Marzyłem o grze z białym orzełkiem na piersi - wywiad z Tomaszem Pękalą, piłkarzem Rivelli SC Bregenz

autor: Polska Agencja Prasowa | 2010-06-01, 11:45 | źródło: PAP |

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Nie udało mu się zagrać w reprezentacji Polski, ale wystąpił w młodzieżowej kadrze Austrii. O perypetiach z tym związanych, o ojcu Mirosławie, byłym graczu polskiej drużyny narodowej - w rozmowie z PAP opowiada 26-letni Tomasz Pękala, płkarz Rivelli SC Bregenz.

PAP: W Polsce nazwisko Pękala kojarzone jest przede wszystkim z Pana ojcem, dawnym zawodnikiem Śląska Wrocław i Lechii Gdańsk.

Tomasz Pękala: Jestem dumny z taty (Mirosław Pękala ma 48 lat i też mieszka w Austrii - PAP), wiem jakim był piłkarzem i jestem przekonany, że gdyby nie pewne sprawy, zrobiłby międzynarodową karierę.

Pana futbolowe początki miały miejsce w Polsce?

- Zacząłem treningi w wieku 5 lat w Śląsku. Nikt mnie nie musiał namawiać, sam chciałem grać tak jak tata. Już po dwóch latach wyjechaliśmy do Bregencji, gdzie trafiłem do klubu Viktoria Bregenz, w którym był mój ojciec.

Grał Pan w austriackiej młodzieżówce, ale w seniorskiej kadrze już nie.

- Wystąpiłem w 15 meczach, m.in. przeciwko Niemcom, w składzie ze Schweinsteigerem, Lellem, Rensingiem, Gomezem. Z nimi nawet wygraliśmy. Obserwował mnie w tym czasie selekcjoner, ale byłem bardzo młody i to nie był chyba jeszcze właściwy moment na powołanie do dorosłej ekipy narodowej.

Dlaczego Tomasz Pękala nie broni polskich barw?

- Zanim zagrałem pierwszy raz dla Austrii, była opcja polska. Moim marzeniem był występ z białym orzełkiem na piersi. Mając 19 lat i będąc zawodnikiem pierwszoligowego SV Bregenz skontaktował się ze mną trener Edward Klejndinst (prowadził młodzieżówką, w kadrze "A" był asystentem - PAP). Byłem zachwycony, decyzję też podjąłem, oczywiście korzystną dla Polski.

Dlaczego więc nie doszło do debiutu w biało-czerwonym zespole?

- Szkoleniowiec był na spotkaniu z Rapidem Wiedeń, potem znów zadzwonił i powiedział, że chce mnie zaprosić na zgrupowanie. Okazało się, że jest problem z moim polskim paszportem. Aby go odzyskać szukaliśmy pomocy u polityków. Niestety, w PZPN nie było wtedy takiej chęci zabiegania o Polaków grających na co dzień za granicą, jak ma to miejsce teraz. Z kolei Austriacy bardzo się interesowali, a w klubie naciskali, abym występował dla tego kraju, a nawet usłyszałem: albo grasz dla Austrii, albo siadaj na ławkę. Dla młodego gracza to była ciężka sprawa. Żałuję, że się nie udało.

Gdyby teraz miał Pan wybór, jaka byłaby decyzja?

- Sprawa jest jasna, zawsze marzyłem i chciałem grać dla Polski.

Jak się Panu wiedzie w Bregencji?

- Klub miał problemy finansowe, opuścił ekstraklasę (przez trzy lata Pękala rozegrał 45 meczów - PAP) i gra zaledwie w trzeciej lidze. Celem jest powrót do najwyższej klasy rozgrywkowej, a mnie ściągnęli ponownie po to, abym pomógł to osiągnąć.

Niewielu kibiców pamięta, że parę lat temu mógł Pan pójść śladami ojca i zagrać w Lechii.

- To było latem 2005 roku. Po długiej podróży z ojcem, stawiliśmy się w Gdańsku. Niestety, testy nie były najlepiej zorganizowane. Który zawodnik jedzie swoim autem 15 godzin? Nie trenowałem z Lechią, miałem tylko sprawdzian motoryczny, zagrałem jakiś mecz na sztucznej murawie z amatorami i może kwadrans w sparingu "Zielonych". Tak naprawdę nie dostałem szansy pokazania się. Ale z drugiej strony spędziłem kilka fajnych dni w Gdańsku i za to jestem wdzięczny działaczom Lechii. Kibicuję temu klubowi.

Były inne propozycje z polskiej ligi?

- Był kontakt z LKS Łomża, lecz nie z tego nie wyszło po ich spadku z drugiej ligi. Praktycznie byłem dogadany z Górnikiem Łęczna, jednak wyszła sprawa afery korupcyjnej i temat upadł. Oczywiście, rozmawiałem też ze Śląskiem, jednak z różnych względów nic z tego nie wyszło. Generalnie nie miałem za bardzo szczęścia.

Czyli do Polski przyjeżdża Pan tylko na wakacje?

- Zawsze chętnie wracam do ojczyzny. Jeżdżę do rodziny do Wrocławia i Kłodzka. Uwielbiam też odpoczywać na plaży w Sopocie czy spacerować po starówce w Gdańsku. To przepiękne rejony Polski, którymi zdążyli się zachwycić także moi zagraniczni koledzy klubowi.

W Austrii jest cała rodzina Pękalów?

- Tak, rodzice oraz 29-letni brat mieszkają również w Bregencji, u stóp Alp i nad jeziorem Bodeńskim. W lecie kąpię się w jeziorze, a zimą jeżdżę na nartach. Mama z tatą są po rozwodzie, ale żyją w zgodzie. Z ojcem często się widujemy i dyskutujemy o futbolu, a nawet gramy w siatkonogę oraz rywalizujemy jeden na jeden. Zawsze jest fajna zabawa. Tata szkoli młodych chłopaków, poza tym chodzi na wszystkie moje mecze. A potem analizuje, bo jest niezwykłym fachowcem. W ogóle jest w znakomitej formie, biega, wędruje po górach.

Dobrze zna Pan stadion w Kufstein, na którym w środę Polska zmierzy się towarzysko z Serbią?

- Grałem tam i w tym sezonie, bo FC Kufstein to nasz rywal, ale i w drugiej lidze, w barwach Altach. Stadion jest malutki, z tylko jedną trybuną. Zawsze wieje wiatr. Kabiny dla rezerwowych są stare i ogólnie nie jest to stadion czysto piłkarski.

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Powiązane artykuły

Dodaj swój komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz

Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się. Zajmie to pół minuty.


Dowiedz się jak umieszczać linki do tagów, pogrubiać tekst, itp.

Ostatnie komentarze

Sortuj:
Zgrzebniok

Jakbyś chciał to byś grał dla Polski albo dla nikogo! Głośne nie dla takich co sobie wybierają skoro nie mogą grać u siebie.

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0
kibic

Mirosław Pękala, kawał grajka. Pozdrowienia z Lublina.

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0