Piłkarski półfinał na korcie tenisowym

autor: Polska Agencja Prasowa | 2008-08-19, 19:47 | źródło: PAP |

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Spokój i powściągliwość w dopingu - to cechy rasowego kibica tenisa. I właśnie w atmosferze przypominającej kort centralny Wimbledonu przebiegał półfinał olimpijskiego turnieju piłkarskiego Argentyna - Brazylia (3:0).

Na Workers' Stadium zasiadło 53 968 widzów. Nie próbowali jednak stworzyć atmosfery piłkarskiego święta do jakiej zachęcały nazwiska bohaterów meczu - po jednej stronie Juan Roman Riquelme, Lionel Messi, Sergio Aguero, po drugiej - Ronaldinho, Diego, Alexandre Pato.

Kibice nagradzali brawami co bardziej widowiskowe zagrania, strzały. W pozostałych momentach zawodzili. Próby "uruchomienia", wciąż budzącej zachwyt, meksykańskiej fali spełzały początkowo na niczym. Po kilkunastu kolejnych udał się zaangażować w pokaz cały obiekt. Niestety po dwóch "rundach" entuzjazm opadł.

Jedynie kontakt z piłką największych gwiazd, szczególnie Ronaldinho, był w stanie wywołać krótkotrwałą wrzawę. Na nieszczęście Brazylijczyk dobrze grał tylko w początkowych minutach meczu, a później niemalże zniknął z pola widzenia. Taki stan rzeczy nie przeszkadzał owacyjnie powitanemu kibicowi Argentyny - Diego Maradonie.

I rzeczywiście przebieg spotkania nie wpłynął zbyt dobrze na kibiców - gra była jednostronna, pod dyktando Argentyny. Po dwóch trafieniach Aguero i golu z karnego Riquelme "biancocelesti" wygrali 3:0. Brazylijczycy tylko raz sprawili, że piłka zatrzepotała w siatce - Pato dobił uderzenie kolegi. Sędzia z Urugwaju - Martin Vazquez, odgwizdał jednak pozycję spaloną. W finale złoci medaliści z Aten zmierzą się z Nigerią.

Pierwsze trafienie wzbudziło spore kontrowersje. Powtórki nie rozstrzygają, czy Aguero zdobył bramkę prawidłowo, czy też pomógł sobie ręką. Co gorsze - replay został wyświetlony na olbrzymich ekranach na stadionie. Sympatycy Brazylii wyraźnie się wtedy "zagotowali". Kolejne sporne sytuacje nie były już pokazywane publicznie.

Brazylijczycy nie potrafili pogodzić się z porażką. Swoją frustrację wyładowali na rywalach i zobaczyli za bezmyślne faule dwie czerwone kartki. Kończyli więc mecz w dziewiątkę, ale Argentyna była miłosierna - wstrzymała ataki i nie dążyła do podwyższenia rezultatu.

- Byłem na kilkunastu meczach Argentyny z Brazylią - na żadnym nie było takiej atmosfery. Czułem się jak na pogrzebie - powiedział PAP argentyński dziennikarz Carlos M. Garcia.

Entuzjazm kibiców został znacznie pobity przez entuzjazm mediów. Na stadionie zjawiło się znacznie ponad tysiąc dziennikarzy. Z tego względu wstęp na konferencję prasową odbywał się... na podstawie biletów. Obowiązywała zasada - kto się pierwszy zgłosi, ten dostanie bilet. Z tego względu rzesze przedstawicieli mediów nie obejrzało spotkania do końca - ruszyli ustawić się w kolejce po wejściówki.

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Powiązane artykuły

Dodaj swój komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz

Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się. Zajmie to pół minuty.


Dowiedz się jak umieszczać linki do tagów, pogrubiać tekst, itp.