MŚ: Niedziela w Daegu
autor: Polska Agencja Prasowa | 2011-09-04, 17:55 | źródło: PAP |
Rekord globu jamajskich sprinterów w sztafecie 4x100 m był ozdobą ostatniego dnia 13. lekkoatletycznych mistrzostw świata w koreańskim Daegu. Prowadzeni przez Usaina Bolta zawodnicy uzyskali czas 37,04 i o 0,06 s poprawili własny rezultat sprzed trzech lat.
Doskonale zaprezentowali się także polscy sprinterzy, którzy zaledwie jedną setną sekundy przegrali brązowy krążek - 38,50. Paweł Stempel (KS AZS AWF Biała Podlaska), Dariusz Kuć (SL WKS Zawisza Bydgoszcz), Robert Kubaczyk (AZS Poznań) i Kamil Kryński (KS Podlasie Białystok) w eliminacjach pobiegli jeszcze szybciej, uzyskując 38,41. Do rekordu kraju zabrakło im czterech setnych.
- Mierzyliśmy w niego w finale, ale się nie udało. Czwarte miejsce to dla nas ogromny sukces; przed eliminacjami nie wierzyliśmy w to. Chcieliśmy znaleźć się w ósemce, a potem dowieźć pałeczkę do końca; okazało się, że walczyliśmy o medale - skomentował Kuć.
Wśród kobiet najszybsze okazały się Amerykanki (Bianca Knight, Allyson Felix, Marshevet Myers, Carmelita Jeter) - 41,56, które wyprzedziły Jamajki i Ukrainki.
Dla Felix był to czwarty medal wywalczony w tych mistrzostwach. Wcześniej odebrała złoto za 4x400 m, srebro za 400 m i brąz za 200 m i jest zawodniczką, która najczęściej w Daegu stawała na podium.
Dla polskich kibiców nie bez znaczenia był finał rzutu młotem kobiet. O medal miała walczyć obrończyni tytułu Anita Włodarczyk (Skra Warszawa) i mimo że osiągnęła najlepszy wynik w tym sezonie (73,56), uplasowała się na piątej pozycji.
- Przyjechałam tutaj, by walczyć o podium, ale okazało się, że trzy miesiące przygotowań to za mało. Zrobiliśmy z trenerem Krzysztofem Kaliszewskim wszystko, co mogliśmy. Więcej się nie dało. Zdrowie po prostu nie pozwoliło - powiedziała brązowa medalistka mistrzostw Europy, która od paru miesięcy boryka się z kontuzjami.
Rywalizację wygrała Rosjanka Tatiana Łysenko (77,13), która nieoczekiwanie rzuciła o ponad metr dalej od faworyzowanej rekordzistki świata Niemki Betty Heidler (76,06).
- Nie wiem co się stało i dlaczego mi nie wyszło. W kole nie mogłam odnaleźć swojego rytmu i nic nie wychodziło. Ten wynik i dopiero drugie miejsce to dla mnie bardzo dobra motywacja na kolejny rok. Wiem, że jestem najlepsza na świecie, w końcu to do mnie należy rekord globu, dlatego na tym będę się skupiać, przygotowując się do igrzysk - powiedziała Niemka.
Hegemonię w biegach długich przerwał Brytyjczyk Mo Farah. Wicemistrz świata na 10 000 m we wspaniałym stylu wygrał na 5000 m. Podobnie jak przed dwoma laty w Berlinie, drugie miejsce w Daegu zajął urodzony w Kenii 37-letni Bernard Lagat, reprezentujący Stany Zjednoczone.
Ciekawie zapowiadała się rywalizacja na 800 m kobiet. Tytułu broniła reprezentantka RPA Caster Semenya, wokół której nie brakowało kontrowersji. Po mistrzostwach świata w Berlinie podejrzewano, że ma zbyt wiele męskiego hormonu w swoim organizmie. Zawodniczka przez niemal 10 miesięcy trzymana była w niepewności. W końcu przedstawiciele IAAF pozwolili jej startować wśród kobiet. W Daegu uplasowała się na drugiej pozycji za Rosjanką Marią Sawinową (1.55,87).
Złoty medal w trójskoku wywalczył Amerykanin Christian Taylor, który na prowadzenie wyszedł po czwartej próbie, kiedy uzyskał 17,96. Drugi był Brytyjczyk Phillips Idowu (17,77), a trzeci inny Amerykanin Will Claye (17,50).
Niedziela była ostatnim dniem rywalizacji lekkoatletów w Daegu. Dorobek polskiej ekipy to jeden medal - złoty tyczkarza Pawła Wojciechowskiego (SL WKS Zawisza Bydgoszcz) oraz pięć czwartych miejsc, na których uplasowali się: Kamila Chudzik (siedmiobój), Żaneta Glanc (dysk), Łukasz Michalski (tyczka), Marcin Lewandowski (800 m) i męska sztafeta 4x100 m.

