Zapal świeczkę za tych, których zabrał los

autor: Kinga Popiołek | 2011-11-01, 13:40 | źródło: inf. własna |

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

1 listopada to czas zadumy i refleksji. Tego dnia odwiedzamy groby naszych bliskich oraz wspominamy tych, którzy odeszli. Będąc nawet na drugim końcu Polski, Europy lub świata pamiętajmy o ludziach polskiej siatkówki, których nie ma już wśród nas.

Wielki "Mały"

Uważa się, że we współczesnej siatkówce zawodnik mierzący 180 cm musi wykazywać się niezwykłością, która sprawi, iż wzrost będzie kwestią drugoplanową. Jednakże 40 lat temu na parkietach zasłynął jeden taki "Mały", który udowodnił, że chcieć - to móc. Wiesław Gawłowski, bo o nim mowa, świetnie sprawdzał się zarówno na rozegraniu, jak i w ataku. To jeden z najbardziej zasłużonych graczy dla polskiej siatkówki - w kadrze narodowej rozegrał 366 spotkań, co jeszcze do niedawna było rekordem. Był nie tylko siatkarzem - był mistrzem. Mistrzem świata (Meksyk 1974) oraz olimpijskim (Montreal 1976). Trzykrotnie stawał na podium Mistrzostw Europy a na jego szyi wieszano srebrny medal. Również trzykrotnie był olimpijczykiem.

Wiesław Gawłowski był jednym z zawodników, którzy stworzyli niesamowitą drużynę Huberta Wagnera, dzięki której polska siatkówka może wspominać czasy dominacji biało-czerwonych nad resztą świata. "Mały" w tej dominacji miał wielkie zasługi, bowiem to on dyrygował grą reprezentacji (w klubach grał jako atakujący). Trenerzy oraz eksperci podkreślali jego wszechstronność w siatkarskim fachu, zaliczano go do światowej czołówki siatkarzy. Był czynnym zawodnikiem do 1992 roku, z czego przez ostatnie lata był grającym trenerem we włoskim Pallavolo Pintese. Po powrocie do Polski wciąż zajmował się działalnością sportową, został odznaczony Złotym i Srebrnym Medalem za Wybitne Osiągnięcia Sportowe. Zginął 14 listopada 2000 roku w wypadku samochodowym w Białobrzegach pod Płockiem. Miał 50 lat.

Wiesław Gawłowski (19.05.1950 - 14.11.2000)

***

Kat, jakiego brak

Nazwisko Huberta Jerzego Wagnera jest doskonale znane w środowisku siatkarskim. Wiele osób miało zaszczyt współpracować z najwybitniejszym polskim trenerem, inni na bieżąco śledzili sukcesy jego drużyn. Najmłodsi sympatycy piłki siatkowej sylwetkę Wagnera znają z rokrocznie rozgrywanego memoriału jego imienia - dzięki temu sportowemu świętu Hubert Wagner wciąż jest między nami.

Wagner urodził się w 1941 roku, już w szkole podstawowej zafascynował go volley, któremu poświęcił całe swoje życie. Na boisku był rozgrywającym - trzykrotnie zdobył tytuł klubowego mistrza Polski oraz brązowy medal mistrzostw Europy. Lubił dyrygować grą, po 11 latach reprezentacyjnej kariery poczuł powołanie do dalszego dyrygowania - tym razem już jako trener. I to właśnie Huberta Jerzego Wagnera trenera pamiętamy, bowiem za jego czasów polska siatkówka święciła największe triumfy na arenie międzynarodowej. "Złota era Wagnera" do dziś jest symbolem sukcesu, a także ogromnych nakładów pracy, krwi, potu i łez, przez co legendarny trener zyskał przydomek "Kat". W swojej pracy był niekonwencjonalny, uznawał tylko własną rację i podnosił wysoko poprzeczkę. Zginął 13 marca 2002 roku w wypadku samochodowym w Warszawie. W ubiegłym roku został przyjęty do amerykańskiej galerii siatkarskich sław - Volleyball Hall of Fame.

Hubert Jerzy Wagner (04.03.1941 - 13.03.2002)

***

Wielki na boisku i poza nim

Częstą praktyką w ostatnich czasach stało się, iż sportowiec po zakończeniu czynnej kariery przechodzi na drugą stronę medialnego szkiełka stając się komentatorem, reporterem, czy też dziennikarzem. Jednakże nie wszystkim ta sztuka wychodzi. Ci, którzy są świetnymi sportowcami, nie zawsze radzą sobie w dziennikarskim fachu. Ale, jak mówi pewne przysłowie, od każdej reguły są wyjątki. Bez wątpienia takim wyjątkiem był, nieżyjący już, Zdzisław Ambroziak.

Znakomity na boisku jako siatkarz i trener - odnosił sukcesy na arenach międzynarodowych. W latach 1963-1972 rozegrał 220 spotkań w reprezentacji Polski. W roku 1967 wywalczył brązowy medal na mistrzostwach Europy w Stambule. Był to historyczny, pierwszy medal dla polskiej męskiej siatkówki. Grał podczas Igrzysk Olimpijskich w Meksyku w 1968 roku oraz cztery lata później na igrzyskach w Monachium. Uczestniczył także w finałach Mistrzostw Świata w 1970 roku w Sofii, gdzie jego drużyna zajęła V miejsce. Nie da się ukryć, że siatkówka była jego pasją, a także sposobem na życie. Z pewnością ogromny wpływ na ten wybór miały imponujące warunki fizycznego popularnego "Ambrożego" - 201 cm wzrostu. W późniejszych latach, już jako komentator, mawiał o sportowcach sowicie wynagrodzonych wzrostem, że posiadają "stratosferyczny zasięg". To tylko jedno z szeregu określeń, jakie na stałe weszły do języka komentatorów zajmujących się siatkówką.

Ambroziak siatkówkę kochał, jak się wydaje, ze wzajemnością. Gdy w nią nie grał - pisał o niej. Jeszcze będąc czynnym siatkarzem, w roku 1969 zadebiutował w nieistniejącym już magazynie "Sportowiec", gdzie pracował aż do 1990 roku. Potem pisywał do "Nowej Europy", "Gazety Wyborczej", "Polityki", komentował mecze siatkówki i tenisa w TVP, Eurosporcie, Canal + oraz sporadycznie współpracował z Telewizją Polsat. Te wszystkie lata obecności Ambroziaka na antenie, jego soczystych i barwnych komentarzy sprawiły, że w środowisku dziennikarzy sportowych wykształcił się wzór, który tak trudno jest obecnie osiągnąć. Bo Ambroży nie tylko komentował - on ubierał w barwne szaty to, co widział. Odszedł za wcześnie, po wieloletniej walce z chorobą nowotworową. Walce, którą przegrał.

Zdzisław Ambroziak (01.01.1944 - 23.01.2004)

***

Stratosferyczny Arek

16 września 2005 roku środowisko siatkarskie obiegła druzgocąca wiadomość - w wypadku samochodowym zginął Arek Gołaś. Zginęła nadzieja polskiej siatkówki, która była w drodze na sam szczyt. Od sezonu 2005/06 Gołaś miał reprezentować barwy Lube Banca Macerata, jednak do nowego klubu nie dotarł, zginął na austriackiej autostradzie, w drodze do siatkarskiego raju.

Arek Gołaś do siatkówki na najwyższym poziomie wdarł się przebojem. Jako 19-latek został zawodnikiem AZS-u Częstochowa, klubu, w którym spędził najpiękniejsze lata swojej kariery. To właśnie w tym mieście wypłynął na szerokie wody i nie przestawał zadziwiać kolegów z boiska, trenerów, kibiców oraz działaczy innych klubów. To właśnie jego miał na myśli Zdzisław Ambroziak mówiąc o stratosferycznym zasięgu.

W latach 2001-2005 Gołaś grał w trykocie z orzełkiem na piersi - w tym czasie był filarem reprezentacji. Wywalczony rok po jego śmierci srebrny medal mistrzostw świata koledzy z drużyny zadedykowali właśnie jemu, a ówczesny prezydent RP Lech Kaczyński, pośmiertnie odznaczył Arkadiusza Gołasia Złotym Krzyżem Zasługi.

Arkadiusz Gołaś (10.05.1981 - 16.09.2005)

***

Rewolucjonista z Podkarpacia

Siatkarz, reprezentant kraju, następnie trener i wychowawca wielu przyszłych mistrzów olimpijskich i świata, a wreszcie człowiek, który zrewolucjonizował siatkówkę - poprzez wprowadzenie podwójnej krótkiej dodał jej tempa i emocji. Jan Strzelczyk zmarł 31 sierpnia 2007 roku mając zaledwie 65 lat. Prze całe życie związany był z Podkarpaciem. Tam się urodził i został pochowany. Dla rzeszowskiej siatkówki był tym, kim Hubert Wagner dla reprezentacji Polski.

Jako zawodnik zakończył karierę w wieku zaledwie 25 lat, ale nie zamierzał rozstawać się z siatkówką - chciał trenować i kształcić kolejne pokolenia. Bardzo szybko został rzucony na głęboką wodę - w wieku 28 lat zadebiutował jako szkoleniowiec Resovii. Był młody, ambitny, otwarty na wszelkie nowinki i nie bał się ryzykować. To właśnie ten pociąg do siatkarskiego eksperymentowania przyniósł podwójną krótką - zagranie, dzięki któremu Resovia Rzeszów nie miała sobie równych w kraju, a także podbijała europejskie parkiety dezorientując rywali. To właśnie Jan Strzelczyk, wespół z Janem Suchem i Stanisławem Gościniakiem podpatrywał japońskich siatkarzy, kiedy ci gościli w Polsce. Strzelczyk był zafascynowany dynamiką Japończyków, dlatego też przeniósł na rodzimy grunt i udoskonalił zagranie zwane podwójną krótką. Dla polskich oraz zagranicznych drużyn był to szok - minęło dopiero kilka lat, zanim pozostali trenerzy zaczęli wprowadzać taką grę w swoich zespołach.

Jan Strzelczyk (1942 - 31.08.2007)

***

Za młodzi na wieczny sen

Po ostatnim treningu przed Świętami Wielkiej Nocy w 2008 roku siatkarze Orła Międzyrzecz wsiedli w samochód, aby na świąteczny czas dołączyć do swoich rodzin. Pawłowi Dziekanowskiemu i Michałowi Pajorowi dotrzeć do domu się nie udało, zginęli w wypadku, który wstrząsnął siatkarską Polską.

Paweł Dziekanowski urodził się w Lęborku, gdzie zaczynał swoją karierę. Zanim zawitał do Orła Międzyrzecz zdążył reprezentować barwy Ambery Stargard Gdański, GTPS-u Gorzów i Olimpii Sulęcin. Do Międzyrzecza przeszedł w momencie, kiedy klub wywalczył awans do I ligi. Na odniesienie sukcesów zabrakło czasu - środkowy zginął mając zaledwie 23 lata, osierocił kilkutygodniowego syna.

Michał Pajor pierwsze kroki na siatkarskim parkiecie zaczął stawiać w Nowym Sączu. Stamtąd przeszedł do Delic-Polu Częstochowa, a następnie trafił do międzyrzeckiego Orła. W tym klubie doszło do ważnej zmiany: z atakującego Pajor został środkowym bloku. Z Orłem wywalczył awans do I ligi, stał się jednym z podstawowych zawodników klubu, w 2008 roku wybranym najlepszym zawodnikiem Międzyrzecza. Z siatkówką wiązał swoje życie.

Paweł Dziekanowski (12.06.1985 - 21.03.2008)
Michał Pajor (04.10.1987 - 21.03.2008)

***

Złote serce siatkówki

Uśmiechnięta, walcząca przybijająca piątkę Andrzejowi Niemczykowi - taką właśnie pamiętamy Agatę Mróz-Olszewską, cudowne złotko polskiej siatkówki.

Agata Mróz była na siatkówkę skazana - pochodziła z rodziny o sportowej tradycji, którą zostało zaszczepione również jej rodzeństwo. Talent Agaty został szybko dostrzeżony i pojawiła się propozycja z sosnowieckiego SMS-u, gdzie odniosła pierwszy poważny sukces. Treningi w SMS-ie zostały jednak przerwane przez chorobę. Jednakże waleczna zawodniczka nie poddała się, po przerwie rozpoczęła treningi w drużynie z Ostrowca Świętokrzyskiego występującej w serii B. Wtedy dostała pierwsze powołanie do seniorskiej reprezentacji Polski, co było dużym zaskoczeniem, gdyż w tego typu rozgrywkach Mróz nie była znana. Od tego momentu jej kariera nabrała rozpędu: w 2003 roku zdobyła złoty medal Mistrzostw Europy i zaczęły interesować się nią najlepsze polskie kluby. Wybrała BKS Bielsko-Białą, gdzie odniosła kolejne sukcesy. Rok 2005 przyniósł kolejny triumf - obronę złota sprzed dwóch lat w czempionacie Europy, a następnie zmianę barw klubowych. Piękny sen jednak został przerwany, dogłosu ponownie doszła choroba.

Dwukrotna złota medalistka ME przez całe życie zmagała się z chorobą - mielodysplazją szpiku. W 2007 roku przerwała karierę ze względu na zły stan zdrowia, jednakże wszyscy wierzyli, że Agata po raz kolejny zatriumfuje - tym razem nad chorobą. 22 maja 2008 roku przeszła udany zabieg przeszczepienia szpiku kostnego. Niestety, dwa tygodnie później zmarła w wyniku wstrząsu septycznego. Zostawiła męża oraz kilkumiesięczną córkę, Lilianę.

Agata Mróz-Olszewska (07.04-1982 - 04.06.2008)

***

Analityk i taktyk

10 stycznia 2010 roku Polska Agencja Prasowa podała komunikat: "W wieku 41 lat zmarł były trener siatkarzy AZS Politechnika Warszawa Krzysztof Kowalczyk. Pracował również jako asystent selekcjonera, menedżer i szef banku informacji w reprezentacji Polski. Przyczyną śmierci była choroba nowotworowa." Stołeczne środowisko siatkarskie straciło wówczas przyjaciela oraz trenera.

Krzysztof Kowalczyk w siatkówkę grał od najmłodszych lat, jednak bez sukcesów. Prawdziwą szansą okazało się dla niego związanie z zespołem AZS-u AWF Warszawa, a następnie podjęcie pracy w warszawskiej Akademii Wychowania Fizycznego. Dzięki temu stał się ekspertem, przed którym analiza taktyczna, jak i statystyczna nie kryły tajemnic. W 1994 roku Kowalczyk zaczął pracę dla reprezentacji Polski. Zaczynał od przygotowywania testów wydolnościowych dla zawodników, a poprzestał na statystyce (za czasów Wiktora Kreboka). Gdy za sterem reprezentacji stanął Waldemar Wspaniały - Krzysztof Kowalczyk został jego asystentem. W czerwcu 2008 roku objął zespół Politechniki Warszawskiej, który prowadził do stycznia 2009. Wówczas pracę zawodową przerwała walka z nowotworem.

Krzysztof Kowalczyk (10.05.1968 - 10.01.2010)

Cześć Ich Pamięci.

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Powiązane artykuły

Dodaj swój komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz

Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się. Zajmie to pół minuty.


Dowiedz się jak umieszczać linki do tagów, pogrubiać tekst, itp.

Ostatnie komentarze

Sortuj:
blanc

Brakuje tutaj siatkarzy Avii Świdnik, którzy zginęli w wypadku w 2004 roku... a skoro o zawodnikach Avii mowa to także i tych, którzy zginęli w wypadku w 1976 roku...

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0
Los

Agaty jest bardzo szkoda... Kiedy bylem na ostatnim 3 memoriale az lezka sie w oku krecila.

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0
ola

ech... na osamotnionym zapaliłam dziś znicz - z myślą o tej nieznanej osobie, a także z myślą o tych, których w polskiej siatkówce już nie ma. Oby ta lista się nie wydłużała!

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0
Wol

Wielki smutek mnie ogarnia, gdy czytam o tych wspanialych ludziach, ktorych juz z nami nie ma. Mnie osobiscie najbardziej dotknela smierc Agaty Mroz, to byl ogromny cios z ktorym sie nigdy nie pogodze... Czesc ich pamieci

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0
jojo18

A Wagner to nie Święty?!

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0
buuu

Naprawdę nie chcę się czepiać, ale zmarłych wspominamy 2 listopada, a pierwszy to uroczystość wsystkich świętych.

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0