Do Pekinu po medal! - rozmowa z Marcinem Matkowskim, najlepszym polskim deblistą

autor: Jarosław Kowal | 2008-05-06, 00:24 | źródło: inf. własna |

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Oto jeden z paradoksów polskiej sceny sportowej: mimo że cały tenisowy świat wzdycha w stronę turniejów gry pojedynczej, to najpopularniejszymi polskimi tenisistami są debliści. Mariusz Fyrstenberg i Marcin Matkowski od dłuższego czasu ratują honor męskiego tenisa nad Wisłą. A w dodatku drugi z nich wydaje się być urodzonym optymistą.

Jarosław Kowal: Jest pan obecnie najlepszym polskim deblistą (oczywiście wraz z Mariuszem Fyrstenbergiem), ale w dzieciństwie marzył pan pewnie, by odnosić sukcesy w grze pojedynczej. Nie mylę się?

Marcin Matkowski: Tak, jak każdy marzyłem o sukcesach w grze pojedynczej,
ale przyszły w deblu, więc dobrze, że tak się stało.

Wydawało się, że para Fyrstenberg/Matkowski ma problemy z powrotem do bardzo dobrej dyspozycji, tymczasem turniej w Barcelonie utwierdza nas w przekonaniu, że tak nie jest...

- Wyniki ostatnio nie były takie, jakie były oczekiwania nasze oraz naszych kibiców, ale gra była niezła. Wiedzieliśmy więc, że musimy tylko spokojnie czekać na dobre rezultaty, które w końcu powinny przyjść. Mam nadzieję, że od turnieju w Barcelonie będzie już tylko coraz lepiej.

W finale przegraliście z braćmi Bobem i Mike'iem Bryanami. Czy jest szansa na to, aby ich dominacja w grze podwójnej dobiegła końca?

- Być może nie będą już wygrywali każdego turnieju, jak to czynili ostatnimi czasy, ale i tak myślę, że w dalszym ciągu są najlepszą parą na świecie i skończą rok na pierwszym miejscu.

Jakie są szanse na to, że Frytę i Matkę zobaczymy pod koniec roku na turnieju mistrzów?

- Pół na pół. Mamy teraz dość dużą pewność siebie, ale zależy, co się stanie na turniejach rozgrywanych na kortach ziemnych i trawiastych. Jeżeli będziemy w "ósemce" rankingu ATP Doubles Race, albo przynajmniej blisko niej, tuż po Wimbledonie, to szanse wówczas będą duże.

Najprawdopodobniej wraz z Mariuszem będziecie naszymi reprezentantami na turnieju w Pekinie. Co się czuje przed tak ważną imprezą? Zdenerwowanie? Poczucie odpowiedzialności?

- Uważam, że nasz pierwszy start na igrzyskach, w Atanech, bardzo nam pomoże w przygotowaniach do tegorocznych igrzysk, bo jednak turniej olimpijski jest zupełnie inny niż na przykład zawody cyklu ATP Tour. Towarzyszy mu inna presja i inne otoczenie, dlatego bagaż doświadczeń z Aten da nam na pewno bardzo dużo. Igrzyska to zaszczyt dla każdego sportowca. W Atenach był dla nas tym większy, że tylko my reprezentowaliśmy naszą dyscyplinę. Teraz zarówno my jak i Aga Radwańska możemy być pewni występu w Pekinie.

Czy to że turniej olimpijski rządzi się swoimi prawami, oznacza, że będzie łatwiej o
sprawienie niespodzianki?

- Będzie to bardzo ciężki turniej, ale w Atenach było dużo niespodzianek. Mam nadzieję, że w Pekinie będzie tak samo.

Z jakimi zatem celami jedziecie do Pekinu?

- Jedziemy po medal! Zakładanie czego innego byłoby nie na miejscu. A zdobycie medalu jest zdecydowanie w naszym zasięgu.

Cztery lata temu, w Atenach, nie wyszło. Przegraliście już w pierwszej rundzie z Federerem i Allegro. Jak wspomina pan tamten turniej?

- Już sam fakt zakwalifikowania się był dla nas wielkim osiągnięciem, bo jeszcze rok przed igrzyskami nikt nie myślał, że tenis polski będzie na nich reprezentowany. A co do samego meczu: oni byli lepsi, a poza tym wtedy jeszcze chyba nie byliśmy gotowi do wygrywania z takimi zawodnikami jak Federer czy najlepsze deble na świecie.

Zmieńmy temat. Obecnie męski tenis w Polsce stoi na bardzo kiepskim poziomie. Jaka jest szansa na poprawę tej sytuacji? Czy widać światełko w tunelu?

- Uważam, że jest to przejściowa sytuacja. Michał Przysiężny wraca po kontuzji, Łukasz Kubot będzie grać znowu na swoim dobrym poziomie, Dawid Olejniczak wygrał pierwszy challenger w karierze... No i mamy tez młodych jak Marcin Gawron czy Jerzy Janowicz. Dlatego myślę, że za rok będzie już o wiele lepiej.

Już wiadomo, że nie uda się Polsce awansować w tym roku do Grupy Światowej Pucharu Davisa, ale przed wami bój o utrzymanie się w Grupie I Strefy Euroafrykańskiej z Białorusią. Jakie szanse na zwycięstwo?

- Sześćdziesiąt do czterdziestu dla nas pod warunkiem, że wszyscy będą gotowi na sto procent do gry.

Kto w drużynie waszych lipcowych rywali może wam pokrzyżować plany? Max Mirnyj to już nie ten sam zawodnik...

- Mirnyj i Wołczkow (Wladimir - przyp. red.) to dwie podpory ich daviscupowej drużyny już od kilku lat. O innych zawodnikach w zasadzie nie mam pojęcia, a to prawda, że wymieniona dwójka swoje najlepsze lata ma już za sobą.

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Powiązane artykuły

Dodaj swój komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz

Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się. Zajmie to pół minuty.


Dowiedz się jak umieszczać linki do tagów, pogrubiać tekst, itp.

Ostatnie komentarze

Sortuj:
Adriano5,5

mam paletkę od ping-ponga, to mogę jechać do pekinu?????? ja mogę obiecać że powalczę o złoto!!!jest w moim zasięgu

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0