Pierwszy sezon Roberta Lewandowskiego w Borussii Dortmund: Więcej wzlotów niż upadków

autor: Konrad Kostorz | 2011-05-22, 15:05 | źródło: inf. własna |

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Ulubieniec Franciszka Smudy, największa nadzieja biało-czerwonych na Euro 2012 i najdroższy piłkarz polskiej ekstraklasy - Robert Lewandowski w debiutanckim sezonie w Bundeslidze wywalczył mistrzostwo Niemiec, ale nie wszystko poszło po jego myśli.

- Jesteśmy zadowoleni, że długie i trudne negocjacje zakończyły się sukcesem. Osiągnęliśmy porozumienie z Lechem Poznań i Robert Lewandowski już od najbliższego sezonu będzie naszym zawodnikiem - mówił tuż po dokonaniu transferu dyrektor sportowy BVB Michael Zorc. Nie najbogatsza w Niemczech Borussia wysupłała na polski talent aż 4.5 mln euro. - Obserwowaliśmy go przez ponad rok - oznajmił Zorc. Sam zainteresowany sprawiał wrażenie wniebowziętego. - Borussia to klub moich marzeń, gdy wpłynęła ich oferta, nie mogłem jej odrzucić. W Dortmundzie nauczę się lepiej grać. Zyska na tym również reprezentacja Polski - zapowiadał "Lewy". Początki były wymarzone - hat-trick w pierwszym sparingu, piękny gol zdobyty przewrotką przeciwko Sportfreunde Lotte oraz trafienie w starciu z naszpikowanym gwiazdami ManCity.

Obiecujący początek - Lewandowski nie daje szans Shay'owi Givenowi:

Pod dużym wrażeniem Polaka zdawał być się trener Juergen Klopp. - Lewandowski jest najbardziej ekscytującym piłkarzem ostatnich 10-15 lat - oceniał tuż przed rozpoczęciem sezonu Bundesligi. Gdy rozgrywki ruszyły, szkoleniowiec bez wahania postawił jednak na bardziej doświadczonego Lucasa Barriosa. Choć 26-letni uczestnik mundialu poprzedni sezon zakończył z 19 golami na koncie i jego miejsce w wyjściowej "11" było uzasadnione, nie brakowało rozczarowanych posadzeniem "Lewego" na ławce. Gdy dziennikarze pytali, dlaczego Paragwajczyk i Polak nie grają razem w napadzie, Klopp odburknął jedynie: - Nie zmienię systemy gry dla jednego zawodnika. Na dodatek znakomicie do gry w roli ofensywnego pomocnika wprowadził się inny nabytek, Shinji Kagawa, w efekcie czego Lewandowski mógł liczyć jedynie na występy w końcowych kwadransach. - Gdybyśmy mogli grać w "12", Robert zawsze byłby w pierwszym składzie - zapewniał Klopp.

Początkowo "Lewy" wywiązywał się ze swojej roli znakomicie. Gole strzelone Schalke i K'lautern przyniosły kadrowiczowi Franciszka Smudy kolejną garść komplementów, ale nie poprawiły jego położenia. - To świetny, mądry gracz. Jego jedynym problemem jest pozycja. Mamy na niej Barriosa i Kagawę. Na razie to oni będą grać więcej. Robert nie jest z tego powodu szczęśliwy, ale z czasem jego pozycja w zespole będzie rosła - mówił prezes Hans-Joachim Watzke. Kolejne tygodnie to dla polskiego snajpera prawdziwa sinusoida - zmarnowana "piłka meczowa" w LE przeciwko PSG, ładne gole w Hanowerze i Freiburgu, fatalny występ i niewykorzystany karny w Pucharze Niemiec z III-ligowcem. - Lewandowski nie może tyle pudłować! Musimy doprowadzić do tego, żeby był bardziej skuteczny, bo bardzo potrzebujemy jego goli - narzekał Klopp. Na koniec rundy "Lewemu" w sukurs przyszła kontuzja Barriosa, dzięki której rozegrał 90 minut i strzelił gola w Norymberdze, zacierając niekorzystne wrażenie. "Polak wprowadzał powiew świeżości w poczynania mistrzów jesieni" - napisał tuż przed Nowym Rokiem magazyn Kicker, przyznając byłej gwieździe Lecha tytuł "najlepszego dżokera Bundesligi".

Skuteczna "główka" w wyjazdowym spotkaniu z Freiburgiem:

Rundę rewanżową pochodzący z Warszawy napastnik rozpoczął w podstawowym składzie, by... błyskawicznie z niego wypaść. Wszystko przez fatalne pudła w meczu ze Stuttgartem, po których Bild ostro skrytykował Polaka, nazywając go "Lewangłupskim". Przed dziennikarzami w obronie podopiecznego stanął Klopp: - Być może w tej drugiej sytuacji myślał o zmarnowanej setce w pierwszej połowie, ale jego posunięcia kadrowe świadczyły o sporym jego rozczarowaniu postawą. Wtedy znów pomógł mu... pech kolegi - długotrwałej kontuzji uległ Kagawa, a ponadto w słabej formie był Jakub Błaszczykowski. "Lewy" ponownie wskoczył do podstawowego składu, ale nie jako napastnik grający "na szpicy", a ofensywny pomocnik. - Uważam, że drużyna miałaby ze mnie więcej korzyści, gdybym grał bardziej z przodu. Ale nie ma co dyskutować i się kłócić. Gram gdzie każe trener i dzięki temu też się rozwijam - ocenił wówczas 22-latek.

Bodajże najważniejszego gola w sezonie 32-krotny reprezentant Polski zdobył w 25. rundzie przeciwko FC Koeln. Czarno-żółtych wyraźnie nie szło w tym spotkaniu i jedynie błysk i odważne uderzenie "Lewego" pozwoliły odnieść ważne zwycięstwo 1:0. Za ten pojedynek otrzymał od Kickera najwyższą notę w sezonie - "2" - i został wybrany do "11" kolejki. - Lewandowski gra już bardzo dobrze, jednak moi piłkarze często go nie dostrzegają. To zawodnik, który świetnie panuje nad piłką i dlatego musimy częściej do niego podawać - komentował Klopp, rozpoczynając akcję "szukamy Robbiego". Polak szybko jednak obniżył loty i w kolejnych 4 meczach nie wyróżnił się niczym. Trafił dopiero do siatki Freiburga, a potem w ładnym stylu Norymbergi, lecz wówczas mniej ważne od indywidualnych osiągnięć było już pierwsze od 9 sezonów mistrzostwo Niemiec dla Borussii. Licznik Lewandowskiego zamknął się na 9 golach, 4 asystach i 5 żółtych kartkach.

Przełamanie blisko 600-minutowej niemocy strzeleckiej i najważniejszy gol w sezonie:

"Robbie" do siatki rywali trafiał w lidze dokładnie co 200 minut. Jego konkurent Barrios - co 155. Najpoważniejszy zarzut stawiany Polakowi to oczywiście brak skuteczności. - W polskiej lidze też dużo okazji marnował, tylko mało kto zwracał na to uwagę, bo i tak miał już co najmniej kilkanaście strzelonych goli, więc o tym, że coś mu nie wyszło, mało kto mówił - stwierdził Klopp dla Przeglądu Sportowego. Lewandowski nie przejmował się jednak krytyką, pozycją rezerwowego, niskimi notami, żartami niemieckich mediów. Nie skarżył się, a jedynie ciężko pracował. - Jeżeli ktoś gra, prawdopodobnie nigdy nie zdoła wykorzystać wszystkich okazji. Cieszę się, że miałem te szanse, gorzej, gdyby nie było ich w ogóle - przekonuje. Choć jego wartość wzrosła (wg transfermarkt.de) do 6 mln euro, nie ulega wątpliwości, że jeśli zdrowi będą i Barrios, i Kagawa, i Mario Goetze, (dodatkowo możliwe, że do Borussii przybędą kolejni renomowani gracze ofensywni), "Lewy" w sezonie 2011/2012 nie może liczyć na miejsce w wyjściowym składzie, chyba że jego talent nagle nie eksploduje. Minione rozgrywki powinien jednak uznać za udane. - Wiem, że może grać jeszcze znacznie lepiej - Klopp widzi w napastniku ogromny potencjał. Lewandowski musi jednak uważać, by nie powtórzyć losu Ebi Smolarka, Andrzeja Niedzielana i Macieja Żurawskiego, którzy po niezłym starcie w klasowym zagranicznym klubie spoczęli na laurach i stoczyli się po równi pochyłej.

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Powiązane artykuły

Dodaj swój komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz

Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się. Zajmie to pół minuty.


Dowiedz się jak umieszczać linki do tagów, pogrubiać tekst, itp.

Ostatnie komentarze

Sortuj:
aśś

a dla mnie dziwny jest ten wzrost jego wartosci do 6 mln euro. Kto by tyle za niego dal? nierealna kwota, no chyba że Manchester City:p

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0
Hej Kolejorz!

nie ma co porownywac Lewego do Żurawia. Lewy to najwiekszy talent od lat i nic tego nie zmieni

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0
józek z bażin

oj Lewy Lewy, skonczysz wlasnie jak wspomniany MAGIC Żurawski ktory tez skutecznoscia nie grzeszyl

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0
Achim

myślę, że ocena jest troszkę zbyt surowa, znacznie większym gwiazdom nie najlepiej szło w pierwszym sezonie w nowym klubie. i to chyba nieprawda jednak, że wszystko zawdzięcza kontuzjom kolegów

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0