. Chyba całkiem nieźle się prezentowałam, bo wypatrzył mnie tam trener z Enki i zaproponował, żebym zaczęła trenować u niego. Stwierdziłam, że nic nie szkodzi mi spróbować. Spodobało mi się, więc kontynuujemy współpracę.

Warunki do trenowania muszą być chyba całkiem niezłe.

- W porównaniu do tych w Polsce są wspaniałe. Mamy do dyspozycji dziewięć kortów na zewnątrz i trzy w hali. Akademia wynajmuje nam naprawdę duże mieszkanie: pięć sypialni i cztery łazienki; wszystko super urządzone. Mieszkanie jest co prawda dosyć daleko od kortów, ale transport również mamy zapewniony. Jest bardzo dużo zawodników, z którymi można potrenować m.in. Jarmila Gajdošová [nr 32 rankingu WTA Tour].

Udaje ci się czasem z nią potrenować?

- Oczywiście. W sezonie nie tak dużo, bo bardzo często się mijamy. Wtedy gramy z młodszymi chłopakami, którzy akurat są na miejscu. W trakcie roztrenowania, gdy nie ma już turniejów, gramy ze sobą całkiem często.

Trening z zawodniczką, która jest teraz w okolicach 30. miejsca na świecie to chyba potężna motywacja.

- Nie codziennie masz taką okazję. To daje niesamowitego kopa do pracy. Szczególnie, że Jarka jest nie tylko bardzo dobrą zawodniczką, ale również bardzo sympatyczną osobą. A w dodatku widzimy, że ona trenując z nami w akademii również idzie do przodu, robi postępy. Staram się ją podpatrywać podczas treningów. W szczególności to, jak pracuje nad poruszaniem się na korcie oraz jak doskonali technikę uderzeń.

Masz stałych współlokatorów w mieszkaniu w Stambule?

- Raczej nie. Jest dosyć duża rotacja zawodników: ktoś przyjeżdża, ktoś wyjeżdża. Zresztą ja robię tak samo. Wracam do Polski jak zatęsknię za rodziną, przyjaciółmi i oczywiście na święta. Teraz kończę sezon, ale niedługo będę musiała przyjechać do Polski ponadrabiać sprawy na uczelni.

Dla twoich rówieśniczek m.in. Magdy Linette i Pauli Kani, ten rok był dosyć ciężki, bo oprócz grania miały na głowie również maturę. Jak to się stało, że ty już studiujesz?

- Maturę zdałam już dwa lata temu. Do szkoły poszłam, gdy miałam pięć lat. Bardzo chciałam iść do szkoły i ubłagałam rodziców, żeby posłali mnie do niej wcześniej. Nie miałam problemów z nauką, więc już tak zostało. Obecnie studiuję zarządzanie sportem na AWF-ie w Katowicach. Dziwnie się czuję, kiedy się nie muszę się uczyć, więc postanowiłam pójść na studia. Nie chcę tego odpuszczać, bo na razie udaję mi się z pogodzić tenisa i studia.

Rozumiem, że studiujesz zaocznie?

- Nie, dziennie. Ale oczywiście tylko dzięki IPSPN (indywidualny plan studiów i program nauczania).

Jak to wygląda w praktyce?

- Na zajęcia nie muszę chodzić wcale. Na początku roku dostaję od wszystkich wykładowców sylabusy z przedmiotów, które muszę zaliczyć. Uczę się na własną rękę i potem zaliczam te przedmioty. Na tej samej zasadzie miałam indywidualny tok nauki w liceum.

Rok 2011 zaczynałaś będąc w rankingu pod koniec szóstej setki. Teraz jesteś już w trzeciej, a rok przecież jeszcze się nie skończył. Można chyba powiedzieć, że system polsko-turecki sprawdza się całkiem nieźle?

- Sprawdza się i to nie nieźle, a bardzo dobrze. W żaden sposób nie mogę teraz narzekać na moje warunki trenowania. I do Turcji, i do domu zawsze mogę wrócić. W Polsce mam teraz na miejscu trenera Gelmudę, więc nie ma problemu z szukaniem kogoś do grania jak przyjadę na parę dni do domu. Z kolei w Turcji mam mnóstwo zawodników do grania i już teraz dużo bliskich przyjaciół. Mogę powiedzieć, że w Stambuł stał się moim drugim domem.

Polubiłaś Turków?

- Bardzo! Turcy to bardzo przyjazny i pomocny naród. Uwielbiam ich kulturę i kuchnię. Tutejsze mięsne potrawy są naprawdę doskonałe. Wiadomo, że są pewne różnice kulturowe i czasami jest tu trochę, jakby to powiedzieć, dziko, ale ja już się przyzwyczaiłam i dla mnie jest super. Nie przypominam sobie innego miejsca, z którym tak bym się oswoiła. A byłam przecież wcześniej w akademiach tenisowych w różnych miejscach na świecie. Jednak żadne nie przypadło mi to gustu tak jak Stambuł. Naprawdę przywiązałam się do tego miejsca.

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Powiązane artykuły

Dodaj swój komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz

Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się. Zajmie to pół minuty.


Dowiedz się jak umieszczać linki do tagów, pogrubiać tekst, itp.