Zamiast łez wzruszenia - sprawa w sądzie, czyli koniec kariery Dejana Tomasevicia

autor: Michał Fałkowski | 2009-10-25, 11:50 | źródło: inf. własna |

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Koszykarska Serbia nie ocknęła się jeszcze z szoku, jaki wywołał Milan Gurović ogłaszając koniec swojej kariery, gdy tymczasem kolejny z wielkich graczy postanowił przejść na sportową emeryturę. Dejan Tomasević, bo o nim mowa, to trzykrotny mistrz Europy, dwukrotny mistrz świata, zwycięzca Euroligi a także trzykrotny uczestnik Igrzysk Olimpijskich. Szkoda tylko, że z koszykówką nie pozwolono mu rozstać się w sposób na jaki gracz takiego formatu zasługuje.

Nie tak dawno w koszykarskich mediach ukazała się informacja, iż Dejan Tomasević, 36-letni środkowy, który na przełomie wieków należał do ścisłej czołówki najlepszych zawodników na swojej pozycji w Europie, postanowił pozwać PAOK Saloniki, swój poprzedni klub, o niewywiązanie się z postanowień kontraktu. - Z mojej strony sytuacja jest klarowna: grałem dla PAOKu na zasadzie umowy, którą podpisaliśmy. Ja miałem dawać z siebie wszystko na treningach i meczach, a klub płacić mi regularnie pensję - stwierdził kilka dni temu koszykarz w rozmowie z jedną z greckich gazet.

- Koszykówka na najwyższym poziomie to nie tylko zabawa, ale również pieniądze. PAOK miał problemy w trakcie sezonu, mogłem powiedzieć: stop, odchodzę, ale niczego takiego nie zrobiłem i zdecydowałem się pozostać w klubie do końca. Nie proszę o nic więcej tylko o to, by zespół z Salonik zapłacił mi to, co jest winien, bo w końcu poświęciłem dla nich część siebie, spędziłem kolejny rok zagranicą bez rodziny - kontynuował serbski środkowy, starając się wyjaśnić swoje postępowanie i przyczyny, dla których zdecydował się skierować sprawę do Trybunału FIBA.

Nie jest pewne, lecz z dużą dozą prawdopodobieństwa można stwierdzić, że to właśnie niedawne wydarzenia wpłynęły na decyzję, którą Tomasević podjął jakby niejako przy okazji. Były reprezentant Serbii wyznał bowiem, iż miniony sezon był ostatnim w jego bardzo bogatej karierze koszykarskiej i zamierza przejść na sportową emeryturę. - Jeszcze w czerwcu tego nie powiedziałbym, ale sytuacja się zmieniła i tak, nie wyjdę już więcej na parkiet - przyznał 36-latek, a swoją decyzję umotywował w ten sposób - Kiedyś nadchodzi taki moment, że człowiek zaczyna w inny sposób ważyć niektóre rzeczy i tak było ze mną. Kolejny rok bez rodziny, nie w swoim kraju, obciążony intensywnymi treningami i podróżami w tym wieku mogłaby zrekompensować mi tylko bardzo dobra oferta, zarówno sportowo, jak i finansowo. Taka się nie pojawiła, więc oto jestem - Dejan Tomasević tylko dla rodziny - wyjaśnił Serb.

Postanowienie koszykarza to wielka strata dla basketu nie tylko serbskiego, ale i europejskiego, która zbiegła się zresztą w czasie z odejściem innego gracza z tego kraju - Milana Gurovicia. O ile byłego skrzydłowego Prokomu Trefla Sopot można nazwać zawodnikiem utytułowanym, to jednak jego sukcesy nijak mają się do trofeów wywalczonych przez Tomasevicia.

Znany i rozpoznawalny ze względu na swoją wszechstronność (w najlepszym momencie swojej kariery notował około 12 punktów, ośmiu zbiórek, cztery asysty i dwa przechwyty w każdym spotkaniu), serbski center wielkie triumfy święcił przede wszystkim wraz z reprezentacją Jugosławii (następnie przeistoczoną w Serbię i Czarnogórę). Mając zaledwie 22 lata wywalczył swój pierwszy złoty medal Mistrzostw Europy, gdy jego drużyna pokonała Litwę w finale EuroBasketu 1995 rozgrywanego w Grecji. Sukces ten zespół z Bałkanów powtórzył również dwa lata później w Hiszpanii, w międzyczasie zdobywając jeszcze wicemistrzostwo olimpijskie w Atlancie.

We wspomnianych osiągnięciach Tomasević nie miał wielkiego wkładu, będąc jednym z wielu ważnych, ale jednak wielu, koszykarzy rotacji. Z pewnością nie był zawodnikiem pierwszoplanowym, lecz sytuacja uległa zmianie w kolejnych latach. W Atenach, które gospodarzyły Mistrzostwom Świata w roku 1998, 25-letni wówczas środkowy obok Dejana Bodirogi czy Żeljko Rebracy odgrywał kluczową rolę w reprezentacji, która w finale okazała się lepsza od Rosji. I choć za rok na EuroBaskecie we Francji Jugosławia była dopiero trzecia, brązowy medal powetowała sobie w roku 2001 wygrywając Mistrzostwa Europy w Turcji oraz dwanaście miesięcy później zwyciężając w mistrzostwach globu w Indianapolis.

I choć klubowe sukcesy Tomasevicia są nieco mniejszego kalibru, niż te z reprezentacją "Białych Orłów", wielu koszykarzy chciałoby wywalczyć choć cząstkę tego, co udało się Serbowi. Już jako 20-latek był mistrzem swojego kraju, osiągnięcie to powtórzył jeszcze w latach 2000 i 2001, w 2002 roku wywalczył Mistrzostwo Hiszpanii z TAU Ceramiką, a rok później Puchar ULEB z Pamesą Walencja. Pięknym zwieńczeniem jego kariery był zaś trzyletni etap w Panathinaikosie Ateny (2006-2008), podczas którego Tomasević pomógł drużynie ustrzelić trzy złote krążki ligi greckiej, trzy Puchary Grecji oraz zwycięstwo w Eurolidze.

Teraz jednak kończy karierę, a cała otoczka daleka jest od ideału. Nie ma pożegnalnego meczu z przyjaciółmi z parkietów, nie ma podziękowań, łez wzruszenia i skandowania nazwiska przez kibiców. Jest za to pozew do Trybunału FIBA i brak jakiegokolwiek odzewu ze strony klubu, w którym spędził ostatnie miesiące swojej bogatej kariery.

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Powiązane artykuły

Dodaj swój komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz

Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się. Zajmie to pół minuty.


Dowiedz się jak umieszczać linki do tagów, pogrubiać tekst, itp.