Takie rzeczy są ważne dla was, dziennikarzy - wywiad z Lorinzą Harringtonem, nowym obrońcą Anwilu Włocławek

autor: Michał Fałkowski | 2011-12-16, 08:00 | źródło: inf. własna |

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Lorinza Harrington, najnowszy nabytek włocławskiego Anwilu, zadebiutuje w swojej nowej drużynie już w sobotę, a smaczku temu wydarzeniu dodają inne okoliczności. Otóż pierwszy mecz w koszulce Anwilu, Harrington zagra przeciwko swojemu byłemu pracodawcy... Treflowi Sopot. - Nie będę przygotowywał się do tego meczu jakoś specjalnie - mówi jednak Amerykanin w swoim pierwszym wywiadzie po przylocie do Polski.

Michał Fałkowski: Słyszałem, że po przylocie do Polski i przejściu niezbędnych badań medycznych nie mogłeś zasnąć w nocy. To z powodu emocji?

Lorinza Harrington: Nie, raczej z powodu stref czasowych. Jednak te kilka godzin pomiędzy Stanami Zjednoczonymi i Polską okazały się nie do przejścia dla organizmu, który mnie po prostu nie słuchał i kiedy wszyscy spali, ja byłem w pełni aktywny (śmiech).

Jak poszły badania medyczne?

- Nie ma żadnego problemu, a przynajmniej o takowym nie wiem. Myślę, że wszystko będzie w porządku, bo od dłuższego czasu nie mam większych problemów ze zdrowiem poza drobnostkami, które są efektem przetrenowania.

Przed chwilą odbyłeś pierwszy trening indywidualny, a czy miałeś już zajęcia z nowymi kolegami z zespołu? (wywiad przeprowadzony w środę rano - przyp. M.F.)

- Nie, jeszcze nie poznałem wszystkich. Wiesz, pierwsze godziny czy nawet pierwszy dzień albo dwa po przyjeździe do nowego miejsca zawsze są szalone. Trzeba załatwić dużo spraw w jak najkrótszym czasie, bo przecież nie chodzi o to by wprowadzać się do nowego mieszkania przez kilka dni, załatwiać sprawy formalne przez długi czas, ale chodzi o to by zawodnik mógł jak najszybciej skoncentrować się na treningach (śmiech). A wracając do pytania - część chłopaków już znam, np. Corsley’a (Edwardsa - przy. M.F.). Pamiętam oczywiście "Szubiego" (Krzysztof Szubarga), przeciwko któremu grałem wiele razy, no i najlepiej znam się przecież z Lawrencem (Kinnardem).

No właśnie. Długo Lawrence namawiał cię do podpisania umowy z Anwilem Włocławek? (Obaj koszykarze grali ze sobą w zeszłym sezonie w Treflu Sopot - przyp. M.F.)

- Nie, kilka razy rozmawialiśmy przez telefon i on w bardzo krótkich i zasadniczych słowach wyjaśnił mi co mam ze sobą zrobić i to natychmiast (śmiech). Nie mogę niestety przytoczyć ich dokładnie, ale przekaz był jasny - "przyjeżdżaj tutaj koniecznie!". Nie miałem więc większego wyboru i podporządkowałem się Lawrence’owi (śmiech). A mówiąc poważnie - doskonale wiedziałem na co się decyduję, a fakt, że Lawrence też podpisał kontrakt z Anwilem tylko umocnił mnie w podjęciu decyzji.

Jednakże nie mogło to nie mieć znaczenia, że Kinnard też jest zawodnikiem Anwilu. W końcu zawsze lepiej jest mieć koło siebie kogoś znajomego w nowym otoczeniu...

- Niby tak, ale przecież ja nie pierwszy raz w swojej karierze przychodzę do nowego klubu. Grałem już w dziewięciu czy dziesięciu drużynach i nie zawsze było tak, że kogoś znałem. Oczywiście, z drugiej strony, praktycznie w każdym zespole są Amerykanie i nawet jeśli kogoś się nie zna, to bardzo często jest tak, że ma się jakichś wspólnych znajomych, albo coś w tym stylu.

Czym zatem przekonali cię włocławscy działacze, żebyś podpisał kontrakt z Anwilem?

- Właściwie niczym specjalnym. Siedziałem w domu, czekałem na jakąś ciekawą sytuację i powiem szczerze - trochę spadł mi kamień z serca, gdy dowiedziałem się, że Anwil jest mną zainteresowany. Brakowało mi poważnego grania w ostatnim czasie i z ulgą przyjąłem wiadomość o ponownym zainteresowaniu moją osobą. Tym bardziej, że na horyzoncie pojawił się klub, który przecież znałem i pamiętałem z poprzednich sezonów. Dwa lata temu grałem tutaj jako zawodnik Asseco Prokomu Gdynia, a ostatnio pojawiałem się w Hali Mistrzów w barwach Trefla Sopot. I razem z Lawrencem sprawiliśmy, że Anwil nie awansował nawet do półfinału play-off. Cóż, taki jest sport, ale od dzisiaj jestem już po stronie gospodarzy.

Mówisz, że dotychczas siedziałeś w domu. Jak to się stało, że koszykarz, który rozegrał w NBA 140 meczów, grał w Hiszpanii, Rosji, a ostatnie dwa sezony w czołowych klubach w Polsce, nie mógł znaleźć pracodawcy?

- To wszystko przez lokaut. OK, zaraz ktoś mi powie, że przecież ja już dawno wypadłem poza orbitę zainteresowań klubów NBA i pewnie ma rację, ale na pewno lokaut sprawił, że na rynku transferowym powstał galimatias. Nagle część koszykarzy z najlepszej ligi świata uznała, że będzie grać w Europie albo Chinach, więc przybyło chętnych do grania, ale liczba klubów się nie zwiększyła. Cóż, ja siedziałem sobie w swoim domu w Charlotte i czekałem na rozwój wydarzeń. I wreszcie mój agent zadzwonił, że jest propozycja z Włocławka.

Los uśmiecha się teraz do ciebie i do Kinnarda. W sobotę zagracie spotkanie z Treflem, którego barw obaj ostatnio broniliście, a na dodatek wrócicie na "stare śmieci", do Ergo Areny.

- No i dodatkowo będzie to mój debiut w koszulce Anwilu (śmiech)! Ale mówiąc poważnie - takie rzeczy są ważne dla was, dziennikarzy, a mniej dla nas, koszykarzy. To wy odpowiadacie za to by dane spotkanie opisać razem z całą jego otoczką, znaleźć różne analogie i odniesienia historyczne. My skupiamy się na graniu, koszykówka to nasza praca i tylko nieliczni grają w jednym klubie przez całą swoją karierę. Zdecydowana większość zmienia pracodawców, a co za tym idzie - często gra przeciw swoim dawnym kolegom. To dla nas normalka.

Nie uwierzę ci jednak, gdy powiesz, że to spotkanie nie będzie miało dla ciebie jakiegoś specjalnego znaczenia. Debiut w Anwilu w Ergo Arenie, w której grałeś cały poprzedni rok...

- OK, znaczenie może będzie miało, ale nie będę przygotowywał się do tego meczu jakoś specjalnie. Na pewno będę chciał wyjść na parkiet i pokazać to, z czego jestem znany. Będę chciał po prostu zrobić wszystko, by tym razem to Anwil zdobył dwa punkty. A po meczu z chęcią spotkam się byłymi kolegami z zespołu, z kierownictwem, trenerami, może nawet kibicami. Myślę, że będzie miło.

Będziesz mógł udowodnić im, że zrobili błąd nie przedłużając z tobą umowy...

- Hehe, to nie tak (śmiech). Ja zawsze gram tak samo i w każdym meczu na sto procent. Nie muszę nikomu nic udowadniać czy to będzie Trefl, Czarni, Asseco czy Turów.

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Powiązane artykuły

Dodaj swój komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz

Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się. Zajmie to pół minuty.


Dowiedz się jak umieszczać linki do tagów, pogrubiać tekst, itp.

Ostatnie komentarze

Sortuj:
wigrem

Lorinza jak mogłeś nam to zrobić!!!! Do ANwilu?! Wszędzie tylko nie do Anwilu!!!

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0