Zobacz wersjÄ™ beta nowego serwisu www.SportoweFakty.pl
Siatkówka  -  USA  -  Brazylia  -  Pekin 2008
Golden team made in the USA - relacja z finału USA - Brazylia
autor: Kinga Popiołek, 2008-08-24, 09:55, źródło: inf. własna
skomentuj   komentarze (0)   drukuj artykuÅ‚        
Jest to trzeci złoty medal wywalczony przez męską reprezentację USA. Ostatnie złoto zdobyli równo dwadzieścia lat temu, podczas Igrzysk Olimpijskich w Seulu. Brazylijczycy po raz drugi w krótkim czasie musieli uznać wyższość Amerykanów podczas dużej imprezy. W Całym spotkaniu zdobyli zaledwie 4 punkty mniej od rywali.
Szczególny szacunek należy się trenerowi zawodników z Ameryki Północnej, Hugh McCutcheonowi, który mimo ogromnej tragedii jaka spotkała jego rodzinę w Pekinie, potrafił doprowadzić swój team do najwyższego stopnia podium.

USA – Brazylia
3:1 (20:25, 25:22, 25:21, 25:23)


składy

USA: Ball, Lee, Millar, Stanley, Priddy, Salmon, Lambourne (libero) oraz Rooney, Hoff
Brazylia: Marcelinho, Gustavo, Andre Heller, Dante, Giba, Andre, Sergio (libero) oraz Bruno, Rodrigão, Murilo, Samuel

Nienajlepiej rozpoczęło się to spotkanie dla zawodników z Ameryki Północnej, którzy po skutecznym ataku Dante oraz dwóch z rzędu błędach Claytona Stanleya przegrywali 0:3. Kolejne akcje, po których przewaga Brazylii wyraźnie rosła, mogły wskazywać na to, że Canarinhos w finale będą nie do zatrzymania i w tym marszu po złoto rozgromią Amerykanów. Bardzo dobra gra podopiecznych Bernardo Rezende wymuszała błędy po stronie przeciwnika. Reprezentanci Stanów Zjednoczonych starali się odrabiać straty przez co dużo ryzykowali zagrywką. Wiele z tych prób nie powiodło się, jedynie Lloy Ball zdobył punkt bezpośrednio z serwisu. Brazylijczycy od początku utrzymywali co najmniej trzypunktową przewagę. Na sukces Canarinhos w pierwszym secie złożyła się doskonała gra całego zespołu, którą zwieńczył 25 punktem Andre Heller.

Początek drugiego seta to nie było spotkanie Stany Zjednoczone – Brazylia. To był pojedynek Clayton Stanley - Brazylia. Świetna zagrywka tego zawodnika sprawiała ogromne trudności w przyjęciu po stronie przeciwników, a dzięki temu pierwsze punkty na swoim koncie zanotowali Amerykanie. Oprócz kąśliwych serwisów, Stanley dorzucał punkty z ataku i po kilku minutach na tablicy świetlnej widniał wynik 6:0. Brazylijczycy byli jak zaczarowani, a pierwszy punkt zdobył Giba. Jednak i tak to gracze Hugh McCutcheon’a prowadzili podczas pierwszej przerwy technicznej 8:1. Dla pewnych siebie Canarinhos to był prawdziwy cios! Po powrocie na boisko wielokrotni mistrzowie świata i olimpijscy nie potrafili przełamać znakomitej passy przeciwników. Ci natomiast nabrali wiatru w żagle i grali jak z nut. Giba dwoił się i troił, ale mimo tego przewaga Amerykanów wynosiła 6 punktów, 12:6. Do drugiej przerwy technicznej obydwie strony punktowały na przemian, ale i tak to wciąż gracze z USA mieli w zanadrzu sześć oczek, 16:10. Po przerwie nastąpił mały przestój w grze Balla i spółki. Czujny trener McCutcheon po bloku Andre Hellera na Rileyu Salmonie, 17:13, poprosił o czas. Ale przerwa na żądanie nie wybiła rywali z rytmu, którzy niebezpiecznie zbliżali się do Amerykanów tracąc już tylko 2 punkty, 17:15. W dwóch kolejnych akcjach skuteczny w ataku i bloku okazał się David Lee i jego koledzy z drużyny mogli nieco odetchnąć z ulgą. Jednakże Brazylijczycy nie mieli zamiaru oddawać za darmo tej partii, dlatego w końcówce wywiązała się zacięta walka, w trakcie której Canarinhos doszli przeciwników już na 1 punkt, 21:20. Wtedy ponownie do akcji wkroczył niesamowity Clayton Stanley i decydujące piłki drugiego seta były swoistym "one men show".

Trzecia odsłona spotkania rozpoczęła się od wyrównanej walki punkt za punkt po obu stronach siatki. Do stanu 8:7 dla Amerykanów najbardziej widoczny na boisku był brazylijski środkowy, Gustavo, zdobywca trzech punktów. Od remisu po 9 stan gry na boisku zaczął ulegać zmianie na korzyść USA. Dwa skuteczne bloki dały reprezentantom Stanów Zjednoczonych trzy punkty przewagi, a trenera Rezende zmusiły do poproszenia o przerwę. Nie odniosła ona jednak pożądanego efektu i to Amerykanie w dalszym ciągu byli stroną dominującą. Po wykorzystaniu dwóch czasów brazylijski szkoleniowiec przy stanie 20:15 postanowił wymienić połowę składu. I tak Bruno zmienił Andre, Samuel – Marcelinho, a Murilo wszedł za Dante. Zmiana okazała się skuteczna, gdyż od razu asa serwisowego posłał Bruno, a bracia Endres postawili skuteczny blok. Gdy Canarinhos zaczęli ponownie odrabiać straty, Hugh McCutcheon musiał przedstawić kilka uwag swoim zawodnikom. Przerwa wybiła z rytmu Murilo, który w kluczowych momentach dwukrotnie pomylił się, przybliżając rywali do zwycięstwa z tej partii. Ostatecznie Amerykanie wygrali 25:21 po autowej zagrywce Samuela.

Czwarta, i jak się okazało ostatnia, partia finałowego spotkania była najbardziej zacięta ze wszystkich, a w dodatku stojąca na poziomie jak najbardziej godnym pojedynku o złoty medal Igrzysk Olimpijskich. Przez długi czas żadna z drużyn nie była w stanie wysunąć się co najmniej dwupunktowe prowadzenie, a gdy w końcu ta sztuka udała się Brazylii, przy stanie 6:8, to właśnie Canarinhos mieli nieznaczną przewagą niemalże do samego końca. Gdy set wchodził w decydującą fazę pomylił się w zagrywce Lloy Ball i podopieczni Bernardo Rezende prowadzili 20:17. Dla Amerykanów był to niebezpieczny wynik, gdyż zwycięstwo rywali w tej partii doprowadziłoby do tie-breaka, a wtedy spotkanie właściwie rozpoczęłoby się na nowo. Tak się jednak nie stało, gdyż reprezentanci USA postawili dwa bloki nie do przejścia, a wyrównujący punkt zdobył Clayton Stanley, który rozegrał w niedzielę bodajże mecz swojego życia. Kolejny blok i autowy atak Giby i Amerykanie prowadzili 22:20. Bardzo zezłościły te akcje brazylijską armatę, do tego stopnia, że trener Rezende wpuścił w miejsce Giby swojego syna na zagrywkę, w obawie, żeby jego złość nie obróciła się przeciwko całej drużynie. Jednak ta zmiana nie przyniosła efektu i po ataku ze środka Ryana Millara Amerykanie mieli piłkę meczową. Egzekucję odroczył na chwilę Murilo, ale w kolejnej akcji kropkę nad "i" postawił Clayton Stanley - ten, który niesamowicie przyczynił się do kolejnego triumfu Stanów Zjednoczonych podczas turnieju olimpijskiego.
skomentuj   komentarze (0)   drukuj artykuÅ‚        
wasze komentarze (0)
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Bądź pierwszy!
Najbliższe wydarzenia
Zobacz pełny program | Starty Polaków
Wybierz:
Bwin
Sportingbet
Zdjęcie dnia 2010-02-15

Justyna Kowalczyk na trasie biegu na 10 km stylem dowolnym
Klasyfikacja medalowa
Kraj ZÅ‚. Sr. Br. Suma
1 Chiny 51 21 28
100
2 USA 36 38 36
110
3 Rosja 23 21 28
72
4 Wielka Brytania 19 13 15
47
5 Niemcy 16 10 15
41
... Polska 3 6 1
10
Zobacz całą klasyfikację | Zobacz klasyfikację wszechczasów
W ostatniej części wywiadu z portalem SportoweFakty.pl Adam Korol, zÅ‚oty medalista z Pekinu opowiada miÄ™dzy innymi o gdaÅ„skim wioÅ›larstwie, planach na przyszÅ‚ość i o tym, jakie ma spojrzenie na Chiny [...] czytaj »
Zgodnie z tytuÅ‚em - najwiÄ™ksze hity igrzysk, multimedaliÅ›ci, triumfatorzy z Polski, dziesięć wielkich chwil zawodów w Pekinie, wszystko wedÅ‚ug subiektywnego wyboru [...] czytaj »
To byÅ‚ fantastyczny turniej. Redeem Team prowadzony przez Mike'a Krzyzewskiego dopiero w finale musiaÅ‚ pokazać na co go stać. I zrobiÅ‚ to w wielkim stylu ostatecznie pokonujÄ…c HiszpaniÄ™ [...] czytaj »