Krzysztof Koziorowicz o Dydek: Gosia wiele razy mnie uspokajała

autor: Polska Agencja Prasowa | 2011-05-27, 15:44 | źródło: PAP |

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

- Gosia wiele razy uspokajała mnie podczas meczów. Kiedy reagowałem zbyt impulsywnie często mówiła mi - trenerze, na koszykówce świat się nie kończy - przypomniał były trener Lotosu Gdynia i reprezentacji Polski Krzysztof Koziorowicz

- Są sytuacje, kiedy trenerzy mają w trakcie meczów problemy z opanowaniem nerwów. Tymczasem Ptysiu prezentowała bardzo racjonalne podejście do życia i koszykówki. Kiedy zdarzało mi się, że nie mogłem powstrzymać emocji, Małgosia Dydek zawsze starała się mnie uspokoić i zazwyczaj powtarzała - trenerze, koszykówka to nie wszystko. Na tym świat się nie kończy. Trzeba oszczędzać zdrowie - wspomina aktualny szkoleniowiec CCC Polkowice.

Koziorowicz podkreśla, że Małgorzata Dydek była wielkim autorytetem dla młodych zawodniczek nie tylko z racji swoich koszykarskich umiejętności i dokonań. - Ona zawsze znalazła dla nich czas i starała się otoczyć niemalże matczyną opieką. Próbowała też doradzać i pomagać w każdej sytuacji. Miała też inną niezwykle sympatyczną cechę - potrafiła żartem, jakimś dowcipnym stwierdzeniem natychmiast rozładować napiętą atmosferę - dodał Koziorowicz.

Były trener Dydek przypomina jeszcze jeden charakterystyczny obrazek dla tej koszykarki. - Po meczach Gosia z reguły od razu nie schodziła do szatni. Zazwyczaj siadała na ławce, a wokół niej biegały dzieci, z którymi się bawiła i rozmawiała - powiedział 54-letni szkoleniowiec.

Były trener reprezentacji twierdzi, że Ptysiu nie miała żadnych kompleksów związanych ze swoim wzrostem. - Kiedy byliśmy w Stanach Zjednoczonych widziałem, jak zwykli ludzie podchodzili do niej, pytali o różne rzeczy, a szczególnie ile ma wzrostu i chcieli sobie zrobić z nią zdjęcie. Za każdym razem Gosia z uśmiechem udzielała wszystkim wyczerpujących odpowiedzi i zawsze, chociaż to mogło być męczące, stawała do wspólnych fotek - podsumował Krzysztod Koziorowicz.

Jedna z najlepszych polskich koszykarek w historii zmarła w piątek rano czasu australijskiego w szpitalu w Brisbane. Miała 37 lat. Od tygodnia znana z parkietów europejskich i WNBA Dydek przebywała w stanie śpiączki farmakologicznej po tym, jak straciła w domu przytomność i doszło do zatrzymania pracy serca. Osierociła dwóch synów: Davida i Aleksandra. Była w czwartym miesiącu ciąży.

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Powiązane artykuły

Dodaj swój komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz

Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się. Zajmie to pół minuty.


Dowiedz się jak umieszczać linki do tagów, pogrubiać tekst, itp.