Andrzej Prochota: Team Order był, jest i będzie

autor: Andrzej Prochota | 2010-07-27, 17:22 | źródło: inf. własna |

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Team Order - polecenie wydane kierowcy przez szefostwo zespołu, w którym mowa jest o przepuszczeniu innego kierowcy, najczęściej partnera z zespołu. Obecnie takie działania w F1 są zabronione.

Chyba najsłynniejszym Team Order w ostatnich latach był ten z Austrii w roku 2002, kiedy to Rubens Barrichello na kilka metrów przed metą zwolnił i wyprzedził go Michael Schumacher. Doszło wtedy do niemałego skandalu. Najpierw kibice wygwizdali obu kierowców, a na podium Niemiec oddał swoje miejsce Brazylijczykowi. Zrobiło się zamieszanie, a Ferrari zostało ukarane karą w wysokości miliona dolarów

Takich sytuacji, jak ta na torze A1 Ring w Austrii w Formule 1 było wiele. Największy wysyp poleceń zespołowych był w latach 90-tych. Gerhard Berger podczas Grand Prix Japonii w 1991 roku, pomógł Aytonowi Sennie wyeliminować z wyścigu Nigela Mansella. Jednak słynny Brazylijczyk oddał swoją pozycję lidera na rzecz Bergera przed samą metą.

Fatalnie musiał się czuć Eddie Irvine w 1997 roku. Miał bardzo duże szanse na wygranie swojego pierwszego wyścigu w Formule 1. Niestety musiał przepuścić Schumachera, ponieważ ten ciągle walczył o tytuł mistrzowski. Niewiele gorzej miał Rene Arnoux, który dzięki zignorowaniu Team Order wygrał Grand Prix Francji. Wiele go to kosztowało i wraz z końcem sezonu został wyrzucony z zespołu.

Polskich kibiców na pewno nurtuje wyprzedzenie Nicka Heidfelda przez Roberta Kubicę podczas Grand Prix Kanady w roku 2008. Niemiec przyznał wtedy po wyścigu, że to on miał bardzo duże szanse na zwycięstwo. Zespół przekazał mu, że Polak jest od niego szybszy i rzeczywiście Robert jechał wtedy fenomenalnie i jeżeli myślał o wygranej musiał przejechać kilkanaście bardzo szybkich okrążeń. Kubica przyznał po wyścigu, że teraz jest 1-1, bo we wcześniejszej fazie sezonu, to on musiał przepuścić Niemca. - Dla mnie Formuła 1 jest świetnym przykładem sportu zespołowego. Kierowca jest najbardziej widoczny i najbardziej znany, ale bez swojej ekipy byłby nikim - to słowa Kubicy na temat Team Order.

Podobnie było w McLarenie, gdy w zespole jeździli Lewis Hamilton i Heikki Kovalainen. W niektórych wyścigach oddawanie pozycji przez Fina strasznie raziło w oczy, ale sędziowie mieli związane ręce. A to jakieś problemy z bolidem lub Heikki po prostu popełniał szkolne błędy na torze. Mogliśmy to zauważyć podczas Grand Prix Niemiec 2008. Świetnie spisał się wtedy realizator transmisji. Najpierw pokazywany był Kovalainen jadący przed Hamiltonem, potem kamera przyłapał Rona Denisa gdy ten naciskał "magiczny guzik". Chwilę potem to już Lewis był przed Heikkim. W tamtym sezonie jednak nie było tajemnicą kto jest numerem jeden w McLarenie, więc jakoś specjalnie nikogo to nie dziwiło.


Opisaną wyżej sytuacje doskonale widać na filmiku od 1:45

Jednak trzeba przyznać, że F1 to po części sport zespołowy. Doskonały przykład z roku 2008, kiedy to Ferrari miało zapewniony już tytuł mistrzowski konstruktorów, ale o pierwsze miejsce wśród kierowców walczył jeszcze Felpie Massa. Po kwalifikacjach kiedy okazało się, że z lepszego miejsca wystartuje Kimi Raikkonen, Fin powiedział dziennikarzom - Zrobię wszystko, aby pomóc zespołowi. Można było tylko się domyślać, do jakich sytuacji może dojść podczas wyścigu. I tak się stało, Massa zbliżał się do Kimiego, a ten przez kilkadziesiąt sekund miał "problemy" z bolidem i Brazylijczyk z łatwością go wyprzedził, i zajął drugie miejsce.

No i dochodzimy do Grand Prix Niemiec 2010. Rok po strasznie wyglądającym wypadku, Felipe Massa ma ogromne szanse na wygranie wyścigu. Wydawało się, że liderującym bolidom Ferrari nic nie zagrozi i zdobędą pewny dublet. Jednak na horyzoncie pojawił się Sebastian Vettel, który bardzo chciał osiągnąć sukces przed własną publicznością. Trzeba było podjąć szybką decyzję i jedyną nadzieją na pewne osiągniecie zwycięstwa, było przepuszczenie Fernando, który prezentował lepsze tempo od Brazylijczyka. - Ja to rozumiem i zrobiłbym to samo - powiedział z uśmiechem na twarzy Michael Schumacher.

Dlatego nie rozumiem po części komentarzy - jak to Ferrari zachowało się nie fair. Sebastian Vettel niebezpiecznie się zbliżył do kierowców włoskiego zespołu. Uważam, że Stefano Domenicali podjął słuszną decyzje. Fernando Alonso był szybszy od swojego partnera i mógł odjechać Vettelowi oraz odnieść pewne zwycięstwo. Problem polega na tym, że Ferrari zrobiło w sposób zbyt czytelny. Zawsze przecież można powiedzieć kierowcy, że kończy mu się paliwo i musi zwolnić (tak doskonale znamy to z McLarena).

Ekipa z logiem czarnego konia dostała karę w wysokości 100 000 dolarów. Usłyszymy pewnie o tym oddaniu pozycji jeszcze podczas Grand Prix Węgier, a potem czeka nas miesięczna przerwa od Formuły 1. Wtedy zapomnimy o tym incydencie i znowu będziemy się zachwycać ściganiem. Nic na to nie poradzimy, F1 czasem bywa brutalna, ale Team Order był, jest i będzie nadal w wyścigach, ponieważ jest częścią tego sportu.

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Powiązane artykuły

Dodaj swój komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz

Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się. Zajmie to pół minuty.


Dowiedz się jak umieszczać linki do tagów, pogrubiać tekst, itp.

Ostatnie komentarze

Sortuj:
auto

Przecież to norma. Żeby to nie było tak ordynarne jak w przypadku Ferrari 2002. To właśnie dodatkowo urozmaica ten sport a nie go niszczy.
Pozdro.

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0
daniel chocia

Świetny artykuł na temat Team Order nic dodać nic ująć:)

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0
Vader

"to w pewien sposób zmniejsza atrakcyjność i rywalizację na torze" - jaka atrakcyjność? Jaka rywalizacja na torze? Przecież rywalizacji na torze w tym sporcie nie ma i nie będzie.

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0
Ferdek

W pełni się zgadzam z autorem tego felietonu. Zawsze będą stosować różne zagrywki. A afera w Renault, jak kazano Piquetowi się rozwalić, dzięki czemu Alonso wygrał... :)

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0
kukla

Świetny artykuł. Zgadzam sięz wnioskami. TO w F1 było i będzie... taki urok tego sportu. Skoro kiedyś można było kazać drugiemu kierowcy odstąpić swój bolid na korzyść "tego pierwszego" to czemu dziś, nie kierować tym, kto ma dojechac pierwszy a kto drugi.

Wiadomo - to w pewien sposób zmniejsza atrakcyjność i rywalizację na torze... ale czyż nie lepiej wiedzieć skąd się wziął dany manewr niż tylko "domyślać" się o co chodzi (jak to było z McL)?

Dzięki za info z guzikiem - tego nie wiedziałem :D

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0
Kapiszon

Prawie jak w naszej rodzimej piłce nożnej. Przekręty i promowanie liderów było, jest i będzie.

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0
Holon De

ale jakby ferdek był szybszy, to by chyba felipe wyprzedził? czy on jest tylko dlatego szybszy, bo tak uważa?

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0
sebinio

Wiadomo że kierowcą nr 1 jest Alonso, i jak narazie to on wypada lepiej niż Massa w walce o tytuł mistrzowski. Więc sie nie dziwie że zespół wydał Team Order. Problem w tym, że zrobił to zbyt czytelnie.

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0
Robertooo

Dla mnie również nie ma co robić sprawy, przepuścili szybszego - niedawno sytuacja podobna z przepuszczaniem szybszego miała miejsce w zespole Red Bull, jednak tam nikt nikomu nie ustąpił i wiemy jak to się skończyło, tam chyba nie było żadnych team orders ;]]

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0
Olo

Taa, ale w kolarstwie wiadomo z góry kto jest liderem i szefostwo zespołu nie mówi, że traktuje wszystkich równo, więc porównanie do kolarstwa jest fallusa warte.

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0
Jacek

Sport to też biznes. To nie tylko w F1 dzieją się takie rzeczy (np. w kolarstwie też promuje się tzw. "lidera").

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0