Łukasz Ostruszka: Kryzysowy narzeczony

autor: Łukasz Ostruszka | 2008-12-05, 08:26 | źródło: inf. własna |

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Lance wraz z całą ekipą Astana i dotychczasowym/aktualnym liderem zespołu Alberto Contadorem przebywa na Teneryfie. Trenuje, ćwiczy, poci się i strzela kolejne kilometry na rowerze. Chyba wyrzucił z głowy wszystkie romanse i przygodne znajomości, a wszystko po to, żeby zmierzyć się... z samym sobą.

Byłem sceptycznie nastawiony wobec tego typu powrotów. Armstrongowi udało się coś, czego dokonać nie potrafił choćby taki Michael Jordan, czyli odejść w błysku fleszy, gdy jest się na samym szczycie. MJ tak zakończył karierę, ale powrócił mając na karku 40-tkę. Drugi raz odchodził już troszkę w innym stylu.

Mój punkt widzenia zmieniła rozmowa z pewnym "chyba najlepszym polskim komentatorem". Zapytałem czy Małysz nie powinien odejść na sportową emeryturę póki jeszcze łapie się do drugiej serii skoków. "Chyba najlepszy polski komentator" uśmiechnął się i poprosił byśmy dali Małyszowi już spokój. Niech skacze jak chce i niech zawsze ma radochę z tego co robi - powiedział. Jego osiągnięcia dają mu do tego prawo - dodał.

Ta w sumie prosta prawda długo była przeze mnie niezauważana. Chciałem żeby legendy takie jak Jordan, Armstrong, Małysz odchodziły wtedy gdy 99,9 proc. populacji świata uważa je za legendy. I żeby tej legendarności nie rozmieniali na drobne w okresie kryzysu wieku średniego.

Tymczasem powrót do zawodowego sportu, albo tkwienie w nim, mimo że już - delikatnie mówiąc - nie jest się najlepszym, to nie tylko imponujący lek na owy kryzys, ale chyba marzenie każdego małego chłopca. Wyżej wymienieni panowie pozostaną legendami mimo wszystko. Armstrong pozostanie kimś nawet jeśli będzie w Pirenejach prowadził rower i spacerkiem wdrapywał się na szczyt, MJ pozostanie kimś mimo tego, że jego Wizards nie potrafili awansować do Playoff, a Małysz pozostanie kimś nawet wtedy gdy będzie lądował na 50 metrze Wielkiej Krokwi.

Na czwartkowej konferencji prasowej Lance uciął wszystkie spekulacje. Wyraźnie zapowiedział, że stanie u boku Contadora w drodze na Pola Elizejskie. Dodał wprawdzie dość nieskromnie, że Contador z Armstrongiem obok siebie jest najlepszym kolarzem na świecie, ale fakt pozostaje faktem - wielki Lance będzie w wyścigu dookoła Francji pracował na rzecz swojego młodego kolegi z drużyny.

A to, że role najprawdopodobniej odwrócą się na wcześniejszym Giro, to tylko potwierdza, że w wieku 37 lat nadal można mieć piękne marzenia.

Sport to rodzaj kryzysowego narzeczonego... i dobrze, że tak jest.

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Powiązane artykuły

Dodaj swój komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz

Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się. Zajmie to pół minuty.


Dowiedz się jak umieszczać linki do tagów, pogrubiać tekst, itp.

Ostatnie komentarze

Sortuj:
Obserwator

To co mówi Lance Armstrong chcecie czy nie , to prawda ! Będzie znów najlepszy . On jest przecież od dawna zmodyfikowany genetycznie przez naukowców z USA. Spytajcie mastersów , jak ciężko wrócić do dawnej formy. Lance już teraz jest lepszy , niż kilka lat temu o tej porze.Pokazał to na zgrupowaniu na Teneryfie !

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0