Łukasz Michalski: Tęsknię za uczelnią
autor: Polska Agencja Prasowa | 2012-02-08, 21:46 | źródło: PAP |
Czwarty zawodnik mistrzostw świata Łukasz Michalski na ten rok zawiesił studia medyczne, by w pełni poświęcić się sportowi. W środę Bydgoszczy wygrał konkurs skoku o tyczce w mityngu Pedro's Cup, ale ... tęskni za uczelnią.
Przed własną publicznością pokonał m.in. mistrza świata i kolegę z grupy treningowej Pawła Wojciechowskiego oraz wicemistrza Kubańczyka Lazaro Borgesa.
- Paweł nie skakał z pełnego rozbiegu, niedawno leczył kontuzję, także siły nie były równe. Dopiero po igrzyskach olimpijskich będę mógł powiedzieć, czy pokonałem mistrza świata. To jest nasza impreza docelowa - powiedział Michalski, któremu do zwycięstwa wystarczyła wysokość 5,72.
- Marzył mi się udany skok na 5,80. Niestety, nie udało się. Brakuje mi jeszcze stabilizacji technicznej. Cieszę się, że przynajmniej wygrałem. Nie byłem wprawdzie gościnny jako gospodarz, ale trudno - skomentował.
5,72 pokonał po raz drugi w sezonie, wcześniej na mityngu w Bordeaux. Plasuje go to w czołówce tegorocznej listy, ale mimo to Michalski nie bierze pod uwagę startu w halowych mistrzostwach świata w Stambule (9-11 marca).
- Nawet, jeśli skoczę rekord Polski, nie zdecyduję się na start w Turcji. Dużo wcześniej podjęliśmy z trenerem taką decyzję. Nie chcemy zaburzać rytmu przygotowań do olimpiady - zaznaczył.
3 marca wraz z Pawłem Wojciechowskim i swoim szkoleniowcem, a zarazem ojcem - Waldemarem, udadzą się na zgrupowanie do RPA.
- Jadę bardzo chętnie. Nie przepadam za mrozami, wolę trenować w cieple, w słońcu. Poza tym nigdy tam jeszcze nie byłem, więc mam nadzieję, że uda mi się też trochę zwiedzić - powiedział.
Dzięki decyzji o urlopie dziekańskim Michalski ma znacznie więcej czasu. - Wykorzystuję to przede wszystkim na odpoczynek, co równie ważne jak treningi. Ale mam też czas, by w końcu poczytać książki, które nie są związane z medycyną czy pograć na gitarze. Odżyłem towarzysko, ale tęsknię za uczelnią - przyznał.
Po mistrzostwach świata w Daegu, gdzie zajął czwarte miejsce, nie wzrosła zauważalnie jego popularność.
- Ludzie nie zaczepiają mnie na ulicy i nie proszą o autograf. Nie chciałbym też tego, wolę być Łukaszem Michalskim, który raz na jakiś czas dobrze skoczy o tyczce - podkreślił.


