Walczę o najwyższe cele - wywiad z Robertem Skibniewskim, nowym rozgrywającym Anwilu Włocławek

autor: Michał Fałkowski | 2010-07-21, 08:00 | źródło: inf. własna |

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Kilka tygodni temu rozgrywający Robert Skibniewski podpisał kontrakt z Anwilem Włocławek i od sezonu 2010/2011 będzie bronił barw drużyny wicemistrza kraju. 27-letni koszykarz liczy, że nowe rozgrywki będę pełne sukcesów. - Zawsze grałem o najwyższe cele i nadal będę o nie grał. Tak samo Anwil - zawsze walczył o mistrzostwo Polski i nic w tej kwestii się nie zmieniło - mówi Skibniewski w wywiadzie specjalnie dla portalu SportoweFakty.pl.

Michał Fałkowski: Choć z pewnością pytają pana o to wszyscy, nie rozpoczniemy wywiadu inaczej, niż od kwestii związanej z transferem do Anwilu w kontekście Wrocławia.

Robert Skibniewski: Nie czuję jakieś wyjątkowości w tym kontekście. Czuję się tak samo jak w Grudziądzu, Zgorzelcu czy Prostejovie. We Włocławku będę otoczony ludźmi, którzy mają ten sam cel co ja, czyli wygrywać każdy kolejny mecz. A to, czy ktoś żyje przeszłością, tym co było kiedyś, to jego osobista sprawa.

W zeszłym sezonie był w Anwilu Kamil Chanas, teraz pan. Z pewnością rozmawialiście o całej sytuacji. A może otrzymał pan telefon od Macieja Zielińskiego z pytaniem "co najlepszego zrobiłeś"?

- Nie miałem telefonu od Maćka (śmiech). Z Kamilem również dużo nie rozmawiałem. Potwierdził mi jedynie to, co było wiadome od dawna, czyli świetna organizacja klubu i super koledzy z drużyny. No i jeszcze jedna ważna rzecz, na którą mało zwracają uwagę kibice - nie tak dalekie wyjazdy na mecze jak to miało miejsce w Zgorzelcu czy choćby we Wrocławiu.

Może pan uchylić rąbka tajemnicy jak to było z Anwilem? To włocławski klub odezwał się do pana?

- W pewnym momencie byłem bliski podpisania umowy z jednym z polskich klubów. Nie wymienię nazwy, bo teraz nie ma to najmniejszego znaczenia. Ustalaliśmy warunki kontraktu, ale miałem odczekać jeszcze parę dni na ostateczną decyzję. I w tym czasie zadzwonił właśnie mój agent i powiedział, że jest opcja grania w Anwilu. Od tego momentu sprawy potoczyły się bardzo szybko, sprawnie i konkretnie i tak oto będę reprezentował Włocławek w następnym sezonie (śmiech).

Rozmawiał pan już z trenerem Igorem Griszczukiem na temat swojej roli w Anwilu? Powszechnie mówi się, że będzie pan zmiennikiem rozgrywającego, ale to bardzo ogólne stwierdzenie.

- Tak ma być, ale na więcej szczegółów przyjdzie jednak czas po zakończeniu kadry.

W trakcie swojej kariery znany był pan przede wszystkim z umiejętności organizowania gry. Nigdy nie był pan wybitnym strzelcem, ale kreowanie pozycji partnerom to pana mocna strona. Czy w Anwilu będziemy oglądać właśnie takiego Roberta Skibniewskiego czy dwuletni pobyt w Czechach coś zmienił w Pana grze?

- To, jakiego Roberta Skibniewskiego będziemy oglądać w Anwilu zależy tylko i wyłącznie od trenera Griszczuka. W Czechach na przykład trener stawiał na mnie jako strzelca za trzy punkty. Moja skuteczność wynosiła pomiędzy 40, a 45 procent i w finałach trener naszego rywala CEZ Nymburk, Muli Katzurin, nakazał swoim graczom nie odpuszczać mnie ani na krok. Za czasów Śląska z kolei trener Jacek Winnicki praktycznie zabronił mi patrzeć na kosz i nakazał skupiać się na kreowaniu pozycji partnerom. Te sytuacje bardzo dobrze obrazują to, jaki wpływ ma szkoleniowiec na jakość gry koszykarza, dlatego również i we Włocławku wszystko będzie zależało od tego, czego wymagał będzie ode mnie trener Griszczuk.

Z Prostejova odszedł pan ze względu na limity obcokrajowców. Nie kusiła pana mimo wszystko możliwość pozostania w lidze naszych południowych sąsiadów? Może jeśli nie Prostejov to inny klub?

- Nie widziałbym siebie w innych czeskich klubach. W zespole z Prostejova czułem się wybornie. Klub był świetnie zorganizowany, trener wyjątkowo ambitny, a koledzy z zespołu naprawdę fajni. Problemem był jednak brak czeskich zawodników w składzie. Pojawił się przepis, który mówi, że w drużynie meczowej musi być minimum sześciu Czechów, a że w trakcie poprzedniego sezonu swoje kontrakty przedłużyli Amerykanie i Litwini, a na koniec rozgrywek to samo zrobił Radek Hyży, to zostało tylko jedno wolne miejsce dla obcokrajowca. Czesi mają problemy z wysokimi koszykarzami, więc uznano, że to właśnie na tej pozycji musi być gracz spoza kraju i prawdopodobnie barwy tego klubu będzie prezentował Czarek Trybański. Tym samym zabrakło miejsca dla mnie.

Jakie to uczucie wracać do Polski po dwóch latach przerwy? I to od razu do klubu, który bije się o najwyższe cele?

- Uczucie zupełnie normalne. Nie będę musiał zabierać ze sobą czeskiego numeru telefonu (śmiech). Cieszę się, że trafiłem do takiego klubu, jak Anwil, bo jestem człowiekiem, który zawsze bije się o najwyższe cele. Tak samo było w moich poprzednich klubach.

Często powtarza pan, że gra w Prostejovie to był bardzo udany ruch. Skąd to zadowolenie? Pański były klub nie był w stanie wyrwać mistrzostwa ekipie z Nymburka.

- A czy to źle, że zespół w ciągu dwóch lat wywalczył srebro i brąz? Ja zagrałem w 44 spotkaniach w sezonie regularnym, do tego dochodziły mecze w Pucharze CEBL, faza play-off czy Puchar Czech. Grania było po prostu multum i to była naprawdę komfortowa sytuacja. A do tego klub był profesjonalny, zorganizowany, zawsze walczył o najwyższe cele. Będę polecał tę ligę każdemu koszykarzowi.

Wielu kibiców czy nawet ekspertów traktuje ligę czeską z przymrużeniem oka. Dlaczego tak jest? Jak pan myśli? Przecież ekipa z Nymburka z powodzeniem mogłaby grać w Polsce.

- Pytanie co to za eksperci i czy oglądali jakieś mecze? Z tego co pamiętam reprezentacja naszego kraju przegrywała jakiś czas temu z reprezentacją naszych południowych sąsiadów. Kiedyś już o tym wspominałem, ale np. na turnieju w Poznaniu przed poprzednim sezonem Prostejov pokonał Anwil, już podczas sezonu CEZ Nymburk awansował w Pucharze Europy do fazy TOP 8. W przyszłym sezonie mistrz będzie występował również w Lidze Adriatyckiej, rozegra eliminacje do występów w Eurolidze... A drużyna z Novego Jicina wygrała Puchar CEBL. Poziom ligi definitywnie podnosi się z roku na rok.

Andrej Urlep i Saso Filipovski - tych trenerów wymienia pan zapytany o najlepszych, z którymi miał do czynienia. Co do Urlepa, sprawa jest jasna, ale chciałbym na chwilę zatrzymać się przy Filipovskim. Skąd taka dobra etykietka, skoro Słoweniec nieczęsto korzystał z pana usług w Turowie - przeciętnie spędzał pan na parkiecie niecałe dziewięć minut.

- Saso jest przede wszystkim super człowiekiem, który nigdy nikogo nie oszuka. Pokazał mi takie rzeczy o baskecie, o których niejeden szkoleniowiec nawet by nie pomyślał. On uczy grać w koszykówkę, uczy ją czytać i patrzeć na nią z różnych stron. Gdybym nie spotkał tego trenera na swojej drodze, nie wiedziałbym tyle o tym wszystkim, co teraz wiem. A może nawet nie zagrałbym w Anwilu. Do dzisiaj z trenerem Filipovskim jesteśmy w kontakcie.

Teraz przyjdzie panu współpracować z Igorem Griszczukiem. Jakie oczekiwania?

- On jest zwycięzcą. Był jako gracz, jest jako szkoleniowiec. Cieszę się, że będę grał pod jego skrzydłami. Potrafi wycisnąć z każdego gracza to, co najlepsze i tego oczekuję po naszej współpracy.

Poza panem, póki co w Anwilu są jeszcze: Wołoszyn, Pluta, Berisha i Jovanović. Chyba zdecydowanie łatwiej gra się rozgrywającemu gdy ma obok siebie tak dobrych strzelców z dystansu?

- Oczywiście, że tak. Bez dwóch zdań. Grać m.in. z tak wybitnym strzelcem jakim jest Andrzej Pluta, to jest miód na moje serce. Bardzo się cieszę, że będę miał takich fajnych kolegów w zespole.

Choć drużyna nie ma jeszcze pełnego składu, oczekiwania klubu i kibiców są jasne - zespół ma zagrać w finale ligi. Brak awansu do finału będzie porażką. Czy tak wysoko zawieszona poprzeczka dodatkowo motywuje czy paraliżuje?

- Gdyby mnie to paraliżowało, to bym z domu nie wychodził. Zawsze grałem o najwyższe cele i nadal będę o nie grał. Tak samo Anwil - zawsze walczył o mistrzostwo Polski i nic w tej kwestii się nie zmieniło. Nie widzę innej opcji, jak awans do finału.

Dodatkowo, w przyszłym sezonie klub zagra w pucharach europejskich po dwóch latach przerwy. Co będzie sukcesem?

- Zdecydowanie jest jeszcze za wcześnie aby o tym mówić.

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Powiązane artykuły

Dodaj swój komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz

Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się. Zajmie to pół minuty.


Dowiedz się jak umieszczać linki do tagów, pogrubiać tekst, itp.

Ostatnie komentarze

Sortuj:
luksin

do benoudrih
masz racje...skiba jest slabszy niz koszar albo szubi.oczywiscie to nie ta klasa rozgrywajacego...ale pamietaj ze on bedzie zmiennikiem i nie mozna go stawiac na rowni z szubim i koszarem.on ma wypelniac okolo 10-15 min na boisku aby pierwaszy odpoczal.

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0
benoudrih

Z calym szacunkiem dla Skiby - 2 lata temu Koszar, rok temu Szubi, a teraz Skiba... nie macie wrazenia ze rok rocznie jest ciut slabszy zawodnik na jedynke?

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0
Haze

Się urywa ten wywiad ;)
Inteligentny gość ze Skiby. Choć wydaje się, że chwali wszystko i wszystkich jak leci. Nie wiem na ile przyda się w Anwilu, ale wiadomo - polak w składzie liczy się podwójnie.
Dobry wywiad, tak btw.

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0
apodaca

Grudziądz pamięta !

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0
Stefan

Powodzenia!Oby Ci się wszystko spełniło.

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0
naszkosz

powodzenia, obyś się wypromował i odbił w tym Anwilu (nie jak w Turowie)
pozdro.

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0
wejco26

kurde zawsze myśleałem że Skiba to taki niepozorny gość, on na serio ma głowę na karku. powodzonka

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0
malkontent

Inteligentny gosc:)

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0