Andrzej Piątek: Cały sezon podporządkowany igrzyskom
autor: Polska Agencja Prasowa | 2008-08-23, 10:57 | źródło: PAP |
- Cały sezon podporządkowaliśmy igrzyskom olimpijskim. To przyniosło spodziewane rezultaty - podkreślił trener srebrnej medalistki w kolarstwie górskim Mai Włoszczowskiej - Andrzej Piątek.
- W tym roku odpuściliśmy inne starty. Podporządkowaliśmy plan treningów i występów wyłącznie igrzyskom olimpijskim. Zaowocowało to niską lokatą Mai w rankingu, ale wiedziałem, że startując z drugiej linii wiele nie straci - wyjaśnił Piątek.
- Spodziewałem się tego medalu. Statystycznie nie było na niego szans, bowiem Maja nie stawała ostatnio w Pucharze Świata na podium. Wiedziałem jednak, że jesteśmy lepiej przygotowani niż przed mistrzostwami świata, gdzie była piąta. Miała doskonałe wyniki badań - dodał trener, który z Włoszczowską pracuje od 2003 roku.
- Występowi na igrzyskach podporządkowałam ostatnie sześć lat życia. Dwa lata szykowałam się do igrzysk w Atenach, a resztę - do startu w Pekinie. Cztery lata temu byłam szósta, tym razem druga. Zrobiliśmy wszystko na co nas stać. Choć ostatnie dwa lata nie były dla mnie najlepsze, to widać, że w okresie bezpośrednio przed najważniejszym startem wszystko udało się zrobić doskonale - potwierdziła Włoszczowska.
Wyjaśniając plan taktyczny ustalony dla srebrnej medalistki trener Piątek podkreślił, że miała jak najszybciej przebić się do czołówki, kontrolować sytuację. Najważniejsze było jechać swoim tempem i walczyć o medal.
- W stosunku do ubiegłorocznych zawodów kontrolnych trasa zmieniła się na znacznie trudniejszą, bardziej techniczną. Nie ma na niej właściwie odcinka, poza prostą startową, gdzie można odpocząć. Odpowiednio się jednak przygotowaliśmy - przede wszystkim dużo trenowaliśmy na szosie - powiedział trener.
Piątek nie mógł się nachwalić pracy mechaników, dzięki którym rowery były doskonale przygotowane do startu.
- Od lat jeździmy na scottach - to rowery z najwyższej półki światowej. Grześ Dziadowiec i Hubert Grzebinoga dopracowali je tak, że ważył 8,7 kg. To prawdziwe mistrzostwo świata, bowiem ta waga ma kluczowe znacznie. Przed igrzyskami trenowaliśmy na rowerach o pół kilo cięższych. W kolarstwie górskim nie ma dolnej granicy, więc można je jeszcze bardziej odchudzić. Koszt takiego roweru, bez "robocizny", to około 20 tysięcy złotych. My jednak nie płacimy - mamy od tego sponsorów - wyjaśnił.
Mimo zdobycia krążka trener podkreślał, że organizatorzy zachowali się bardzo nie fair przenosząc finał na inny dzień i inną godzinę. Jak wyjaśnił, to on oraz trener późniejszej złotej medalistki Sabine Spitz, protestowali najgłośniej. Występ ich podopiecznych pokazał, że dobrze przygotowanym zawodniczkom takie zmiany nie przeszkadzają.
- Tak się nie robi. Nie widziałem tego nawet na zawodach niższej rangi. Zmiana dnia, to nie było nic strasznego, ale zmiana godziny była groźna. Przez ostatni miesiąc, w hotelu Szarotka w Zieleńcu, przestawiliśmy sobie dobę praktycznie na pekiński czas i trenowaliśmy o tej samej godzinie, o której miał się odbyć wyścig. Wszystko było ułożone pod ten jeden start, a organizatorzy wykręcili nam numer. Nie chcę się domyślać czemu - powiedział Piątek.
- W naszej ekipie było z tego powodu lekkie poruszenie. Po powrocie z odprawy technicznej powiedziałem zawodnikom - nie ma się czym stresować, nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Jesteśmy dobrze przygotowani i robimy swoje. Okazało się, że miałem rację. Nie tylko Maja, ale i Ola Dawidowicz pojechała świetnie - dodał.
Trener Piątek zapewnił, że przed Włoszczowską jeszcze wiele lat startów i sukcesów.
- Majka ma dopiero 25 lat. O ile tylko będzie chciała, może się ścigać jeszcze przynajmniej dwie olimpiady. Na razie kolarstwo ją bawi i daje dużo przyjemności - powiedział.
Szkoleniowiec chciał również poprzez media podziękować sztabowi ludzi, którzy wspólnie pracowali na sukces.
- Dziękuję wszystkim, którzy nas wspierali. Podkreślić chcę trzy osoby, które współpracują ze mną w zasadzie od początku - od stycznia 1999 roku. To masażysta Mariusz Rajzer, nie tylko fizjoterapeuta, ale i psycholog dla zawodników. Grześ Dziadowiec - mój asystent i złota rączka oraz mechanik Hubert Grzebinoga. Bez tych ludzi nie byłoby tego wyniku - zapewnił.
Włoszczowska nie może liczyć na wypoczynek po igrzyskach. Prosto z Pekinu ma lecieć na zawody Pucharu Świata do Australii. Niewykluczone, że władze polskiego kolarstwa zmienią plany i będą chciały zabrać zawodniczkę do Polski.


