Horror w końcówce groził zawałem - trenerzy po meczu Warta Poznań - Sandecja Nowy Sącz

autor: Sebastian Szczytkowski | 2011-05-08, 19:08 | źródło: inf. własna |

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Dobiegła końca seria nieprzegranych meczów Sandecji Nowy Sącz. Podopieczni Mariusza Kurasa zbyt późno ruszyli w pogoń za dominującą większość meczu Wartą i polegli w Poznaniu 1:2. Dzięki zwycięstwu Zieloni są coraz pewniejsi utrzymania w lidze. - Nie mam powodów do zadowolenia. Przyjechaliśmy do Poznania przynajmniej po punkcik, a po cichu liczyłem nawet na zwycięstwo - komentował Mariusz Kuras.

Mariusz Kuras (trener Sandecji Nowy Sącz): Wiedziałem przed meczem, że siła rażenia Warty jest naprawdę spora. Występują w niej bowiem wybitni piłkarze, którzy w przeszłości grali pierwsze skrzypce na boiskach ekstraklasy. Właśnie dlatego nie chciałem zagrać w Poznaniu otwartej piłki. Dopiero w końcówce zmusiła mnie do tego sytuacja. To wtedy pojawiła się szansa na doprowadzenie do remisu, ale moi zawodnicy nie trafiali w światło bramki. Warta wygrała zasłużenie, a ja nie mam powodów do zadowolenia. Jechaliśmy tutaj przynajmniej po punkcik, a po cichu liczyłem nawet na zwycięstwo. Cieszy mnie za to fakt, że stworzyliśmy niezłe widowisko z pięknymi paradami bramkarskimi. Życie toczy się dalej, a przed nami ważna potyczka z Odrą Wodzisław Śl.

Bogusław Baniak (trener Warty Poznań): Było to dla mnie ważne spotkanie z kilku względów. Po pierwsze, pokonałem Mariusza Kurasa - znakomitego trenera i człowieka, który był kiedyś kapitanem Pogoni Szczecin, którą prowadziłem. Dodatkowo, wykonaliśmy milowy krok w kierunku utrzymania. Musieliśmy wygrać, aby uczynić tę niedzielę piękną dla kibiców. Zagraliśmy bardzo dobre spotkanie, a w niektórych akcjach wręcz przecierałem oczy ze zdumienia. Wyprowadzaliśmy je bowiem fantastycznie. Mam jednak pretensje do moich zawodników, że doprowadzili do horroru w końcówce, który groził trzecim zawałem w moim życiu. Grając tak dobrze, powinniśmy pewnie i przyjemnie wygrać ten mecz. Niestety, doprowadziliśmy do sytuacji, w której Sandecja mogła jeszcze odwinąć losy meczu, tak jak potrafi się odwinąć zdobywca bramki Damian Staniszewski. Z kolei Zbigniew Zakrzewski jest solidnie poobijany, ale jako lekarz dusz, postaram się, aby pojechał do Łęcznej.

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Powiązane artykuły

Dodaj swój komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz

Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się. Zajmie to pół minuty.


Dowiedz się jak umieszczać linki do tagów, pogrubiać tekst, itp.

Ostatnie komentarze

Sortuj:
jurek

Warta ładne zwycięstwo tylko po co ta nerwówka

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0