A może do zoo?

autor: Polska Agencja Prasowa | 2008-08-19, 14:01 | źródło: PAP |

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Zawodnicy, którzy mają już za sobą występy na olimpijskich arenach, ale nie wyjeżdżają z Pekinu, szukają wszelkich sposobów spędzania wolnego czasu. Ci, którzy zobaczyli już Wielki Mur oraz Zakazane Miasto, kupili wszystko co niezbędne w wielkich sklepach, wybierają inne możliwości - we wtorek liczna grupa zawodników, trenerów i kibiców odwiedziła pekińskie zoo.

Pierwszym miejsce, do którego kierują się wszyscy zwiedzający, jest główna atrakcja ogrodu - wybieg dla pandy wielkiej. W Pekinie, tych będących na granicy wymarcia zwierząt, jest co najmniej kilkanaście. Większość w ciągu dnia leniwie wysypia się na wybiegu. Ku uciesze dzieci oraz dorosłych jedna zdecydowała się wejść na wysokie drzewo i z lubością pozowała do fotografii.

- Jest piękna - powtarzała w kółko, robiąc zdjęcia zawodniczka z Jamajki.

Atrakcję ogrodu stanowi również niedawno wybudowane oceanarium. Rekiny, delfiny oraz... błazenki - to najbardziej "oblegane" zwierzęta. Te ostatnie są szczególnie lubiane przez dzieci - błazenek był bowiem bohaterem popularnego filmu animowanego.

W ciągu dnia kilkakrotnie organizowane są pokazy sztuczek i akrobacji w wykonaniu delfinów oraz słoni morskich. Wielki ssak bardzo zachwycił siedzącego obok mnie kibica koszykówki z Litwy - Rewelacja, ten stwór tańczy break dance, jakby był z Nowego Jorku - ocenił okiem "eksperta".

Wolontariusze pomagający obcokrajowcom na terenie zoo pokazali we wtorek wielkie zaangażowanie w budowę wizerunku nowoczesnych, uśmiechniętych Chin.

Gdy okazało się, że brakuje mi gotówki, by wejść do oceanarium (na teren zoo sportowcy i dziennikarze wchodzą za darmo) ruszyli z pomocą. Nie udało się jednak załatwić zniżki w kasie, a na pytanie czy mogą wymienić 100 dolarów zgodnie zaprzeczyli - Niestety nie mamy takiej gotówki, ale tu niedaleko jest bank, tam pewnie się uda.

W Chinach większość banków nie ma zezwolenia na przeprowadzanie wymiany - musiałem więc skierować się do oddalonego o około 2 km Banku Chin. Nim jednak ruszyłem w drogę podbiegł wolontariusz - Cheng Long Wei i zaproponował, że zawiezie mnie tam na rowerze.

Jazda po drogach stolicy Państwa Środka to wielkie przeżycie dla przyzwyczajonego do porządku przybysza z Zachodu. Tym większą przygodą okazała się jazda na bagażniku roweru, który służył także poprzednim pokoleniom rodziny Wei. W Pekinie kierowcy nie przejumują się bowiem obecnością innych pojazdów - ich jazdę może zatrzymać jedynie czerwone światło.

Było to też przeżycie dla mierzącego około 165 cm wzrostu Cheng Longa, który nalegał bym nazywał go Neo - od imienia bohatera filmu Matrix. Wagowo bliżej mi bowiem do Szymona Kołeckiego niż Łukasza Maszczyka. Zdyszany, ale zadowolony, że mógł pomóc Cheng, nie chciał w zamian żadnej gratyfikacji. Pozostało mi tylko jedno - zamieniliśmy się miejscami i w drodze powrotnej to ja byłem kierowcą.

I tylko jedno miejsce w dużym ogrodzie zoologicznym budzi nie zachwyt, a przygnębienie. To pomieszczenia, w których mieszkają największe koty świata - tygrysy, lwy, pantery, gepardy. Ich pawilon jest przestarzały, zniszczony, a klatki w których przebywają mają nie więcej niż 15-20 metrów kwadratowych.

Zza przerdzewiałych krat wielkie koty przeszywają wzrokiem zwiedzających. Tak smutnych oczu nie spotka się nigdzie w Pekinie.

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Powiązane artykuły

Dodaj swój komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz

Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się. Zajmie to pół minuty.


Dowiedz się jak umieszczać linki do tagów, pogrubiać tekst, itp.