Łukasz Iwanek: Murray bez genu zwycięzcy?

autor: Łukasz Iwanek | 2010-12-10, 07:50 | źródło: inf. własna |

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Andy Murray w sierpniu w wielkim stylu wygrał turniej w Toronto pokonując po drodze Rafaela Nadala i Rogera Federera. Liczący na niego Brytyjczycy mieli nadzieję, że w końcu doczekają się wielkoszlemowego triumfu, tymczasem Andy z US Open odpadł w III rundzie. Dlaczego tak się dzieje, że fantastycznie grający w cyklu Masters 1000 Szkot w Wielkich Szlemach nigdy nie potrafi się wznieść na sam szczyt?

Szkot w tym sezonie swoją kolekcję trofeów powiększył o te wywalczone w Toronto i Szanghaju. W sumie na swoim koncie ma 16 tytułów, z czego sześć zdobytych w cyklu Masters 1000. Urodzony z Dunblane tenisista ma dodatni bilans spotkań z Rogerem Federerem (8-6), ale przegrał ze Szwajcarem te najważniejsze mecze, w finale US Open 2008 i Australian Open 2010 nie wygrywając w nich seta.

Dwa wielkoszlemowe finały dla 23-letniego tenisisty to oczywiście spory sukces, ale jest w nim coś takiego co każe zaryzykować śmiałą tezę, że po wielkoszlemowy tytuł nigdy nie sięgnie. Murray to jeden z najlepszych specjalistów od gry z kontry w dzisiejszym tenisie. Sprytny, świetnie poukładany taktycznie, najwięcej kończących uderzeń notujący będąc w głębokiej defensywie, cierpliwie rozgrywający wymiany, wymuszający błędy. Jego tenis oparty jest na wybijaniu rywali z rytmu za pomocą technicznych zagrań. Jego mocną stroną jest też return. Świetnie czyta grę i dopasowuje swoją taktykę do ruchów rywala. Wszystko wygląda pięknie: inteligencja i spryt, świetny pierwszy serwis, do tego return, ale jest w jego grze jeden poważny mankament. Jest to tenis zbyt delikatny i defensywny, by mógł mu zapewnić zdobycie wielkoszlemowego tytułu.

I znów warto wrócić do turnieju w Toronto. Tam grał tenis odważny, maszerował ochoczo do siatki, skracał wymiany, czym zaskoczył wszystkich rywali, z Nadalem i Federerem na czele. Ale już na Flushing Meadows widzieliśmy tego samego Andy'ego: do bólu konsekwentnego, biernego, przyczajonego, czekającego na błędy rywali bądź też na okazję do skończenia dłuższej wymiany. Szkot chce być cwanym lisem, który przechytrzy wszystkich, ale w ostateczności zawsze okazuje się zbyt miękki i to on zostaje upolowany przez silniejszych od siebie rywali.

Dla jednego z największych taktyków we współczesnym tenisie paradoksalnie ta taktyka jest największym problemem. Czasem tak się zaplącze w tych swoich taktycznych zagrywkach, że sam wpada w zasadzkę, którą przygotował rywalowi. Ta delikatność, pieszczenie piłki jest skuteczne, ale do czasu. W Wielkich Szlemach Murrayowi brakuje ikry, lwiego pazura, przemienia się w przestraszonego kociaka nie potrafiącego dobijać rywali, choć nawet w cyklu Masters 1000 wydaje się, że jest już przygotowany do mocnego ataku. Negatywny wpływ ma też na niego mama. Ile to już mieliśmy przypadków rodziców wtrącających się w kariery swoich dzieci, gdy ich nadopiekuńczość doprowadzała do katastrofy.

Co powoduje, że Andy ciągle pozostaje bez wielkoszlemowego tytułu? Jest to efekt słabości fizycznej, nieumiejętność wytrzymania trudów dwutygodniowej rywalizacji? A może jest to słabość psychiczna, czyli nieumiejętność radzenia sobie z presją Brytyjczyków czekających na wielkoszlemowy tytuł od prehistorycznych czasów? A może Andy po prostu nie ma genu urodzonego zwycięzcy?

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Powiązane artykuły

Dodaj swój komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz

Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się. Zajmie to pół minuty.


Dowiedz się jak umieszczać linki do tagów, pogrubiać tekst, itp.